jak graffiti
jak graffiti na murze pisane
łzą nadziei miłości strachem
jesteśmy murem tym szyfrem czy dłonią
co linię życia jak dziecko prowadzi
w świata zmierzch w burzę miotającą trafem
a glinę wilgotną przeznaczeń przeistacza
na kole losów puchar toczy lub ledwie dzbanek
obecne po drugiej stronie ściany jest to
co drżąc opisujemy kochamy wyzywamy
żółć czerwień i zieleń jak pory roku
barwią nasz krzyk aż przyjdzie pora czwarta
jak bieli credo jak drewnu ognia spokój
choć zanika - przekaz pozostanie
jak woń zapowiedź proporcja zestrój
jak zdjęty obraz na dopiero co stawianej ścianie
jak ptak ranny w porze zmierzchu
sam niewidoczny lecz domyślany
z malowania kwiatów krwawym stąpaniem
nieodczytani jak graffiti pisane na murze
mohendżo daro ryty i dysk z knossos
piktogramy boskich ludzi i
w ludzkiej skórze bestii
logika runów zaplatana na płonącym sznurze
byle zdążyć byle dokonać nim się zetli
=============================================
dziewięćsił bezłodygowy
- świecą się dwie lampki
trzecia to odbicie w oknie
bez tej odbitej byłoby ciemniej
a przecież ona nie istnieje
- dawni uczeni myśleli
że oczy wysyłają promienie
dzisiejsi uczeni to sprostowali
i zrobiło się ciemniej
- liście zwracają się ku słońcu
jak na reliefie dłonie echnatona
jak one to robią
przecież słońce na swej barce
nie zna chwili spoczynku
chyba mój fikus
zgubił za dużo liści
zapomniałem o podlewaniu
zajęty skuwaniem
imion nowych bogów
z pylonów chramu
swoich kamiennych myśli
- światła między szeregami liter
jak wykrzykniki masztów
na wygładzonym morzu
a przecież gutenberg nie był
żeglarzem
a myśl to sztorm
pod delikatnym pędzlem
josepha mallorda williama turnera
kto rozwiąże tę sprzeczność
jak cumę nabrzeżną
- zwariowałem
spowiadam się księgom
wykłócam z nimi
widzę ich twarze słyszę ich głos
mądrzejszy od mojego
o całe wieki
zasypuję je pytaniami
a ludzie-ulotki mówią mi
zwariowałeś
nie odrywając się
od układania swojego pasjansa
znaczonych słów
który zawsze wychodzi
- ktoś położył mi tęczę na stole
każdy kolor osobno
jak zakładki
co wysypały się z księgi nieba
a przecież na ziemi kolory się przenikają
i co teraz?
- noc uchyla drzwi balkonowe
podchodzę by poszerzyć szczelinę
wpuścić zziębnięty księżyc
pogadać z nim o safonie
coś wisi w powietrzu
ponad gwiazdami
- owady już śpią
rośliny znajdują wodę
cisza bębni
jak hotentoci
noc niepowtarzalna
jak odcisk palca
pobrany od tymczasowo
zwolnionego z aresztu
- na ścianie wisi obraz
ściana współtworzy dom
z domów składa się osiedle
z osiedli miasto
a i tak
nie ma po co
zatrzymać się osiedlić
nie zniszczę więc
osom gniazda
-------------------------------------------------



Komentarze
Pokaż komentarze (5)