Przepraszam, ale nigdy nie miałem nabożeństwa do akcji zbiorowej dobroci.
Po prostu nie lubię, gdy przeróżne gwiazdeczki pouczają mnie, że mam kupić wodę dla spragnionych mieszkańców Afryki, wyśpiewują, że mam sortować śmieci, albo „patronują” akcjom, których organizacja kosztuje więcej niż efekty jakie przynoszą.
Nie wierzę w globalne ocieplenie i mam w nosie efekt cieplarniany.
Możecie uznać mnie za psychopatę, ale tak już mam. Gdy ktoś zaczyna pohukiwać od rana do wieczora w telewizji, to natychmiast nabieram podejrzeń, że za taką akcją kryje się jakieś komercyjne drugie dno.
Znam speców od PR, którzy wręcz wyspecjalizowali się we „wkręcaniu” swoich klientów w takie inicjatywy.
Tak się bowiem składa, że we współczesnej „dobroczynności” na pokaz chodzi o wszystko tylko jakoś najmniej o pomoc potrzebującym.
Celebryci traktują swoich „podopiecznych” jak małpki w zoo. Patrzą na nich z zaciekawieniem równym temu z jakim ja przyglądają się skomplikowanym pracom czerwonych mrówek.
Cuchnie mi to na kilometr manipulacją. Nie ma bowiem lepszego sposobu na ocieplenie wizerunku gwiazdy niż zatrudnienie jej w charakterze „ambasadora dobrej woli”, „twarzy kalendarza UNICEF”, czy patrona zbiórki dla głodujących na świecie.
Spędziłem w Kosowie sporo czasu, napatrzyłem się na rozmaite akcje humanitarne.
Bardziej upokarzających scen widziałem w życiu niewiele. Bez bicia przyznam się, e po powrocie sam zorganizowałem dwa spore konwoje z pomocą.
To jednak historie na inne opowiadania.
W czasach realnego komunizmu kwitły ruchy pacyfistyczne i antyatomowe. Dziwnym trafem aktywiści tych ruchów zawsze protestowali przeciwko amerykańskim bombom atomowym, a nigdy słowem nie napomykali o sowieckich silosach, pełnych wycelowanych w Europę Zachodnią rakiet.
Niedawno długo na ten temat rozmawiałem z Bettine Roehl, córką Ulrike Meinhof.
Bettine jest dziennikarką i autorką bardzo pouczającej pracy pt: „Zabawa w komunizm”.
Młoda pani Roehl dotarła do funkcjonariusza Stasi i komunistycznej partii NRD Manfreda Kaplucka, który wyznał, że Meinhof i jej mąż Roehl byli długoletnimi agentami wschodnioniemieckiej Stasi. Redagowane przez Roehla pismo „Konkret”, w którym Ulrike Meinhof była gwiazdą, potajemnie było finansowane przez ludzi Honeckera.
Meinhof i Roehl byli także głównymi postaciami zachodnioniemieckiego ruchu antyatomowego. Ruch protestował oczywiście przeciwko rozmieszczeniu na terenie NRF amerykańskich głowic atomowych. Pieniądze na działalność „ideowców” obficie płynęły z Berlina Wschodniego i Moskwy.
Wiele podobnych pytań można postawić późniejszym aktywistom partii „Zielonych”: Joschce Fisherowi było nie było frankfurckiemu terroryście i otwarcie przyznającemu się do pedofilskich fascynacji Danielowi Cohn Benditowi. (trochę tych treści znalazło się w filmie „Dzika Banda” opowiadającym o RAF i jej powiązaniach m.in. z PRL – em, który zrobiłem wspólnie z Przemkiem Wojciechowskim)
W KGB istniała nawet wydzielona komórka, której zadaniem było zakładanie na świecie organizacji sprzeciwiających się kapitalizmowi i amerykańskiemu reżimowi.
Być może właśnie od czasów komunistycznych pozostał mi daleko idący sceptycyzm wobec zawodowych kontestatorów.
Przyznam, że podoba mi się kilka utworów zespołu U2, ale kiedy oglądam pana Bono w czapce z czerwoną gwiazdą, to zastanawiam się, czy ów dżentelmen wie co czyni.
Chętnie wpakowałbym mu na głowę szykowną gestapowską czapeczkę – ciekawe jakim głosikiem śpiewałby wtedy.
Cenię Boba Geldofa, najbardziej chyba za doskonałą kreację w filmie „The Wall” Alana Parkera. Wyjątkowo chyliłem także czoło wobec jego akcji „Live Aid”.
Było w niej coś spontanicznego, dobrego.
Kiedy jednak kilka dni temu przeczytałem doniesienie serwisu BBC News, o tym jak zostały wykorzystane pieniądze z wielkiej akcji, której patronował Geldof, smętnie zwiesiłem głowę. Znów wyszło jak zwykle.
Bezlitosna BBC poinformowała, że 95 procent gigantycznych pieniędzy zebranych w trakcie akcji „Live Aid” poszło na ...zakup broni!
Zebrane przez Geldofa i jego przyjaciół miliony dolarów zostały przeznaczone m.in. na uzbrojenie rebeliantów z Ludowego frontu Wyzwolenia Tigre.
Kiedy podał to serwis BBC podniósł się spory szum, jednak już w 1985 roku podobne wnioski znalazły się w raporcie CIA. Wtedy jednak nikt się nie zainteresował się tą imperialistyczną prowokacją.
Współczuje Geldofowi, musi czuć się teraz podle
Inne tematy w dziale Polityka