Witold Gadowski Witold Gadowski
2265
BLOG

Melina Oktawiana

Witold Gadowski Witold Gadowski Polityka Obserwuj notkę 9

 

Kiedy zaczyna być nudno mam zwyczaj wyszukiwania sobie miejsc, gdzie nikt mnie nie może odnaleźć. Tak było kilka dni temu. Podjąłem ważną dla mnie decyzję i ...zwiałem nad .Bosfor.
Miałem tam kilka spotkań, które pewnie okażą się ważne w moich zawodowych planach, ale głównie syciłem się swobodą i wagarami od problemów.
O Stambule można napisać kilogramy banałów, turystycznych opowieści i przelotnych wrażeń. Dzięki temu, że od 2006 roku możemy posilać się prozą Orhana Pamuka daruję sobie niezbyt odkrywcze zachwyty.
Zanurzyłem się w kipiące nastrojami, piętnastomilionowe miasto i nasiąkałem jego klimatami.
Dzięki Pamukowi pojmowałem nieuchwytną nutkę nostalgii wiszącą nad bizantyńskimi murami. Melancholijny smutek minionego imperium. Dwa tysiące lat bizantyjczyków, krzyżowców, seldżuków, Tamerlana i ottomanów zawieszone nad głowami uwijających się jak w ukropie ludzi.
Dwa tysiące lat historii przy których mój Kraków jest ledwie ząbkującym oseskiem zagubionym wśród błot zimnej północy.
Twarze na ulicach budzą wyobrażenie jak wielki tygiel ras i religii kipi do dziś nad Bosforem.
Rzymskie profile, greckie smagłości, wschodnie, oliwkowo wykrojone i zatopione w odległej przeszłości oczy.
Tysiące wędkarzy, przekupnie, marynarze, przemytnicy, oszuści, handlarze żywym towarem.
Wschodnia przebiegłość zmieszana z dziecinną naiwnością. Sułtańskie bogactwo i dzielnice nędzy, gdzie gnieżdżą się Kurdowie i zwolennicy Al. Kaidy. Agenci najbardziej egzotycznych służb. Jak na mnie zupełnie przyjemny miks.
To wszystko okraszone wspaniałą muzyką kilkunastu wędrujących po barach cygańskich trup. Dawno nie słyszałem Cyganów tak doskonale swingujących i bawiących się klarnetowo – skrzypcowymi improwizacjami na temat standardów Franka Sinatry.
Sypiałem w obrzydliwym, podszytym pluskwami i karaluchami, hostelu o dumnie brzmiącej nazwie „Paris Hotel”, ale jakie to miało znaczenie, skoro do Hagia Sophia miałem od drzwi tego przybytku pięćset osiemdziesiąt dwa kroki.
W podziemiach „Paris Hotel” mieściła się najwspanialsza mordownia jaką spotkałem w ostatnich latach. Dawnymi czasy kilka takich perełek wiodło swój proceder w Krakowie, ale hordy globalturistów zmiotły je z powierzchni krakowskiego bruku.
Urocza cukierenka mieszcząca się w podziemiach stambulskiego hoteliku tonęła w oparach tytoniu i kwaśnej woni anyżkowej, wyjątkowo paskudnej, gorzałki.
Właściciel Oktawian – mężczyzna w wieku średnim, nieodmiennie odziany w wyszywaną złotymi nićmi ottomańską kamizelkę, zyskał mój szacunek od pierwszego wejrzenia.
Po pierwsze grał muzykę z zakazanego w Turcji portalu „You Tube”. Nakazem rządowym zlikwidowano w Turcji „tubę” ponoć z powodu nieodpowiedzialnego rozpowszechniania na niej filmików wydrwiwającyh „Ojca Narodu” – Ataturka.
Oktawian, jak przystało na udergrandowca, zakaz obchodził sobie tylko znanymi, hakerskimi sztuczkami.
Drugim powodem dla którego polubiłem Oktawiana była żywiołowo manifestowana niechęć do komunistów. Oktawian, jak przystało na dżentelmena ze Wschodu, mówiąc o tureckich komunistach (ich komitet główny mieści się w stambulskiej dzielnicy rozpusty i handlu Taksim) często wyszczerzał bielutkie zęby i wymownie jeździł palcem wskazującym po krtani.
Oktawian posiadał jednak umiejętność, dzięki której wzbudzał powszechny szacunek – był mistrzem sziszy, a to w Stambule brzmi naprawdę dumnie.
Przez całe noce smoliliśmy więc bajecznie smakujące, egipskie tytonie, których aromat przepuszczany był przez wodę. Wszystkie rurki sziszy wykonane były z prawdziwej koźlej skóry. Przyznam, że dzięki Oktawianowi zrozumiałem jak można trawić całe noce na dyskusjach w kręgu wodnej fajki. Popijaliśmy wyborne wina i paskudną raki. Najprzyjemniejsze były jednak sziszowe dyskusje z Oktawianem.
-         Czasem wydaje się, że coś jest na wieki wieków amen, a tu zrywa się burza i plany ludzi pękają jak zapałki. Czy wiecie, że wczoraj w Stambule było trzęsienie ziemi? – Oktawian powiódł po nas rozbawionym spojrzeniem.
Drań znał odpowiedź, skąd mieliśmy wiedzieć, skoro nocą w czasie której trzęsła się ziemia my w najlepsze paliliśmy sziszę w jego melinie.
Rozkoszna cukierenka zawsze o zmroku zaludniała się egzotycznymi postaciami: prostytutkami z Santo Domingo, przemytnikami, artystami...
-         Nie martwcie się polityką, to suche liście i tylko ciekawe skąd nadejdzie wiatr – twierdził Oktawian.
Miał tylko jedną wadę – nie lubił Bawełnianego Orhana.
Jak więlu Turków miał mu za złe, że nie jest, w ich rozumieniu, patriotą i fałszuje historię konfliktu ormiańsko – tureckiego.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka