Witold Gadowski Witold Gadowski
742
BLOG

Statek Pijany

Witold Gadowski Witold Gadowski Polityka Obserwuj notkę 9

Telewizja publiczna jest dziś skazana na pełzający upadek. Na naszych oczach najlepsza firma medialna Europy Środkowej pogrąża się w czeluści upadku finansowego i programowego. Wybaczcie patos języka, ale zapewniam, że jest on stosowny do miary instytucji i skali problemu.

Najciekawsze jest jednak to, że wszystkie strony trwającego wokół mediów publicznych sporu wydają się być zadowolone z takiego rozwoju sytuacji.

Platforma Obywatelska, po dwóch nieudanych podejściach do zawładnięcia TVP, postanowiła wziąć Woronicza głodem i od wielu miesięcy trwa finansowe oblężenie tej instytucji. PO stosując politykę im gorzej tym lepiej czeka, aż TVP ogłosi plajtę, aby z wątpliwą satysfakcją powiedzieć: - zobaczcie jak PiS i jego przypadkowi sojusznicy zniszczyli jeden z nielicznych już klejnotów w polskiej koronie.

PiS skazał się na niemożliwą koalicję z SLD i po prostu w sposób mało finezyjny podzielił wpływy na Woronicza. Przy okazji okazało się, że „negocjatorzy” PiS – u oddali TVP Info, „Dwójkę” i Agencję Produkcji Audycji Telewizyjnych ludziom związanym z SLD.

Na korytarzach telewizji trwa więc defilada postaci, które zostały wyciągnięte z zakurzonego worka z naftaliną. „Fachowcy” SLD to choćby nieudany szef „Wiadomości” z czasów Andrzeja Drawicza – Jacek Snopkiewicz (obecny szef TVP Info), postać groteskowa, z niejasnymi zakrętami w życiorysie, Jacek Rakowiecki (szef „Dwójki”)– promotor słynnego „Dramatu w trzech aktach”, czy Andrzej Jeziorek (szef APAT – u), niegdyś nieudany szef ośrodka krakowskiego, przez długi czas trzymający się telewizyjnych konfitur za sprawą powiązań z SLD i PSL, a całkiem niedawno „szef” tvn – owskiego śmigłowca.

Jakby jednak nie zżymać się na pachnącą naftaliną ekipę z SLD zauważyć należy, że SLD w tym rozdaniu wyjadł największe konfitury. Ten kto ma rozrywkę, informację i produkcję w praktyce rządzi na Woronicza.

PiS – owi pozostał kolubryniasty i coraz bardziej nudny Program I. Sądząc po pierwszych efektach zmian można zaryzykować twierdzenie, że ekipa która tam się zainstalowała na pewno zna się na wszystkim tylko nie na robieniu nowoczesnej telewizji. Flagowy program śledczy „Jedynki” - „Misja Specjalna”, przypomina wiele produktów na pewno jednak nie jest to robiony z werwą i nowoczesny (realizacyjnie i dziennikarsko) magazyn reporterów. Przyczepiłem się do „Misji” bowiem sam od wielu lat zajmuje się podobną dziedziną.

Ze smutkiem zatem stwierdzam, że przeżywający rozmaite kryzysy program „Superwizjer TVN” bije „Misję” na głowę nie tylko poziomem realizacji, ale także dziennikarskim warsztatem.

 Nagrody nigdy nie są miarodajne i często przyznawane są na zasadzie środowiskowej mody, jednak nie jest przypadkiem, że „Superwizjer” zyskuje dużo wyższe oceny wśród fachowców niż „Misja”. Sam zajmuje się tym typem dziennikarstwa, więc mam pewną skalę porównania. Rzeczy, które produkuje dla „Superwizjera” – Dokumentalny serial „Tragarze Śmierci” traktujący o historii współczesnego terroryzmu i jego polskich afiliacjach, powinienem produkować w misyjnej Telewizji Publicznej, robię go jednak w komercyjnej TVN.

Dlaczego? Właśnie starałem się to wyjasnić.

Ośrodki regionalne TVP, zjawisko które pozwala telewizji publicznej o kilka długości dystansować komercyjnych konkurentów, ulegają obecnie planowej atrofii. Morduje się je z hasłem „oszczędności finansowych” na ustach. Wystarczy jednak porównać ilość ludzi zatrudnionych w centrali TVP z liczbą pracowników 16 oddziałów terenowych telewizji, aby zobaczyć jak bałamutne jest to hasło. Nie wspominam już o poziomie zarobków, który w centrali jest o wiele wyższy niż w „terenie”.

PiS przyjął, że ośrodkami terenowymi, a właściwie tym co z nich zostaje powinni zarządzać ludzie absolutnie oddani partii Jarosława Kaczyńskiego. W ten sposób hunów z epoki niejakiego Farfała zastępują niezbyt utalentowani, ale gwarantujący lojalność zarządcy.

Jaki będzie efekt takich zmian? Wszyscy wiemy.

Rozdarta na kurie telewizja jakoś dotrwa do wyborów prezydenckich, a potem?

Potem przyjdą zwycięzcy i wymiotą tych których na korytarzach Woronicza zainstalowali ich konkurenci. Karuzela zatoczy kolejny obrót, resztki rodowych sreber z chrzęstem wypadną z pustej szuflady.

Przy takim pojmowaniu roli mediów publicznych nie mają one żadnych szans na przetrwanie.

Przez dwa lata kierowałem krakowskim oddziałem telewizji publicznej, był to w moim życiu jednorazowy, ale na wskroś pouczający eksperyment. Miałem szczęście kierować najlepszym oddziałem w Polsce, a i tak skala problemów sprawiała, że miewałem kłopoty z zaśnięciem. Kiedy grupa tępogłowych akolitów Romana Giertycha wywaliła mnie z Telewizji Publicznej za drzwi, odetchnąłem z ulgą.

Nie byłem kapitanem, który w trudnej chwili opuszcza swój okręt, to chwilowy właściciel okrętu postanowił pozbyć się kapitana. Zostawiłem oddział w niezłym stanie.

Kraków był w tym czasie dochodowy, zgarniał prestiżowe nagrody, oglądalność rosła, moi współpracownicy uśmiechali się. Taki obraz zapamiętałem i dzięki czystce Farfała nigdy nie skojarzę się z obecnym kryzysem, który miota krakowską telewizją. Naraz ta sama telewizja stała się bowiem uboga programowo, niedochodowa i źle zarządzana. Wystarczył rok aby osiągnąć tak znaczący „sukces”. Farfał już za to nie odpowie, jego dyrektor także bowiem wyfrunął zmieciony przez kolejną miotłę.

Wybaczcie osobisty ton, ale chyba każdy z nas ma taki odruch, że jak widzi pożar pochłaniający zbudowany przez niego dom, to chciałby biec na pomoc i gasić.

Tu jednak niewiele już zostanie do uratowania.

PO dusi telewizję finansami, ludzie nie chcą płacić abonamentu bowiem uzyskali na to niemą zgodę premiera, a widząc persony buszujące na korytarzach przy ul. Woronicza nabierają przekonania, że ich pieniądze zostaną zmarnowane.

Dla rozsądnych polityków (bywają tacy) media publiczne stały się kłopotem podobnym do tego jaki miał Herkules ze Stajnią Augiasza, dla politycznego pospólstwa media publiczne to „postaw sukna”, który będą z furią ciągnąć w swoją stronę, aż w drapieżnych paluchach pozostaną im wyrwane dla siebie strzępy.

Sympatyzujące z obozem rządzącym telewizje komercyjne tylko czekają, aż niesprawny gigant upadnie i odda im we władanie swój, potężny mimo wszystko, kawałek tortu.

Myślałem, że rządy Farfała i jego prymitywnych chłopczyków są sygnałem iż okręt pod nazwą TVP dobił do dna. Okazuje się jednak, że mogłem być w błędzie.

Okręt, w którym dwie ekipy pracowicie wiosłują w przeciwne strony, może okazać się prawdziwym „Statkiem Pijanym”.

 

P.S. Ostatnio otrzymałem propozycję objęcia funkcji szefa publicystyki w TVP Info. Perspektywa współpracy z panem Snopkiewiczem i dołączenia do załogi „Statku” była tak kusząca, że...w ciągu pięciu minut grzecznie odmówiłem.

Ciągle jednak kibicuje TVP, zaciskam kciuki i jak widać nie potrafię spokojnie przygotowywać garnituru na pogrzeb.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka