Toczy się od dwóch dni na S24 dyskusja, rozmowa o Brexicie i o UE. Przeglądanie tegorocznych komentarzy internautów na temat UE wskazywało na pewną zauważalną zmianę, wzrost wiedzy. Niestety, wiedza ta i jasne spojrzenie na ten twór są chybotliwe, oparte na słabych podstawach. Kiedy już, już wydaje się, że ogólna świadomość wzrasta, wyskakują konwergenci, ludzie - mówiąc delikatnie - których matką jest nadzieja i psują tę pracę, która się dokonywała spontanicznie w ludu dysputach.
Przy pomocy władz przeróżnych portali poglądy i teksty owych "nadziejowców" są lansowane, promowane. I nawet ci, którzy na chwilę zmądrzeli, pod wpływem tych propagandowców nadziei w sprawie beznadziejnej - głupieją na powrót. Dają sobie zagrać na emocjach, na dobroduszności, naiwności, na marzeniach, pragnieniach.
I płyną pieśni - o tym, jak to zmienimy Unię, bądź Unia sama zmądrzeje i się zmieni. Jak to kraje wyzyskiwane i indoktrynowane - zaczną być przez wyzyskujących - dopieszczane i wzmacniane jako ich konkurencja, kraje indoktrynowane herezjami antychrześcijańskimi - zaczną być przepraszane, pytane o to, jaki ideami zechcą się kierować... Towarzyszy temu druga piosenka pod tytułem: kiedyś to byli piękni, wspaniali ludzie, którzy zakładali Unię, jej Ojcowie i były ich równie piękne idee. A dzisiaj - ach, co za pech, ach, ach - rządzą wstrętni lewacy, którzy nie wiadomo skąd wdarli się do kajuty decydenckiej. I nucą wszyscy nadziani nadzieją pieśń: "Ale my Wilno zdobędziemy, A my Lwów odbijemy, Odpoczniemy w Leningradzie, W kołchozowym stadzie". Albo inną: "Trzeba łysych pokryć papą, Możliwości nie ma na to. My pomysły zdobędziemy, Łysych papą pokryjemy."
Tyle tekstów napisałem, cytowałem wypowiedzi i książki osób, które przez lata zgłębiają te tematy, wydaje się, że część osób zaczyna otwierać oczy, aż tu wyskakują przeróżne filipki z konopi i głoszą swoje prawdy i rozwijają nadzieje związane z Unią, jedni z lewa (zwalczyć nacjonalistów!), inni z prawa (zmienimy Unię od wewnątrz!). Nie mówię już o dość licznej grupie nie mającej podstawowej wiedzy i trzęsącej się o paszporty i ruch graniczny, nie mających nawet pojęcia o istnieniu Układu z Schnegen z 14 czerwca 1985 r. nie mającego związku z konstruktem o nazwie UE.
Ci 'piękni, wspaniali ludzie, cudowni "chrześcijańscy Ojcowie Założyciele" to mit szczególnie prymitywny. Czy ktoś zapoznawał się z ich życiorysami, poglądami, planami i koncepcjami politycznymi? Kto sprawdzał jakie są poglądy Schumana? Niech sprawdzi, to się zdziwi. Niemiecki katolicyzm (co sądzić o pozornym chrześcijaństwie niemieckiego katolicyzmu - pisał Koneczny) tej osobliwej postaci, której prochy po śmierci przeniesiono do kaplicy Fratres Militiae Templi, Pauperes Commilitones Christi Templique Salomonis - służy jako zanęta i wabik dla chcących się dać oszukać, dla żyjących marzeniami. Tam, w planach Ojców, w zalążku jest już Sojuz i Gramsci. Dlaczego nikt nie sprawdza, nie sięga do źródeł, wierzy papce TVP Info i TVN - cudownie zgodnych w szerzeniu Objawień Brukselskich. Czy ktoś bliżej poznawał życiorys i poglądy Monneta, dziwnej szarej eminencji planów jednoczenia Europy, handlarza koniakiem i wolnomularza? Nie ma żadnych korzeni chrześcijańskich Unii Europejskiej! Więc nie ma do czego wracać! Jest "idea" milionowych armii biegających w te i nazad biegunów roboczych i zarządzającej ich bytem i oczekiwaniami niewybieralnej "wybranej" arystokracji oświeconych libertynów! Bełkot większości ideologicznych enuncjacji tych wszystkich "Ojców Założyceli" Unii Europejskiej daje się sprowadzić do plagiatu poglądów i teorii krawca Wilhelma Weitlinga, niemieckiego socjalisty utopijnego mieszającego Chrystusa do swoich nawiedzonych, dyletanckich wypocin, które zachwycały Marksa. A Adenauer, kolejny z "Ojców"? No cóż, wystarczy chyba tylko tyle o nim powiedzieć, że kiedy przyjechał w 1946 r. do Waszyngtonu, to po to, by proponować Amerykanom ideę Wielkich Niemiec pod postacią zjednoczonej Europy, do czego zresztą Amerykanie już się od paru lat przygotowywali, gdyż przedstawiciele Szkoły Frankfurckiej od kilku lat pisali dla nich projekty urządzenia "życia społecznego" w powojennych Niemczech. W latach 50. wśród niemieckich elit bankierskich i politycznych apetyty na Wielkie Niemcy ubrane w szatę jednoczącej się Europy były już bardzo "zaawansowane". Spora część elit niedawno faszystowskich dostrzegła teraz "nowe wcielenie" swoich ekspansjonistycznych, przedwojennych wizji i mówiono nawet, że II wojna to tylko... przegrana bitwa i że ostateczny sukces Niemiec odwlecze się w czasie, ale nadejdzie na pewno.
Nie znamy faktycznych gremiów zawiadujących projektem UE. Ponad wiek temu w tworzenie ideologicznych projektów fuzji państw europejskich zaangażowane były intensywnie loże wiedeńskie, niemieckie. Jest oczywiste, że takie projekty "kontynentalne" nie są kreowane na forach publicznych i przez teleankiety. Zarządzanie takimi projektami jest wielostopniowe, wielopoziomowe i nie mające związku ani z demokracją, ani z zasięganiem opinii używanych do tego narodów i państw.
Żeby określić naiwność mrzących o "odnowie Unii, o "powrocie do korzeni" - brak jest po prostu słów. Unia oparta na państwach narodowych i licząca się z interesami poszczególnych, narodowych gospodarek - to sprzeczność, contradictio in adiecto – czyli, jak podaje Wiki: "błąd logiczny polegający na zestawieniu dwóch wyrazów: określanego i określającego, które wzajemnie się wykluczają, np. kwadratowe koło, żonaty kawaler, czarna biel, głośna cisza itd. Określenie takie nie jest błędem logicznym, jeżeli pełni funkcje poetyckie." Taaak, "funkcje poetyckie" - to jest właśnie to! Ale ileż można żyć w świecie deklamowanych nam przez przebiegłych "rewolucjonistów" romantycznych wierszyków krojących jak salami, kawałek po kawałku, nasze dozwolenia na ich ekspansję, manewrując, manipulując i uwikłując w zmiany, prawne, obyczajowe, kulturowe, demograficzne i gospodarcze z których ewentualne wycofywanie się zajmie dziesiątki lat?
Rok temu Soros, który dyskretnie "towarzyszy" życiu Unii dał wyraźny znak tego, co jest oczywiste, czyli złudności nadziei na "zmiany w kierunku narodowym". Powiedział, że jeśli nacjonaliści się wzmocnią w Unii, to Unia będzie musiała upaść. Zrozumieć to, co powiedział nie jest niczym trudnym. Nazywa się to "propozycja nie do odrzucenia", a znaczy to: "międzynarodowy socjalizm, albo śmierć!" I koniec, kropka, koniec dyskusji. Koniec i bomba a kto w suwerenność republik sowieckich wierzył - ten trąba! Gdyby nagle jakieś autentycznie narodowe partie (nie malowani "nacjonaliści" w stylu PIS-u, ani nacjonaliści infiltrowani przez Rosję) zachciały zmieniać KURS UNII i przeprowadzać jej degermanizację (na co się zresztą nie zanosi, gdyż smycze gospodarcze i służbowe są dość krótkie w stosunku do mniejszych państw) - to ci sami chłopcy, którzy "zawiązali" Unię - rozwiążą ją w try miga. Unia jest możliwa tylko jako socjalistyczna, globalistyczna, pangermańska, biurokratyczna i maszerująca przez instytucje. Tak została poczęta i tak zemrze. I tylko jako taka jest przez parę mocarstw wspierana. Jej patroni spod znaku bełkotliwych idei społeczeństwa otwartego wyprodukowanych przez Poppera "troskliwie" śledzą możliwe zagrożenia odchyleniem od kursu. A tu wyskakują filipki z konopi i wykrzykują: Trzeba Unię naprawić! Unia TAK, WYPACZENIA nie!
