Co może łączyć tych trzech „marksistów”? Zasada – zabrać bogatym dać biednym. Nie jest to jednak cel ostateczny. Celem ostatecznym jest władza, dla której ci trzej politycy gotowi są zniszczyć nawet własny naród.
Kaczyński dopomina się interwencji państwa przeciwdziałającej wysokim cenom franka szwajcarskiego. Co więcej, Kaczyński uzasadnia konieczność takiej interwencji tym, że Prawo i Sprawiedliwość „dba o każdego obywatel Rzeczypospolitej”. Otóż nie dba. Ja uważam taką interwencję za jawną niesprawiedliwość. To także próba zdobycia elektoratu.
Jest jednak pewna różnica między Leninem, Stalinem a Kaczyńskim. Ci dwaj pierwsi starali się ubrać w pozory naukowości własne pomysły. Gospodarka socjalistyczna działała w oparciu o centralne planowanie, na co tak zżymał się von Hayek. Kaczyńskiego nie stać nawet na pozory. Jego mantra to „dawaj Tusku”. Dawaj franki, dawaj kasę, dawaj władzę...
Władza jest w przypadku Kaczyńskiego, podobnie jak dwóch pozostałych wartością nadrzędną. Brak mu jednak jaj aby być na tyle zdeklarowanym marksistą aby iść po nią tak ja ci dwaj pozostali. Władza ponad demokrację, ponad wolność jednostki, ponad dobro państwa.
Założę się z każdym kaczystą, zwłaszcza z takim, który przeszedł na tą wiarę pod wpływem pomysłów odnośnie franka i innych posunięć finansowych, że szybko zmienią zdanie, gdyby Kaczyński zwyciężył i zrealizował swoje rewelacyjne pomysły. Rozpieprzony budżet to żadna perspektywa, zwłaszcza, jeśli perspektywąjest powrót ceny franka do realnej wartości.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)