Współczujmy „tej kobiecie”, sorry, współczujmy pani Premier. Biedactwo… Gdy pokazywały ją kamery w rozmowie z dziennikarką TVN po debacie – od razu człowiekowi przypominały się igrzyska olimpijskie i twarze oraz ciężki oddech maratończyków. Dla naszej Premiery zmuszenie jej do 60 minut myślenia to ekwiwalent przebiegnięcia 42 km w upalnym słońcu. Czego to się nie zrobi z miłości do PLN, sorry, do Polski, oczywiście.
Sztab wyborczy PO zaserwował swoją spécialité de la Maison, czyli flaki. Wypruwanie flaków by udawać kogoś, kim się nie jest. I flaki jako przekaz. Witkacy mówił o bebechach, ale sens podobny. Epoka flaków i bebechów zbliża się do końca. Cierpliwi zostali nagrodzeni. Lat 8 „codziennie widzieć te wasze ohydne dramaty, oglądać wyprute psychiczne bebechy wraz z ich zawartością, patrzeć na metafizyczne pępki, nadziane na patyczki i sprzedawane jako kandyzowane owoce! (z coraz większą furią)” – to wystarczająco długo. Flaki strachu przed oddaniem władzy, flaki bajdurzeń o reformach i kwitnącym za oknem raju, flaki oszczerstw miotanych w amoku na opozycję, flaki kawiarniano-knajackich rozmów nasączonych pogardą, wywyższaniem się i żałosnym vacuum jakichkolwiek kompetencji i chęci do wysiłku. Pełen zestaw flaków. Prawdziwych wg przepisu Dorna, bo takich, które zalatują, no, wiadomo czym…
Szydło była świetna na poziomie technicznym – zresztą głównie ten się liczy w takich imprezach masowych jak debaty. Obejmowała intelektualnie w jednym ciągu zdaniowym – kilka wątków: odpowiadała dziennikarzowi, odpowiadała Kopacz, pytała Kopacz, prezentowała program PIS wiążący się z danym pytaniem i na dokładkę sama sobie przyznawała czas na sprostowanie jęków i wrzasków Premiery… z poprzedniego pytania. W razie potrzeby przyspieszała dwukrotnie tempo wypowiedzi, by zmieścić wszystko, co wiąże się z tematem i by nie wyjść poza czas. Wszystko w przyzwoitej składni, czytelnej terminologii, dużej kulturze zachowań i przekonującej pewności siebie i dynamice.
Szczucie palcem w bucie – tak można by podsumować przekaz Miśków, Mirów, Ew i Małgorzat Kidaw-Błońskich. A propos p.Kidawy-Błońskiej, która stała na drugim planie w momencie, gdy Premiera próbowała łapać oddech po epopei „W 60 minut dookoła prób rozpoczęcia myślenia” – to przypomniał mi się fragment z mojego tekstu sprzed 4 lat, w którym też pojawia się p.Małgorzata o twarzy unurzanej w masce egipskiego, dynastycznego spokoju. Zacytuję go, gdyż oddaje atmosferę i wydarzenia ostatnich miesięcy:
„Kapłanka Mar-Ger Kidaw-Bon przysięgała, że po wyborze na nadzorcę niewolników Brona Khomor-Ow świat odzyska utraconą za sprawą dzikich Piksosów - przewidywalność. Bogowie przerwą polowania, biesiady i wyjdą z przygranicznych mateczników na światło dzienne udzielać audiencji. Ludzie na powrót zaczną im oraz herosom transformacji intonować hymny i składać hojne ofiary. Tak miało być pięknie a tu (…) niebo i ziemię pokryła ciemność.”
Debata debatą a tu u bram Europy miliony biegunów, bieżeńców, migrantów, miglanców, przechodzców, nachodzców z opuchniętym imperatywem zasiedlania.
Islam, muzułmanie – to dwa słowa-tabu dla Platformy. Od kilku tygodni te dwa wyklęte słowa znikły z przekazu wszystkich żołnierzy partii tenorów śpiewająco skubiących wszystko, co jest do skubnięcia. Zamiast tych pojęć w ustach polityków PO mamy więc magicznych „uchodźców” lub Syryjczyków (w domyśle chrześcijan, a chrześcijan w Syrii jest… 5 %, podczas gdy szyitów 16 % a sunnitów… 76 %, daje to w sumie wyznawców najbardziej pokojowej religii świata… 92 %. Podobno już powstają plakaty PO: Nie róbmy polityki, budujmy meczety! ;)
A tu nawet taki Onet już zamiast grającego na emocjach „uchodzcy” pisze o milionach migrantów. Oj, marny ci los tej berlińskiej securitas w Polsce. Chcemy ich jeszcze w tych 4 dniach przed ciszą wyborczą…pocieszyć ;) , to używajmy tych dwóch obchodzonych przez nich z daleka słów (islam, muzułmanie). Ale uprzedzam, mogą stracić panowanie nad sobą i zacząć gremialnie skakać przez rowy, ups, wały przeciwpowodziowe – wzorem swej przywódczyni.
A na wieczór wyborczy trzeba szykować zakazane przez szariat używki. Na to, że przed ciszą wyborczą "kelnerzy" zaserwują kolejne flaki z sowy - raczej nie liczmy. Może tylko lis przyniesie jeszcze jakiś ochłap by "uczcić" exodus peowskich faraonów.
Wiele lat temu Tusk w jednym z wywiadów mówił o swojej "wizji" polityki - mnożyło się tam od słów "wojna, bitwa, walka, pole bitwy, broń". Właśnie jesteśmy świadkami Waterloo tragikomicznych i dywersyjnych wojowników Tuska. Oby podzielili los Unii Wolności.


Komentarze
Pokaż komentarze