Posłowi Kłopotkowi nie podoba się, że posłowie PO najchętniej wysłaliby Antoniego Macierewicza do psychiatry, a przecież, jak twierdzi Kłopotek, komisja Macierewicza, co najpewniej potwierdzi komisja Milera, ujawniła szereg zaniedbań w przygotowaniach wizyty prezydenckiej w Smoleńsku w kwietniu 2010 r. Macierewicza można uważać za cynicznego gracza o jasno sprecyzowanych celach, Kłopotek za to budzi zawsze moją refleksję: Jak taki chłopek roztropek trafił do polityki? Jak mu się udaje tam utrzymać? Za każdym razem gdy się odzywa plecie jak chora owca, a przynajmniej jakby się nażarł mandragor… Ale wystarczy, nie o Kłopotku miało być, a o białej księdze Macierewicza, której prezentacja dobiegła końca.
Już myślałem, że realizm i brak fantazji dopadł śledczych komisji Macierewicza. Ale jednak nie. Sam on, znaczy Macierewicz oświadczył, że 15 m. nad ziemią przestały działać wszystkie urządzenia elektryczne na pokładzie polskiego Tupolewa. Oto jest zagadka, na którą każdy Polak powinien odpowiedzieć sobie sam, bo przecież żaden ekspert nie jest w stanie tego wyjaśnić. Każdy a przynajmniej ten, który ukończył szkołę podstawową i trochę uważał na lekcjach fizyki, podczas których mowa była o energii elektrycznej i falach elektromagnetycznych, a zwłaszcza o ich wzajemnym oddziaływaniu, jest w stanie wyjaśnić sobie powody nagłego zaniku energii elektrycznej na wysokości 15 m nad ziemią. Macierewicz też był na tych lekcjach, a warto podkreślić, że wówczas uczono z właściwych pod względem politycznym i sprawdzonych przez KGB podręczników radzieckich.
Ale przecież Macierewicz nie powie wprost, że tam w Smoleńsku Rosjanie użyli bomby elektromagnetycznej, która zaburzyła działanie urządzeń elektrycznych, przyczyniając się do strącenia Tu 154. Nie powie przecież, że zrobili to celowo, gdy Tupolew już był w ogródku, już witał się z gąską, znaczy z ziemią… A tu taki pocałunek śmierci. Wszystko tak jak w rzeczonych podręcznikach radzieckiej „fizyki”.
Macierewicz powiedział jedynie, że przestały działać urządzenia elektryczne. Nagle! Informacja o „fakcie” użycia przez Rosjan „bomby elektromagnetycznej”, potwierdzająca teorię spisku, została zracjonalizowana i przekazana opinii publicznej w iście mistrzowski sposób. Jak w PRL-u, z tym że tym razem to PO-wska „cenzura” została przechytrzona, a każdy zwolennik PiS-u resztę sobie sam sobie dopowie. Jak w tej piosence z festiwalu piosenki żołnierskiej sprzed lat : „Żołnierz dziewczynie nie skłamie, / Chociaż nie wszystko jej powie. / Żołnierz zarzuci broń na ramię. / Wróci to resztę dopowie. Już widzę te bałwochwalcze tytuły na S24: „Jak Macierewicz funkcyjnych z PO przechytrzył”, albo coś podobnego.
PiS zamierza wrócić w październiku i wtedy rozliczyć zaniedbania tu, na miejscu i tam za granicą, ujawnić zmowę między Tuskiem i Putinem i powiedzieć całą prawdę o tej „niebywałej zbrodni” – „zbrodni smoleńskiej”. Podstawowy dokument stanowiący punkt wyjścia do przyszłego „polowania na czarownice” już jest. Należy bać się tego Maciarewiczowego, enigmatycznego, zracjonalizowanego oświadczenia: „15 m nad ziemią elektryczność przestała działać.”


Komentarze
Pokaż komentarze (5)