Wespazjan Wielohorski Wespazjan Wielohorski
176
BLOG

ŻEBY SIĘ NAM WE ŁBACH NIE POPRZEWRACAŁO Putin w Katyniu

Wespazjan Wielohorski Wespazjan Wielohorski Polityka Obserwuj notkę 0

 

 
 "Kiedy Mikołaj II w początkach swego panowania przyjechał do Warszawy, ugodowo nastawione ziemiaństwo opowiadało cuda o bankiecie, w którym uczestniczył na Zamku, o serdecznej atmosferze panującej podczas uczty, o polonezie prowadzonym przez cara" (niektóre wersje mówią o bruderszaftach cara i niektórych, co wybitniejszych przedstawicieli szlachty pitych po północy).Obecny na bankiecie Franciszek Fiszer, legendarna postać Warszawkkiej bohemy lat międzywojennych, następująco opisał finał tych serdeczności.     
 Otóż, "kiedy nad ranem oczarowana przyjęciem szlachta opuszczała wreszcie Zamek i z lekka zataczając się kierowała swe kroki do pobliskich hoteli, z ulicy Piwnej wyskoczyła nagle sotnia kozaków i zaczęła okładać nas nahajami" – 
"Żeby nam się we łbach nie poprzewracało!" 
  
Cytat z Fiszera dedykuję nadwornym mediom które w dniu
 wizyty Putina i Tuska w Katyniu rozpisywały się o "pojednaniu" i „nowym otwarciu". Pojednanie? Główny kremlowski technolog władzy, Gleb Pawłowski, powiedział kiedyś w przypływie szczerości że  "Rosja prowadzi politykę wobec Polski paznokciem małego palca lewej nogi".  Rosja nie ma w Europie przyjaciół czy sojuszników ( choć według rosyjskiego  powiedzenia Rosja ma dwu sojuszników: rosyjską armię i rosyjską flotę). Ma jedynie potencjalnych wasali lub przeciwników. Niektóre państwa odgrywają czasowo rolę „pożytecznych idiotów" i na krótką metę dostają jakieś korzyści handlowe za swoje usługi (a ich przywódcy posady w kagiebowskichowskich koncernach) ale Rosji nie wiąże to w żaden sposób - w każdej chwili można się ich pozbyć powołując się na jakieś mętne i niedookreślone przepisy podatkowe czy administracyjne. 
 
Po co więc te przedstawienia w wykonaniu Putina?
Wydaje się że wszelkie działania wobec Polski to jedynie taktyczna zagrywka służąca określonym celom - zneutralizowaniu działań polskich na wschodzie czy zabezpieczeniu szlaków energetycznych (do chwili otwarcia Nord Streamu). Przejęcie rafinerii w Możejkach czy uchwycenie przyczółków w branży telekomunikacji może być dodatkowym bonusem.W średniookresowej perspektywie pożądane z punktu widzenia Rosji byłoby  zastopowanie budowy gazoportu i elektrowni atomowych w Polsce.
 Aby to osiągnąć potrzebna będzie spolegliwa „grupa trzymająca władzę". By ją  wesprzeć nie zawadzi małe przedstawienie dla plebsu priwislinskim kraju. Gdy
przyjazna Moskwie ekipa zostanie usadowiona Kreml zapewne wróci do starych haseł
propagandowych i metod wymuszania posłuchu na wasalach. Przekupstwa,
nacisku ekonomicznego, szantażu czy brutalnych gróźb. 
 
Tego typu taktycze działania są obliczone na kilka lat a ich zmiana nie nastręczy Rosjanom żadnego problemu. Co jest więc dla nich naprawdę ISTOTNE?
 
Długoterminowym strategicznym celem jest finlandyzacja Europy, przejęcie kontroli nad jej zasobami i instytucjami (zawczasu budowana rozległa agentura wpływu w Brukseli na pewno się przyda - aktywność rosyjskiego wywiadu ostatnio rośnie). 
W czasach dobrej koniunktury na gaz i ropę Rosja z pomocą czekistów oddelegowanych do biznesu starała się przejmować strategiczne firmy w Europie wykupując kontrolne pakiety akcji. Zabawne było oglądać Putina który w rosyjskiej TV pouczał z uśmiechem dziennikarzy by unikali bojowej retoryki („my zawojowali"itp.) bo tego typu sformułowania wzbudzają na zachodzie niepokój i „płoszą zwierzynę".
Równie istotne jest wypchnięcie Amerykanów z europejskiego teatru działań.(Z Obamą może im się to udać – wydaje się równie naiwny jak Roosevelt  )
Rezultatem tego typu posunięć miałby być powrót do roli globalnego supermocarstwa i zwycięstwo w globalnej rywalizacji z  Chinami i USA które są uważane za głównych wrogów w tej rozgrywce. 
Cele te nie są tajemnicą zostały jasno przedstawione w pracach jednego ze strategów kremlowskich A. Dugina. Rzecz nie nowa. Rosja zawsze była ekspansywna, carowie uzasadniali podboje „zbieraniem ruskich ziem" (dlaczego akurat Moskwa wierny pomocnik i uczeń chana trudno dociec), później teorią III Rzymu i obroną prawosławia, jeszcze później był komunizm i hasła „uszczęśliwiania proletariatu", obecnie o ile strategia walki o panowanie w Eurazji została w miarę jasno wyłożona, to uzasadnienie ekspansji jest mętne: jakieś „duchowe wartości", „cywilizacja rosyjsko-prawosławna"....mało to przekonywujące zważywszy na wymierającą z przepicia populację, zacofanie infrastrukturalne „głubinki", mizerię technologiczną i gospodarkę opartą na eksporcie surowców. Cerkiew? Zinfiltrowana przez KGB w czasach komunistycznych nie budzi zaufania samych Rosjan nie mówiąc o zagranicy(choć się przydaje przy rusyfikacji wschodniej Ukrainy). Ale Rosja rzadko przejmowała się marnym uzasadnieniem swych pretensji do panowania w Eurazji... Od czasów tatarskich najlepszym uzasadnieniem była siła. „Zapanujemy to i uzasadnienie się znajdzie...". Grunt by przełamać i odwrócić niekorzystną passę. Odrodzić w nowej postaci Sowieckij Sojuz którego rozpad Putin nazwał „największą katastrofą geopolityczną w historii". 
W całej tej rozgrywce Polska jest traktowana przedmiotowo i umiejętnie rozgrywana.
Nasza obecna ekipa rządowa z jakichś powodów jest lubiana przez kremlowskich KGBistów. Po poprzednich wyborach (w 2005) Moskwa bez powodu wprowadziła wobec nas sankcje,  po ostatnich (w 2007) równie bez powodu je zniosła... choć może jeden powód był - wskazanie ekipy która się na Kremlu PODOBA. Teraz chcą mieć pewność że „ich ludzie w Warszawie" jak to określił Putin, pewnie zwyciężą w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Dlaczego uważają ich za swoich? Jakieś niejawne powiązania, układy zależności czy haki zadołowane na Łubiance? Może po prostu zaufani czekiści zameldowali kiedyś o bezinteresownej
przychylności „figurantów"... Zresztą może to złudzenie Kremla. Kiedyś za „swojego" uważali Kwaśniewskiego. Po pomarańczowej rewolucji zirytowany Putin złośliwie wypominał mu wizyty „po linii komsomolskiej" -  ot zerwał się ze smyczy „zaufany towarzysz..."
 
W porównani z naprawdę ISTOTNYMI sprawami które Rosjanie załatwiają starając się o maksymalną dyskrecję kilka propagandowych gestów niewiele kosztuje...
Pokazanie filmu “Katyń” w jakimś niszowym kanale (który jeden z rosyjskich politologów określił jako “stację oglądaną przez emerytowane nauczycielki” – w sumie jakieś 2% oglądalności) nie stanowi żadnego przełomu  - raczej szopkę o ograniczonym zasięgu którą zaufani towarzysze w “Polsze” będą mogli medialnie rodmuchać. Zawsze można to zneutralizować jakimś  wystąpieniem w stylu wrześniowego występu kremlowskich "historyków"  i to nie w niszowej stacyjce tylko rosyjskiej "jedynce".
Krótko mówiąc dla "zabezpieczenia rosyjskich interesów" mały szoł o ograniczonym zasięgu nie zawadzi... ale pojednanie? Bądźmy szczerzy - w Katyniu strzelali starsi koledzy Putina. W firmie do której wstępował nie brakowało „weteranów" z tamtych czasów.
 Kremlowscy kagiebiści to ludzie cyniczni i bez skrupułów ale nie głupi. Dobrze wiedzą że mord w katyniu był ludobójstwem i co z tego faktu wynika dla nich na arenie międzynarodowej dlatego do końca będą szli w zaparte.
Świadczy o tym korespondencja Rosjan z trybunałem w Strasburgu.
Mentalność większości zwykłych Rosjan pozostaje sowiecka. Znamienne jest że Stalin wygrał w plebiscycie na największą postać w historii Rosji. Wyniki jednak podrasowano (poand połowa oddanych na Stalina głosów zosłała anulowana "z przyczyn technicznych") i wylądował na 3 miejscu za (znanym z filmu Eisensteina) Aleksanrem Newskim i Stołypinem o którym w Rosji, poza garstką inteligencji, pies z kulawą nogą nie słyszał. 
Putin nigdy Stalinizmu w całości nie potępił. W czasie corocznej, transmitowanej na całą Rosję konferencji (wielogodzinne szoł, ogromna oglądalność) stwierdził że za Stalina "popełniano błędy ale nie należy negować osiągnięć!"
 
Przypomnijmy w tym kontekście przemówienie na Westerplatte - mętne i kłamliwe: jakieś chrzanienie o „wspólnej winie" o „niesprawiedliwym traktacie wersalskim" (cytaty jakby żywcem wzięte  z Lenina czy Hitlera), gloryfikacja stalinowskiej „pabiedy" a w końcu propozycja ścisłego sojuszu rosyjsko - niemieckiego.Swoją drogą ciekawe że  Kreml uznaje ciągłość historyczną w przypadku stalinowskiej pabiedy a w wypadku stalinowskiego ludobójstwa już nie. W Moskwie tymczasem reżymowi historycy ogłaszali rewelacje o "sojuszu polsko - niemieckim"
Priwislińska prasa piała nad łaskawością cara - przedstawiciel jednego z dwóch agresorów raczył przyjechać i osobiście napluć nam w ślepia.
 
W Katyniu ton przemówienia był inny – wyraźnie było przeznaczone dla polskiego odbiorcy.Nie obeszło się bez pewnego mętniactwa:
"Byliśmy RAZEM ofiarami totalitaryzmu" – no ale kto te zbrodnie popełnił a potem ukrywał i usprawiedliwiał Chińczycy?? Dlaczego Rosja nie uznaje tych zbrodni za ludobójstwo? I dalej: "Zaniechajmy dzielenia krajów na winne i ofiary" (może Niemcy zaproponują to samo w przypadku wojny sowiecko - niemieckiej ?  "Nieważne kto był agreasorem..." )
Generalnie  Putin uznał jednak polskich oficerów za ofiary Stalina. Całkiem dobre przemówienie wygłosił premier Tusk. Było poniośle, wzruszająco... ale.. 
 
Swego czsu Stalin powiedział że nieważne kto głosuje ważne kto liczy głosy. Dziś nie jest ważne co kto powiedział ale CO ZOSTANIE POKAZANE W MEDIACH.
No więc  co z tego wszystkiego dotarło do Rosjan? Co działo się w Rosj w czasie gdy polskie telewizje transmitowały na żywo uroczystości katyńskie a w mediach przez cały dzień trwał festiwal "przełomu, historycznego wydarzenia"itp. 
 
Czas na puentę.
Wiadomości w 1 pogramie TV rosyjskiej (godz. 17.00 czasu moskiewskiego) najpierw długi materiał o wizycie Miedwiediewa na Słowacji z okazji 65 rocznicy wyzwolenia tego kraju. Miedwiediew wpomiał  Rosjan walczących "za swobodu" Słowacji. Zapowiedział że pojawiające się "w niektórych krajach" próby negowania wyzwolenia  spotkają się ze stanowczą odpowiedzią. Następnie 30 sekundowa migawka  ze "smoleńskiej obłasti" (słowo Katyń nie pada) "Premierzy Polski i Rosji uczcili pamięć ofiar represji lat 30-tych oraz polskich i sowieckich żołnierzy rozstrzelanych przez NAZISTÓW". Macie PRZŁOM i POJEDNANIE.
Rosyjskie wiadomości o  19.00. Postęp! Nie wspominają o nazistach!  Fragment przemówienie Putina o ofiarach rosyjskich. Ani słowa o tym kto był sprawcą mordu, ot nieszczęście jakieś... Gradobicie, trzęsienie ziemi?... Z przemówienia Tuska wypreparowano dwa zdania o  tym że wspólnie z Rosjanami jesteśmy jedną rodziną katyńską... Na konferencji prasowej w Smoleńsku Putin odgrzewa zagrywkę propagandową sprzed 20 lat – Katyń to zemsta Stalina za śmierć sowieckich jeńców w 1920 roku ("Nie usprawiedliwia go ale może zrozumieć" stwierdza ).Taaak... Stalin, który uważał poddających się czerwonoarmistów za zdrajców, miałby się mścić za jeńców zmarłych na tyfus w poskiej niewoli. Delikatnie mówiąc mało prawdopodobne ... Swoją drogą warto dodać że podczas gdy w Polsce zmarło ok. 20% jeńców sowieckich w tym samym czasie w obozach sowieckich śmiertelność wśród POLSKICH jeńców przekraczała 40%.  Nie wszyscy zresztą mieli szczęście trafić do obozów. Standardem sowieckim było mordowanie jeńców i dobijanie rannych. Wpominali o tym nawet sowieccy świadkowie, w tym korespondent wojenny przy Konarmii Budionnego Izaak Babel.
  
W zeszłym roku,  równolegle do wizyty Putina na Westerplatte „historycy" kremlowscy zaserwowali publiczności rewelację: "Polska w przededniu wojny zawarła sojusz z Niemcami" (wychodziło na to że sami się w 1939  napadliśmy...) W dniu uroczystości ku czci pomordowanych w Katyniu to 1 program rosyjskiej TV zadbał „żeby się nam we łbach nie poprzewracało."
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka