Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny
283
BLOG

Zdrajcy i szantażyści

Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny Polityka Obserwuj notkę 0

Szantaż polityczny ma w polskiej historii ostatniego dwudziestolecia swoje poczesne miejsce. Zaczęło się podczas pierwszych wyborów prezydenckich w 1990 r. Wówczas to Stan Tymiński ujawnił, że posiada dokumenty kompromitujące jego przeciwników politycznych i wskazał na swoją czarną teczkę. Teczka przeszła do legendy, zwłaszcza, że Tymiński nie ujawnił, co w niej ma. Po przegranych wyborach zniknął z polskiego życia politycznego do następnego razu.

Tymińskiego nie było, pozostała po nim metoda szantażu politycznego, której istotą było to aby gonić króliczka a nie złapać króliczka. Przez wiele lat politycy wyciągali przeciwko sobie mniej lub bardziej wiarygodne dokumenty, z których miało wynikać, że w okresie PRL-u ten i ów sprzeniewierzył się sprawie narodowej i współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Tymiński po latach ujawnił co miał w teczce. Były tam nieudolnie podrobione dokumenty mające ujawnić współpracę Lecha Wałęsy z SB. Tak najprawdopodobniej były udokumentowane wszystkie inne oskarżenia kierowane przez polityków na swoich kolegów. A jednak samo rzucenie podejrzenia wystarczało aby wyeliminować przeciwnika z gry.

A ofiary? Chyba najbardziej znaną jest Józef Oleksy oskarżony przez ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych Andrzeja Milczanowskiego o szpiegostwo na rzecz Rosji. Oskarżenie to nie zostało nigdy potwierdzone. Tymczasem Oleksy przestał być premierem i zniknął z życia politycznego i publicznego.

Dzisiaj już „współpraca” nikogo nie rusza. Potencjalni „umoczeni” z wolna się wykruszyli, a nowym trudno zarzucać jakąkolwiek styczność ze służbami specjalnymi PRL-u. Mieli wtedy po 8 czy 10 lat. Publiczność, dla której SB czy UB to bardziej terminy historyczne z zamierzchłej historii niż coś, co może im zagrażać, wiążą tego rodzaju zagrywki za brudną grę swoich ojców, pogrobowców Solidarności i PZPR, niż coś, co może im zagrażać.

Szantaż polityczny ma się jednak dobrze i przybiera coraz to nowe oblicza. A to niejaki Jacek Kurski oskarża o zdradę dziadka obecnego premiera Donalda Tuska, a to oskarżenie o łapówkarstwo pojawia się w kontekście afery węglowej z tragicznie zmarłą Barbarą Blidą w roli tej złej. Swoje trzy grosze dołożył agent Tomek, który doprowadził do publicznego linczu i rozpaczy byłą posłankę PO Beatę Sawicką.

Tego rodzaju metodami posługują się określone środowiska, aspirujące do roli sędziów moralnych i obrońców polskiej racji stanu. Jedynie aspirują, bo są bardziej przeszkodą na drodze do pomyślności naszego kraju niż jego obrońcami.

Poszło o słowa ministra Radosława Sikorskiego w Berlinie. Kaczyńskiemu, Brudzińskiemy czy Hofmanowi nie podoba się stwierdzenie, że „największe zagrożenie dla bezpieczeństwa i pomyślności Polski, to nie terroryzm, nie talibowie, na pewno nie są to niemieckie czołgi, nawet nie są to rosyjskie rakiety, największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i pomyślności Polski dziś byłby rozpad strefy euro”. Z tego powodu szef i funkcyjni PiS-u domagają się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu. Żądanie aby Berlin ratował euro nie mieści się im w głowie.

Destrukcja jest zatem na rękę Kaczyńskiemu. Destrukcja na miarę tej z lat 30-tych. Wtedy parytet w złocie nie pozwalał dokonać dewaluacji waluty tym krajom, których gospodarki miały się gorzej. Podobnie oddziałuje dzisiaj euro. Nie ma już nawet waluty do zdewaluowania. Pozostaje jej ratowanie. Za destrukcją gospodarczą i wówczas i teraz pójdzie destrukcja polityczna, przy czym siłą na miarę NSDAP jest w dzisiejszej Europie PiS.

Historia lubi się powtarzać, jednak dziś świat ma pewne doświadczenia i nie powinien dopuścić do powtórki z historii. Czas także nie stoi w miejscu. Świat dziś funkcjonuje w oparciu o paradygmat globalizacji polityki, gospodarki, życia społeczeństw. Do niedawna obowiązywała zasada, że „ten rządzi światem, kto rządzi Atlantykiem”. Przesunięcie środka świata na wschód skłania do rewizji wspomnianej refleksji. „Ten rządzi światem, kto rządzi Pacyfikiem”. A Pacyfikiem rządzi ten, któ rządzi kosmosem. Wystarczy rzucić okiem na mapę Europy i Azji aby zrozumieć, że żaden z krajów europejskich nie ma szans w pojedynkę. Kazachstan jest znacznie większy od Europy. Nasz kontynent nie ma także dostępu do Pacyfiku.

Ironia polega losu, z którą nie potrafią pogodzić się działacze PiS-owscy polega na tym, że wraz z uzyskaniem pełnej suwerenności w świecie tego rodzaju wartość uległa dewaluacji. Suwerenność w państwach narodowych odgrywała zasadniczą rolę. Nacjonalizm był przez 200 lat nośną i pożyteczną quasi-ideologią, przynoszącą korzyści państwu. Dzisiaj jednak jest inaczej. Państwo narodowe jest wsteczne i skazuje się na izolację. Skutki tego rodzaju postawy są odbijają się nie tylko na tym państwie, ale również na jego otoczeniu.

Europę czeka zjednoczenie najprawdopodobniej właśnie w formie federacyjnej. To właśnie brak pewnych struktur w gospodarce doprowadził do obecnego kryzysu. Kanclerz Angela Merkel wzbrania się przed emisją euroobligacji dlatego, że istotą reform jest reorganizacja zagrożonych gospodarek państw południowych tak, aby stały się one wydolne. Pompowanie pieniędzy do Grecji, Hiszpanii czy Włoch może tylko odwlec kryzys i pogłębić jego skutki w przyszłości. Kryzys zagraża również i nam.

Gospodarka niemiecka jest najsilniejsza w Europie i dlatego na tym kraju leży odpowiedzialność za całą Europę, również za nas. Oświadczenie Sikorskiego nie jest żadną zdradą a apelem do kraju, który wzbrania się przed wzięciem na swoje barki ogromnego ciężaru. Populizm i wątpliwej jakości propaganda Kaczyńskiego, chwyty na „suwerenność” i wnioski o specjalne posiedzenie w Sejmie już dzisiaj nie nabiorą. Mamy dużo więcej do stracenia niż tylko suwerenność, zwłaszcza w świecie, gdzie suwerenność jest wyświechtanym frazesem demagogów. Patriotyzm to dzisiaj obrona Europy. PiS staje się nudny a Radosław Sikorski ma rację. Szantaż na „zdrajcę” to zdrada w ustach szantażystów.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka