Kampania „informacyjna” nie jedno ma imię. Aby nie być gołosłownym – ulotka, którą znalazłem kilka dni temu na klatce bloku, w którym mieszkam. Bibuła? Jak za dawnych, PRL-owskich czasów? Najpierw machnąłem ręką, ale po dzisiejszej akcji uświadamiającej partii, która mylić się nie może, rozpoczętej zaraz po akcji miłosierdzia i przyjęcia wytycznych na Jasnej Górze, postanowiłem nie machać ręką, a nawet więcej, dopomóc nadawcy przekazu i rozpowszechnić jego komunikat, gdzie tylko się da. Oto ulotka:
Nasunęły mi się trzy pytania:
1. Skąd ta nieścisłość, bo przecież, o ile pamiętam, gra toczyła się o związki partnerskie, a nie małżeństwa homoseksualne?
2. Kto to są „ci”, co chcą razem ze mną, ramię w ramię, pokazywać czerwoną kartkę pani poseł Piotrowskiej? Uprzejmie proszę nie mówić o mnie i o „onych” w tej samej osobie.
3. Czy to, aby na pewno, głos pani poseł Piotrowskiej zaważył o odrzuceniu poprawki PiS, a nie to, że była głupia (poprawka a nie pani poseł) i nieżyciowa? Proponuję odtrąbić jednak, starym zwyczajem, zwycięstwo. W końcu PiS przegrał głosowanie tylko jednym głosem. Po mojemu – jak zwykle dostał kopa. I dobrze!
Odpowiedzi na te i inne pytania nie będę udzielał. Szanowny czytelnik sam to zrobi najlepiej, bez manipulacji i podtykania miernych gotowców (czytaj pożądanych odpowiedzi).



Komentarze
Pokaż komentarze (5)