Rusza proces Ryszarda C. oskarżonego o zabójstwo Marka Rosiaka, współpracownika europosła Janusza Wojciechowskiego, oraz usiłowanie zabójstwa Pawła Kowalskiego, współpracownika posła Jarosława Jagiełły. Do mordu doszło 9 października 2010 r. w łódzkim biurze Prawa i Sprawiedliwości. Wygląda na to, że z udowodnieniem winy Ryszardowi C. nie będzie większych problemów. Przyznał się on do zarzucanych mu czynów. Tajemnicą pozostają jednak motywy jego działania. Ryszard C. odmawiał w śledztwie wyjaśnień, a z tych niewielu wypowiedzi, które przeniknęły do mediów można domniemywać, że chodziło o rozprawę z PiS-owcami, w tym z Jarosławem Kaczyńskim.
Ryszard C. pozostaje w rękach wymiaru sprawiedliwości. Na ile jednak kryminalne postępowanie tego człowieka było sprowokowane przez polityków Prawa i Sprawiedliwości nie będzie przedmiotem badań i dociekań sędziów. Można jednak przypuszczać, że istnieje związek między czynem Ryszarda C. a sposobem uprawiania polityki przez Jarosława Kaczyńskiego. Szczególnym przypadkiem tej polityki jest upolitycznienie burd chuligańskich i legitymizacja wystąpień, także i tych, a może przede wszystkim, nieakceptowalnych społecznie, byleby tylko były wymierzone przeciw rządowi Donalda Tuska. Kij jednak, jak się okazuje, ma dwa końce.
Mord Ryszarda C. Prawo i Sprawiedliwość próbowała przypisać rządowi Donalda Tuska, oskarżając go o sianie polityki nienawiści, a nie własnym poczynaniom. Ta polityka spod znaku „cel uświęca środki”, pozostaje zresztą niezmienna w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości. Po odejściu Ziobrystów ugrupowanie to staje się coraz bardziej zamknięte. Po ostatnich, żenujących wystąpieniach w Nowym Sączu zarówno Kaczyńskiego jak i Ziobrystów, Jarosław Kaczyński nie tylko okazuje się być jedynym, który ma monopol naprawdę, ale także zgłasza pretensję do prawej strony polskiej sceny politycznej. Kategorycznie oświadczył, że „na prawicy jest tylko jedna partia”, i jest to Prawo i Sprawiedliwość.
Nowosądeckie wystąpienia uzurpatora zbiegły się z zalegalizowaniem przez sąd obraźliwych i wulgarnych symboli, które za sprawą prawicy zostały wprowadzone do sfery publicznej. Prócz pewnego zgrzytu etycznego i estetycznego decyzja sądu stwarza przestrzeń do segregacji zarówno na tle orientacji seksualnej jak i światopoglądowej. Chciałoby się powiedzieć „podziały to ich specjalność”, wrażenie jednak po komentarzu złotoustego Hofmana w tej sprawie przywołuje inną refleksję: „kij ma dwa końce”.
Podobne wrażenie można odnieść po wyciągnięciu przez innego złotoustego posła Prawa i Sprawiedliwości Mariusza Błaszczaka powiązań generała Gromosława Cz. z Platformą Obywatelską. General został aresztowany przez CBA z podejrzeniem o korupcję. Wydawałoby się, że nareszcie Jarosław Kaczyński i jego ludzie znaleźli aferę w łonie PO, jednak tym razem Błaszczak sugeruje, że chodzi o zemstę Donalda Tuska. Gromosław Cz. w 2009 r. ujawnił okoliczności powstania Platformy Obywatelskiej przypisując swojej osobie rolę spiritus movens całego przedsięwzięcia. O jaką zemstę chodzi Tuskowi trudno zrozumieć, każdy powód jest jednak dobry aby dopiec przeciwnikowi.
Tymczasem Ryszard C. jest już przed sądem. Nie mógł się podobno doczekać procesu. Być może będzie to dla niego okazja do publicznego wygłoszenia oświadczenia, które w śledztwie zostało utajnione. Prawdopodobnie planował on mord na trzech czołowych działaczach PiS-u: Jarosławie Kaczyńskim, Zbigniewie Ziobrze i Jacku Kurskim. Swojej krwawej misji Ryszard C. już nie dokończy. Nomen omen wspomnieni działacze sami wzięli się za łby. Tak to bywa – kij ma dwa końce, a może bardziej poetycko – kto sieje wiatr ten zbiera burzę.


Komentarze
Pokaż komentarze