Komisja Jerzego Millera, badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej jednogłośnie przyjęła raport o czym poinformował jej szef. Żaden z członków komisji nie brał udziału w szkoleniu członków załogi realizujących fatalny lot prezydenckiego Tu 154 w dniu 10 kwietnia 2010 r. To stwierdzenie dotyczyło zwłaszcza wojskowych biorących udział w pracach zespołu do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Z relacji komisji wynika, że złożyło się na nią kilka elementów, z których najważniejsze to brak odpowiedniego przeszkolenia załogi oraz brak współpracy między jej członkami. Okazało się, że zupełnie nie orientowali się oni jak działa system ostrzegania TAWS.
Komisja jako istotny czynnik mający wpływ na przebieg lotu wskazywała komendy, otrzymywane z wieży kontrolnej lotniska „Siewiernyj”. Dzięki nim dowódca lotu mógł przypuszczać, że samolot jest na właściwym kursie i wysokości, podczas gdy w rzeczywistości oddalał się od bezpiecznego toru lotu.
Wskazano także na brak przygotowania do lotu ze strony dysponenta samolotu. Na około 20 minut przed wypadkiem, po otrzymaniu informacji o sytuacji pogodowej w Smoleńsku dowódca lotu zwrócił się o wskazanie lotniska zapasowego. Dysponent takiego lotniska załodze nie wskazał.
Jerzy Miller podkreślił, że załoga w sytuacji, w której się znalazła reagowała jak najbardziej prawidłowo. „Nie byli to samobójcy i nie usiłowali wylądować za wszelką cenę” - powiedział. Z porównania lotów z 7 i 10 kwietnia wynika, że oprócz pogody pozostałe czynniki lotu były takie same. To pogoda była tym elementem krytycznym, który obnażył błędy i braki zwłaszcza po stronie polskiej.
Komisja wykluczyła działanie sił nadprzyrodzonych, zewnętrznych i nieczystych, istnienie pól elektromagnetycznych czy wytwornic mgły na przebieg lotu samolotu prezydenckiego w jego ostatniej fazie. Nie było również żadnych „bomb atomowych” (tu Jerzy Miler przerwał na dłuższą chwilę – usiłował powstrzymać się od śmiechu? - trudno powiedzieć).
W kwestii brzozy, która zdaniem Antoniego Macierewicza nie miała żadnego wpływu na lot samolotu jeden z członków komisji powiedział, że „to nie brzoza była za wysoka, to samolot był tam, gdzie nie powinien się znaleźć”. Nie podchwycił jednak tematu i nie zalecił Macierewiczowi aby spróbował zaparkować na brzozie w celu stwierdzenia jaki wpływ ma zderzenie na tor lotu.
Dyskurs na temat raportu Millera dopiero się zaczyna. Konkluzja na ten czas – błędy i nieprzygotowanie do lotu po stronie polskiej załogi jak i dysponenta lotem, błędne komunikaty po stronie rosyjskiej podczas zniżania się samolotu przed lotniskiem w Smoleńsku . Komisja nie wskazała winnych, nie taka była jej rola. Członkowie PiS robią to niemal od chwili katastrofy. Komisja przedstawiła za to szereg zaleceń mających na przyszłość zapobiec podobnym zdarzeniom.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)