Unia od początku została pomyślana jako lewicowe odchylenie, wypaczenie, dlatego krzyczeć dzisiaj: Unia TAK, wypaczenia NIE! - to prostu kretynizm (lub: gretynizm). Unia to dziecko Gramsciego i Spinellego ochraniane w swym marszu przez tysiące rzucających się Rejtanem w jej obronie europejskich Gowinów.
Ogromna wina w tym ogłupianiu Polaków leży po stronie partii rządzącej. To zbrodnia na świadomości społecznej. Całe to usypiające czujność narodu udawanie uporu, symulowanie krytyki. Cała ta kokieteria koterii prounijnych pisowskich udająca obronę polskiej racji stanu... Cała mitografia i hagiografia tej partii położona jest na podwalinach mitu o wielkości konceptu Unii Europejskiej, co zresztą nie dziwi, bo jakże by to socjaliści Piastowscy, urodzeni biurokraci nie mieli popierać socjalistów z narodu "przyjaciół" i socjalistycznych marionetek zainstalowanych w Brukseli przez międzynarodowe lobbies? Wspólni rodzice, wspólne rodzinne plany i wspólna m e n t a l n o ś ć. Duchy Monneta i Adenauera mogą spać spokojnie, Jarosław Kaczyński w związku z rodzinną tradycją i formacją umysłową oraz napędzany tradycją uwikłania jego brata w pseudonegocjacje tej pseudounii - będzie ostatnią osobą, która po rozpadzie Unii będzie gasić światło, zakochany wielką miłością wielkiego socjalisty w tym lewicowym, materialistycznym, darwinowskim i antychrześcijańskim projekcie "komunizmu przyjaznego ludziom". Przypomnijmy też, że niedawno i prezydent i premier opowiadali się publicznie za wpisaniem członkostwa w UE do polskiej konstytucji... Wszystko wskazuje na to, że Morawiecki to anestezjolog na umowie-zleceniu. O tym, że tak było, dowiedzą się Polacy... po skończonej operacji.
Otóż żadnej Unii nie odbijemy, czerwonych głów myślą nie pokryjemy, gdyż nie dopuszczą do tego Ci, którzy kulturowo-cywilizacyjny projekt imperialny o nazwie Unia Europejska wymyślili i metodą drobnych kroczków realizują. Cechą mentalności socjalistycznej, umysłu materialistycznego jest - ex definitione - brak percepcji wyższych wartości. Buta, prymitywizm, materializm i utylitaryzm odporne są na argumenty i dyskusje, gdyż kierują się darwinizmem społecznym, prawem siły oraz oszukiwaniem naiwnych za pomocą hipokryzji. Oni stworzyli Unię i ją "rozwijają" wg zasady salami (albo okna Overtona). To jest ich ukochane dziecko. Kim trzeba być i jak naiwnym, by myśleć, że po to stworzyli, by... porzucić to dziecko, by je uroczyście i z radością oddać swoim najbardziej zaciekłym, znienawidzonym wrogom, czyli narodom. Nie istnieje możliwość odwróceniu wektorów konstrukcyjnych antynarodowego obozu proletariackich biegunów, czyli wędrującej z montowni do montowni za korporacyjnym chlebem "siły roboczej". Bieguni mają biegać, montownie montować, Lisner truć, rządy miejscowe bajać, patrioci śpiewać, dewianci dewiować, klimatyści mają mieć dobry klimat do interesów i wzmacniania pangermanizacji, ekonomiczny pangermanizm ma pangermanizować, mniejszości mają rosnąć - wot i ciełaja tajna wielikoj Unii. Promil mieszkańców prowincji ma tworzyć - zamiast rolnictwa - "wioski tematyczne" po to, by zarządy korporacji w weekend mogły sobie pogryzając chleb prosto z pieca obejrzeć happening na temat: jak sobie spokojnie żyli tubylcy zarabiając na siebie i siebie wykarmiając, zanim ich państwo zostało przez nas skolonizowane.
