7 obserwujących
654 notki
158k odsłon
144 odsłony

Gazwyb o Reaganie

Wykop Skomentuj2

Ronald Reagan nie wierzył w teorię ewolucji, ciął wydatki na oświatę, a Polacy go kochali – pod takim tytułem Gazwyb publikuje tekst o Reaganie.

Tekstu nie omawiamy. Ale napiszemy kilka słów w temacie „Reagan a edukacja”.

Polacy – co jest chyba pozostałością komuny albo nawet czasów pańszczyźnianych – głęboko wierzą w sprawczą moc urzędów oraz programów rządowych. Otwórzcie jakąkolwiek gazetę a znajdziecie tam analizy że badania pokazują, że tylko taki to a taki procent populacji czyta książki. Co zrobić? Powołać Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa! Ten program dostanie etaty dla urzędników, biuro, samochody służbowe, budżet – i urzędnicy opracują plan rozwoju czytelnictwa w perspektywie dwóch nadchodzących pięciolatek a pod koniec tych pięciolatek będziemy mogli stwierdzić, że czytelnictwo wzrosło o tyle to a tyle procent koma tyle.

Tłumaczenie, że wszelka działalność urzędnicza zmierzająca do zwiększenia czytelnictwa to wyrzucanie pieniędzy w błoto jest rzucaniem grochu o ścianę.

Podobnie, lub gorzej, jest z edukacją. Polakowi w głowie się nie mieści, że państwowa regulacja edukacji niewiele daje. Gdy piszemy, że w USA nie ma powszechnego obowiązku edukacji, że można dzieci nie posłać do szkoły oraz że miliony (tak! miliony – to nie figura stylistyczna, ocenia się, że jest ich co najmniej dwa miliony) dzieci do szkoły nie chodzi – a potem pomimo tego wypadają na wszelkich testach lepiej od dzieci, które chodzą – to się Polakowi po prostu nie mieści w głowie. Tego po prostu nie przyjmuje się do wiadomości.

Mało kto w Polsce wie, że przez większość historii w Stanach Zjednoczonych nie istniał żaden Departament Edukacji a rząd federalny nie zajmował się edukacją. Szkoły były prowadzone przez władze lokalne, na poziomie miasteczek lub gmin i finansowane z podatków lokalnych lub dzięki nadaniom ziemi. I pomimo tego, że żaden Departament edukacji nie istniał analfabetyzm wśród ludności białej został zlikwidowany jeszcze w czasach kolonialnych. (Wśród niewolników to oczywiście inna sprawa).

Choć w USA nie było Departamentu Edukacji od najdawniejszych czasów Amerykanie doskonale sobie radzili z wyzwaniami technicznymi: Wykopali na Wschodnim wybrzeżu imponująca sieć kanałów ze skomplikowanymi śluzami, stworzyli gigantyczną sieć kolejową, budowali okręty, stworzyli telegraf, karabiny, pierwsze samoloty – oraz ogromną rewolucję przemysłowa końca XIX wieku.

Sceptycy powiedzą, że to budowali ludzie sprowadzeni z Europy i wykształceni w Europie. W pewnym stopniu tak – ale ogromna większość inżynierów budujących amerykańskie kopalnie i stalownie, fabryki samochodów oraz szyby naftowe to byli Amerykanie. Urodzeni i wykształceni po naszej stronie Atlantyku.

I – powtarzamy – żadnego Departamentu Edukacji – nie było!

Departament Edukacji został stworzony dopiero w końcu lat 70, za Cartera, kiedy to Carter chciał się odwdzięczyć nauczycielskim związkom zawodowym za poparcie wyborcze i stworzył dla nich ogromny urząd federalny dający nieskończona ilość dobrze płatnych synekur, którymi można było nagradzać zwolenników. Reagan i Republikanie byli oburzeni. Po pierwsze: Departament Edukacji jest tworem ewidentnie niekonstytucyjnym. Konstytucja wymienia zadania jakie stoją przed rządem federalnym – i zarządzania edukacją wśród nich nie ma. A zaraz potem stwierdza, że we wszystkich sprawach których tu nie wymieniono – rządzić mają władze niższego szczebla, czyli stanowe lub lokalne.

Z czego wynika, że rządowi federalnemu nie wolno wtrącać się w kwestie edukacji. Ergo: Departament Edukacji jest niekonstytucyjny.

A po drugie – argumentował Reagan – Departament Edukacji okaże się potwornym biurokratycznym molochem zajmującym się tylko przejadaniem swojego budżetu – a nie będzie w stanie w jakikolwiek sposób podnieść poziomu edukacji.

Tak czy siak – Reagan obiecał, że jeżeli zostanie prezydentem to Departament Edukacji zlikwiduje.

Prezydentem został – ale obietnicy nie zrealizował. Potrzebował od Kongresu pieniędzy na programy zbrojeniowe. Kongres odpowiedział: Jeżeli chcesz tą kasę to wycofaj się z planów likwidacji Departamentu Edukacji. I Reagan się ugiął, urzędu nie zlikwidował – no i skutek jest taki iż ten moloch jest z nami do dziś. Praktyczne efekty jego działalności są żadne – jeszcze nikt nigdy nie zdołał udowodnić iż od czasu stworzenia Departamentu Edukacji amerykańska edukacja cokolwiek zmieniła się na lepsze – natomiast jest do obronienia teza, iż od tego czas zmieniła się na gorsze. Tyle, że dzisiaj już wszyscy się z istnieniem Departamentu Edukacji oswoili, mało kto dostrzega niekonstytucyjność tej instytucji a Amerykanie – podobnie jak wcześniej Polacy – zaczęli wierzyć, iż bez Departamentu Edukacji doglądającego szkoły nauczyciele nagle nie będą wiedzieć czego uczyć albo będą uczyć iż 2+2=5.

A tłumaczenie iż Departament Edukacji jest psu na buty potrzebny to wołanie na puszczy.

Niestety – Reagan choć widział bezsens tworzenia Departamentu Edukacji nie zdołał go zniszczyć. Zresztą o tym już pisaliśmy: Jako prezydent pokonał komunę za granica – w Sowietach i europie Wschodniej. Ale ceną za to była jego klęska w walce z komuna w USA, która za Reagana uchwyciła ważne przyczółki w państwowej biurokracji, a  obecnie je ogromnie rozszerzyła stając się ta potężna siłą w amerykańskiej polityce jaką jest dziś. I obecnie Trump próbuje rozaczliwie nadrobić zaniedbania Reagana i pokonać lewacką państwowa biurokrację – i wcale nie jest pewne czy mu się to uda czy też, podobnie jak Reagan, poniesie klęskę.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale