Kongres „Polska – wielki projekt” pod hasłami wzywającymi do rewolucji okazał się wielką klapą.. Kaczyński sprawia wrażenie jakby nie do końca orientował się, że od 20 lat kraj się zmienił. Znowu się nie godzi się na III RP, co nie jest nowością, i nawołuje do rewolucji, co także nie jest nowością. Konkretnie chodzi o „rewolucję konserwatywną” i choć to dziwolągpojęciowy, z uporem jest i pewnie będzie powtarzany.
"Rewolucja konserwatywna" to mówiąc wprost - kontrrewolucja. Rewolucyjne były wydarzenia z 1989 r. i nawet jeśli trudno pogodzić się z obecną rzeczywistością, to jednak nastąpiła ogromna jakościowa zmiana w ciągu ostatnich 20 lat. Czemu ma służyć kontrrewolucja Kaczyńskiego? Nie sądzę aby chodziło o przywrócenie PRL-u, o taki cynizm nie podejrzewam prezesa PiS, choć niewątpliwie chodzi mu o podobny charakter władzy. Jego kontrrewolucja, jak wszystkie dotychczasowe kontrrewolucje, wymierzona jest w demokrację. Kaczyński pokazuje „trzecią drogę” - autorytaryzm, państwo kościelne albo quasi kościelne, suwerenność, która w dzisiejszych czasach nie jest już elementem budowania jedności społecznej, a co najwyżej wąskiej grupki odszczepieńców. To mniej więcej wynika z przeszłych i obecnych deklaracji prezesa Kaczyńskiego.
Każda demokracja dorabia się swojego dyktatora. I musi się z nim zmierzyć. Dla nas jest to konfrontacja naród – Kaczyński. Nasz wybór to alternatywa między przebrzmiałymi, może i szlachetnymi ideałami I Rzeczypospolitej, a nowoczesnym eurpoejskim państwem jakim, powinna być Polska, związanym z innymi porozumieniami na miarę XXI w. I Rzeczpospolita funkcjonowała od połowy XV w. niemal do końca XVIII i jej przywracanie nie ma sensu. Wówczas to było nowoczesne, łącznie z próbą reformy, z której jesteśmy tak dumni - Konstytucją III Maja. Dziś jednak to zwyczajny anachronizm. To tak jak wyjechać na autostradę karocą zaprzężoną w cztery konie.
Kongres „Polska – wielki projekt” ze swoją retoryką „rewolucyjno-konserwatywną” to raczej wielka klapa w wykonaniu działaczy partyjnych wspieranych przez naukowców o znanych nazwiskach. Nic nowego się jednak nie wydarzyło - te same chciejstwa tylko powiedziane innymi słowami, ta sama diagnoza „upadku państwa”, nawet nie mówiona na odwyrtkę, a powtarzana od dawna. Te same drogi „naprawy” - władza dla prezesa.Tymczasem za co się PiS do tej pory nie brał tam wzbudzał złe emocje i niechęć, budując swoje programy na źle pojmowanym interesie publicznym. I zazwyczaj przegrywał.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)