127 obserwujących
810 notek
860k odsłon
  1226   0

Franz Kafka i hospicjum kultury europejskiej czyli nagi król gałganiarzy

Wyznawca Kafki (z lewej na dole)całujący śmiertelny całun
Wyznawca Kafki (z lewej na dole)całujący śmiertelny całun

 Nie kończył żadnej ze swych “wielkich powieści”, szukał jakiejś przytulnie hermetycznej piwnicy, by zarzucić rodzinę i znajomych całą serią następnych, które z pewnością też byłyby niedokończone. Kafka nigdy nie istniał – taka jest ekscentryczna prawda o nim.  Jego podanie o pozwolenie mu na to, by się narodzić, rozpoczęte retorycznym pytaniem: „Czy warto?” – pozostało nie wysłane, gdyż go nie dokończ……

I I  OSŁUPIENIE  CZYLI KATATONIA I REGRESJA DUCHA

Kafka jest wnukiem „trzech sióstr” Czechowa marzących o wyjeździe „gdzieś”, o ucieczce w wyobrażone „tam”. Ale nie wyjadą ani one – będą patrzyły tylko rozmarzonym wzrokiem w dal, w… siną dal. Ani on – będzie marzył o znalezieniu sobie idealnej piwnicy do spisywania swoich marzeń przeplatanych snem o imigracji do Ameryki Obiecanej. W gruncie rzeczy – tylko o to mu chodzi. Figura szukania w jakimś zakątku ziemi azylu – jest tylko figurą ślimaka chowającego się w skorupie. Nadzieja na ukrycie się przed życiem, by móc dzień i noc pisać o braku nadziei i marności życia. Czyli po prostu… pierwiastek kwadratowy z braku nadziei. Prawdziwa nadzieja ma źródła jeśli nie w górze, to chociażby we wznoszeniu się. Jego pierwiastek z nadziei chce zaś tylko stać logarytmem zastygnięcia. Katatonia ducha… Szara chtoniczność zapadająca się sama w sobie na odcinku zderzania się płyt tektonicznych wrogich kontynentów.

Książki Kafki nie są dla europejczyków (czyli… chrześcijan, gdyż prawie każdy rdzenny europejczyk, także, gdy jest ateistą pozostaje w głębi stworzeniem, „produktem” chrześcijańskim). Nie niosą one dla nich żadnego istotnego przekazu. Opowieścią archetypiczną europejczyka jest ewangelia. Także niewierzącego. Relacja z życia, drogi i śmierci kogoś, kto rozpoznał siebie, dobro władające światem, oraz istotę wrogów tego dobra. Europa – źródłowo to rozpatrując - to samowiedza oraz prymat dobra, prawdy i cywilizowanego prawa. Wprawdzie ktoś – szukając europejskości Franza Kafki - mógłby rzec, że podobne jest wyobcowanie chrześcijanina - co wyobcowanie Józefa K.. I że podobne jest śmierć Jezusa do jego śmierci. Ale to nieprawda. Kafka opisuje nieświadomość dobra, ewangelie świadomość dobra. Lecz Kafka nie opisuje jej z zewnątrz, okiem choćby badacza i obserwatora, co dawałoby jakąś nadzieję na rozwój. Rysuje ją od środka, w gruncie rzeczy skarżąc się. Nie jest to też  pozachrześcijańskie “Oskarżam!”, które mogłoby zaowocować żyznym sporem. Jest to dziecięco naiwne pytanie: Czemu niczego nie rozumiem i czemu jest mi tak źle? Zadawane bez nadziei i szansy na odpowiedź. W zasadzie nie ma się tu czym dzielić z czytelnikami. Jest to przeszywający jęk. Jękzystencjalizm… Tato, mamo, ciemu? Dlaciego? I uderzanie w ryk. Stylizowany i wyrachowany niesłyszalny szloch.

Biblia egzystencjalizmu francuskiego. I on to czuł, że czymś niemęskim jest publikowanie takiego jęku, dlatego nie wydawał na to zgody. Stało się za sprawą jego przyjaciela, Maxa Broda inaczej. Dzieło poszło w świat. Jak każdemu dziełu tworzonemu przez inteligencję żydowską - jeśli tylko spełnia warunek sine qua non, czyli ani słowem nie krytykuje mentalności, tradycji i kultury żydowskiej - zapewniono mu ogólnoświatową reklamę. A ponieważ zostało napisane z pewnym, nieznacznym słownym i parabolicznym (bo przecież nie realistycznym i psychologicznym) talentem - weszło do kanonu Zachodu. Ten talent zresztą, to rzecz również dyskusyjna. Czy biurokratyczne skrupulanctwo stylu, mrożący monokl megalomana i lodową czapę nakładaną na emocje można nazwać talentem?  Jak ktoś nie ma niczego lepszego do roboty, niech sobie nazywa. Jeśli chodzi o mnie, to pamiętam kilku kolegów ze szkoły średniej, którzy „tworzyli” w podobnym stylu. Żaden z nich nie wybrał literatury jako drogi życia. Mieli samokrytycyzm, mimo wszystko, i tym przewyższali Franza…
 Jęk kultury antychrześcijańskiej zaczął intrygować kulturę Zachodu. Ale czy z tego mezaliansu mogło się zrodzić coś innego, niż moda na egzystencjalizm, niż pretensjonalny bunt czarnych golfów i niż zużyta zużywaniem sardoniczna twarz Sartre`a i nawiedzony feminizm jego partnerki? Jednak wysoki stopień metaforyzacji owych kafkowskich przypowieści i kompletne wykastrowanie ich z puenty, śladów mądrości i dowodów panowania autora nad sensem i wymową dzieła - nieodzownym wszak składnikiem każdej przypowieści i każdego świadomie i dobrze skonstruowanego dzieła sztuki - spowodowały, iż jego popularność, oddziaływanie i dezinterpretacja (czyli widzenie niezmierzonej głębi w nudnym banale) nie wniosły niczego pozytywnego do kultury Zachodu. Czy dzieł równie utalentowanych pisarzy, w owym czasie, w Europie nie było wiele dziesiątek? Czy na światową popularność Kafki, do której oczywistości już tak przywykliśmy, jak do kształtu Europy na mapie – nie wpłynęła doskonałość machiny propagandowej diaspory żydowskiej, która akurat w dwóch pierwszych dekadach XX w. zaczęła imponować swoją potęgą kreacji i anihilacji dowolnych nazwisk i faktów?

III  BRZEMIĘ ARCHAICZNEJ CYWILIZACJI

Cóż to przedziwny świat pytań grzęznących w gardle, bezustannie zachmurzonego czoła, ludzi jak wyciętych z kartonu, grozy oskarżeń uważanych za nieuzasadnione, atmosfery niedokończonego kryminału, którego autor zmarł przed jego dokończeniem, lub nie wiedział jak go zakończyć. Świat jako nieudany kryminał, którego autor zmarł w trakcie roboty, choć zaludniający jego Zamek dworzanie o tym milczą a heroldowie odczytują akty łaski, wobec poddanych o których nie wiadomo, czy ich nazwiska nie są tylko chwytem retorycznym. Jakim doświadczeniom cywilizacji chrześcijańskiej XIX i XX w. odpowiada taki portret? Żadnym. Co portretuje nasz reportażysta zniewalającego smutku? Odpowiedź nie jest zbyt skomplikowana. Portretuje umysł żydowskiego inteligenta (inteligenta kiepskiego autoramentu, w młodości admiratora  socjalizmu i darwinizmu) zamieszkałego w obcym mu ustrojowo, ideologicznie i religijnie państwie. Portretuje dylematy (raczej: monomaty) diaspory europejskich wrażliwych i wykształconych Żydów znających tylko wypaczony obraz chrześcijaństwa. Nie rozumiejących narastającej atmosfery zbliżającego się konfliktu cywilizacji, czyli Zachodu ze Wschodem. Można zrozumieć zachwyt rodaków Kafki ujęciem w słowa i obrazy ich… niewiedzy, ich niezrozumienia tego, co się dzieje i swojej przeszłości. Chrześcijanina Kafka zdezorientuje i osłabi, zarazi pasywizmem, brakiem niezgody na zło, egzystencjalistę, pesymistę intelektualnie niezbyt wymagającego - zachwyci, dla Żyda, zagubionego podczas wnikania w Europę stanie się obiektem kultu.

Herling-Grudziński napisał, że „Kafka miał na myśli Nadzieję, choć brakowało mu odwagi, by nazwać ją po imieniu.”

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale