Ostatnio wiatry znów wieją znad morza. Nastawiłem tedy ucho i taki oto dialog wyłowiłem z przestrzeni. Rozmawiali dwaj wielcy w swoich epokach mężowie. Cechowali się wielkością trudną do porównania, jednakowoż obaj byli z pobrzeża Bałtyku. Jeden z Gdańska, Kaszub i historyk, drugi z Królewca, dziwak i myśliciel.
K: W teorii nie ma żadnej sprzeczności między moralnością a polityką
T: W polityce ciągle rację ma silny, a nie ten, kto ma rację
K: Urojenie jest ułudą, wedle której uważa się przedstawienie rzeczy za równoważne z rzeczą samą
T: W momencie kiedy zdobywa się władzę, to trzeba się też zajmować sprawami, które nie zawsze ładnie pachną. Wielkie serce łatwiej okazywać ludziom wtedy, kiedy jest się poza polityką i poza władzą.
K: Postępuj tak, abyś człowieczeństwo tak w swojej osobie, jak też w osobie każdego innego, używał zawsze jako celu nigdy jako środka.
T: Nie ma fetyszów w polityce.
K: Lekarze mniemają, że wiele pomogli choremu, gdy potrafili nadać chorobie odpowiednią nazwę
T: Gdybym wszystko wiedział z całą pewnością nie byłbym politykiem
K: Wszelka wiedza pochodzi z doświadczenia. Doświadczenie jest produktem rozumu
No i na koniec usłyszałem coś bardziej konkretnego:
T: Mimo sceptycyzmu wielu środowisk, i takiego ostrożnego sceptycyzmu – używam delikatnych sformułowań – ze strony Kościoła, przeważa opinia o tym, aby metodę in vitro uznać za wartą wsparcia. Taka jest też moja opinia.
K: Boskie dzieło stworzenia nigdy nie dobiega do końca. Zaczyna się, a potem trwa nieskończenie, w nieustannym trudzie dając początek nowym sceneriom, nowym przedmiotom i nowym światom.
Dobrze czasem pospacerować nad brzegiem zimnego morza. Wiatr płata rozumowi figle, łudzi zmysły, prostuje perspektywę.
Inne tematy w dziale Polityka