Norwegowie z godnością znoszą swoją tragedię, co dla nas musi być niezwykle pouczające. Porównania z zamachem w biurze poselskim PiS w Łodzi same się nasuwają, choć skala wydarzenia łódzkiego i jego skutki – dużo mniejsze. Kategoria jednak ta sama, a reakcja środowisk politycznych obu krajów praktycznie nieporównywalna.
Norwegowie, mimo elementów wskazujących na polityczne podłoże wydarzenia odporni są na pokusę rozliczania się w kategoriach politycznych. To co się stało wykracza poza wszelkie akceptowalne kategorie a możliwość rozgrywania własnych spraw przy pomocy mordu jest dla elit politycznych tego kraju tak samo ohydna jak sam mord. Dzięki temu Norwegowie nadali własnym nieszczęściom właściwie proporcje, niezniekształcone przez doraźne partykularne interesy. Coś takiego nie mieści się w żadnych normach i nie może zostać usprawiedliwione w żaden sposób, ani wykorzystane w żadnym celu. Mord to mord, nie ma barw politycznych, nie jest po żadnej stronie sceny politycznej. Niemoralność tego wydarzenia nie może przynieść korzyści żadnej stronie, bo jeśli przynosi, to w pewien sposób jest usprawiedliwiane, akceptowane i firmowane przez beneficjenta. Staje się również do pomyślenia.
Wydarzenia ostatnich dni niosą za sobą również refleksję innego rodzaju. Interpretacja inwigilacji własnego społeczeństwa została ukształtowana przez Orwellowski Rok 1984. Oznacza zniewolenie. Do rewizji takiego sposobu pojmowania drobiazgowej kontroli własnych obywateli po raz pierwszy Zachód został zmuszony w 2001 r. po atakach na WTC. Ale wówczas zagrożenie przyszło z zewnątrz. To obcy wykorzystali liberalne zdobycze Europy i Ameryki, aby je zaatakować. Breivik jest Norwegiem, rodowitym mieszkańcem tego kraju. Tu nie da się obwinić żadnych islamistów, czy organizacji terrorystycznych innego charakteru. To swój zaatakował z powodów, na analizę których jest jeszcze za wcześnie. Okazuje się jednak, że liberalne społeczeństwo otwarte jest nie tylko wrażliwe na ataki zewnętrzne, ale również samo sobie zagraża. Kontrola takiego społeczeństwa ma paradoksalnie uzasadnienie w tym, że jest konieczna dla ochrony jego wolności, nie wspominając o zapewnieniu bezpieczeństwa.
Czy wobec tego Orwell się pomylił? Chyba nie. Celem staje się ochrona tej cienkie granicy, gdy środki służące ochronie dóbr jednostki w społeczeństwie otwartym zostaną wykorzystane przeciw niej. Ta granica jest bardzo cienka i symboliczna, trudna do wyznaczenia. Nie symbolizują już jej środki techniczne, jak to miało miejsce dawniej, ale jak zawsze o wszystkim decyduje sposób ich wykorzystania. Przebiega w głowach każdego z nas i jak łatwo ją przekroczyć przekonali się Norwegowie. To linia Breivika, granica, której przekraczać nie wolno.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)