Istnieje zwrot "ateizm wojujący". Określenie "wojujący" jest adekwatne do opisu praktyk UE. Ci, co mrzą o zreformowaniu Unii, o... przekonaniu eurokratów nie wiedzą chyba, co robią.. To tak, jakby chcieli Trockiego zreformować w... Maksymiliana Kolbe. To jakby mrzyli o zreformowaniu chęci walki u... ogarniętego amokiem wojownika w trakcie bitwy. Wyobraźmy sobie taką scenę: na polu bitwy oddziały odurzonych używką wszelaką Wikingów tną, siekają wszystko dokoła swoimi stalowymi, obosiecznymi mieczami. Do jednego z nich podchodzi Beata Kempa z Robertem Telusem i zagadują: Szanowny Wikingu, czy masz chwilę czasu, czy mógłbyś na moment przerwać swą jednoczącą pracę. Wking oparł ociekające krwią ostrze swego miecza o ziemię. Chcielibyśmy zapytać, czy musisz nas uważać za ludzi drugiej prędkości? Co cię do tego zmusza? Skąd w tobie taki egoizm? Czy nie zechciałbyś, Szanowny Wikingu, zamiast się niechlubnie wywyższać - powrócić do swych chrześcijańskich korzeni? Tak tylko pytamy... Kempa z Telusem cofnęli się, bo zdało im się, że zdenerwowali Wikinga. Nie czuj się zobowiązany w żadnym razie, bracie Wikingu, nikt Ciebie nie będzie do niczego zmuszał. Chcielibyśmy po prostu tylko podsunąć Ci pod rozwagę, czy nie lepiej wrócić do korzeni, niż wywijać tym mieczem?? Wiking tego już nie zdzierżył. Wpadł w szał i począł krzyczeć. Ja wam dam powrót do korzeni! Kwiatki i ich korzonki to wy zarazy będziecie wąchać od spodu!! Telus z Kempą rzucili się do ucieczki prawie unosząc się w powietrzu niesieni nieziemskim strachem. A pisarze partyjni poczęli ostrzyć gęsie pióra, by rychło ująć w rymy i wersy dzieje bohaterskiej walki dzielnej pary pod tytułami Teluseja i Kempiada.
Unia to lewicowy projekt kulturowo-ekonomiczny skierowany swym ostrzem przeciw państwom narodowym, ich chrześcijańskiej tożsamości i ich sile gospodarczej. Lewicowe rządy oświeconych - z założenia, ze swego przykrytego płaszczem tajemnicy jądra, z marzeń cichych sponsorów i patronów czujących się równymi żyjącemu kiedyś, dawno, dawno temu na europejskim kontynencie - Bogu.
Celem Unii jest 1. ostateczna likwidacja chrześcijaństwa ( najpierw ekumeniczne - na wzór Jakuba Franka - rozpuszczenie w islamie, judaizmie, holokaustianizmie i ekologizmie, czyli kulcie "Matki Ziemi", potem zaś "ostateczne" antyklerykalne rozjuszenie na styl francuskich dewastacji katolickich kościołów), represjonowanie... mentalności chrześcijańskiej (precedens: prof. Ewa Budzyńska dyscyplinowana za klasyczną definicję rodziny), stopniowa anihiliacja, folkloryzacja i desakralizacja (na wzór masoński) idei, tradycji i obyczajów chrześcijańskich oraz 2. likwidacja skłonności narodów do tworzenia państw narodowych, czyli mówiąc prościej: likwidacja (rozpuszczenie, rozmycie, "swamping") państw narodowych a także 3. wieczna wasalizacja gospodarek mniejszych państw wobec dwóch, trzech gospodarek przewodnich oraz wobec ponadnarodowych podmiotów handlowych.
Jako inna, odmienna Unia Europejska nie może istnieć. Ci, co ją stworzyli i jej patronują nigdy na to nie pozwolą.
UE to ateizm wojujący, materializm wojujący, antychrystianizm wojujący, libertynizm wojujący i antynarodowy internacjonalizm wojujący. Mentalność lewicowa jest mentalnością nigdy nie spoczywającego żołnierza chcącego podbić cały świat swą wizją człowieka jako nagiej małpy. Unia Europejska to czerwony Kulturkampf.

Ojcowie Euro oglądają banknot-swoje dziecko.
Na zdjęciu Romano Prodi, przewodniczący Komisji Europejskiej 1999-2004 (podejrzewany o agenturalność na rzecz KGB), George Soros - patron budowy społeczeństw otwartych w poszczególnych państwach, po to, by ostatecznie zbudować globalne społeczeństwo otwarte. Paul Adolph Volcker, szef FED w latach 1975-1979, pochodzący z rodziny niemieckich Żydów, "człowiek" Rockefellerów, przewodniczący tzw. Komisji Volckera, która odzyskiwała skutecznie szwajcarskie "bankowe mienie bezdziedziczne" Żydów, którzy zginęli podczas holokaustu.

Martwa natura z premierem, orędziem i czaszką państwa narodowego.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)