* * *
delikatna równowaga
ucisk
po stronie serca
jestem jak usta pragnące
zdmuchnąć płomień
palący się
o włos od nicości
o włos od szczęścia
* * *
otoczony wodorostami
konwencjonalnych przyjaźni
osłonięty zasłoną
przed bliskimi nieznajomymi
z drugiego końca mapy
znanymi tylko
z elektronicznego imienia
rozmontowuję schron domu
by światło nocy
miało wolny dostęp
do mego podziwu
i przeszło z fermentacji ukrytej
w jawną
a osad by opadał
jak nieprzyjacielski desant
na cienie
ani zimnych ani gorących
klarując wino życia
* * *
Bóg mi dozuje
dni szczęścia
już są cenne
wyżej platyny
niedługo osiągną
wartość kruszców
z krańca wszechświata
podejrzewam w tym
jakiś jego ukryty zamiar
ale nie posądzam go
o złe intencje
a przecież szczęściem jest
zwykły oddech
=================================



Komentarze
Pokaż komentarze (3)