Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny
215
BLOG

Nie mój 13 grudnia

Przegląd subiektywny Przegląd subiektywny Polityka Obserwuj notkę 0

Brak „Teleranka” był jednak dotkliwy. To, wbrew pozorom, nie miało nic wspólnego z umiejętnością czytania, czy zamiłowaniem do muzyki klasycznej. Teleranek był dla mnie i dla wielu moich kolegów chwilą, gdy odrywaliśmy się od ponurej rzeczywistości, zwłaszcza że po nim wyświetlano fajne filmy: „Wakacje z duchami”, „Podróż za jeden uśmiech”, „Stawiam na Tolka Banana”, „Motyle” Janusz Nasfetera, i wiele innych. Jego brak odzierał ze złudzeń nie tylko najmłodszych, a może zwłaszcza nie ich. I to jest istota braku „Teleranka” tego grudniowego, zimnego dnia, a nie kilka wolnych od szkoły dni.

Jakoś nie lubiłem facetów i nadal nie lubię. Ani w telewizorze, ani w mundurach. Koledzy Janka i Gustlika z „Czterech pancernych i psa”, Szarika czy nawet psa Cywila, nie kojarzyli mi się z niczym dobrym. Nigdy nie miałem wątpliwości gdzie kończy się fikcją a zaczyna rzeczywistość, ich obecność na ulicy nie oznaczała niczego dobrego. Niektórzy  mają z tym problemy do tej pory, tym bardziej, że rzeczywistość nie jest już taka szara. Trudno mi zgodzić się z tym, że opozycjoniści to nieroby. Ci najbardziej zaangażowani płacili sporą cenę za bycie więźniami sumienia. Nie trzeba było czynić żadnych specjalnych zabiegów aby wiedzieć o tym. „Wolnej Europy”, „Głosu Ameryki”, „BBC” czy „Deutsche Welle” słuchali rodzice, słuchali ich znajomi, słuchali bliżsi i dalsi sąsiedzi, a gdy szło się przez podwórko latem, przed wieczorem słychać było to tu, to tam charakterystyczne dudnienie zagłuszarek, dobiegające zza otwartych okien. Nie dało się pewnych rzeczy nie wiedzieć

Wprowadzenia stanu wojennego nigdy nie celebrowałem. Mam jednak poważne wątpliwości, gdy ktoś opowiada mi, że „gdyby naród nie widział bata sam sobie zrobiłby krzywdę”.  To mi przypomina apel do Kaczyńskiego sprzed kilku dni: „Panie premierze, niech pan ratuje Polskę przed Polakami”. Nie oszukujmy się, nie każdy miał kogoś w ZOMO. Ja nie miałem. Choć nie byłem żadnym zaangażowanym opozycjonistą.

Za symbol tamtych czasów uznałbym wydarzenie artystyczne, które odbyło się kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, „Festiwal piosenki prawdziwej”. To tam Kaczmarski śpiewał „Mury”, Garczarek – „Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał”,  Grotowski „Balladę o św. Włodzimierzu”, czy Rosiewicz „O zachodnich bankierach”. Kopie tych piosenek powielane na kasetach krążyły z rąk do rąk, przez całe następne dziesięciolecie. Zostały dziś zapomniane, a pozostał „Janek Wiśniewski”…

Nie dziwi mnie, że pod domem Jaruzelskiego, rok do roku odbywają się manifestacje, chociaż sam w nich nie uczestniczę. Nie są też dla mnie czymś niezbędnych. Nie wiem też, czy to, że uczestniczą w nich młodzi ludzie, których nie było w na świecie w 81 r., ma jakoś delegitymizować ich prawo do wyrażania własnego zdania w tej sprawie? Niebiosa obdarzyły generała Jaruzelskiego długim życiem, aby rok w rok ludzie mu przypominali, że zwrócił się przeciw nim.

Nie jest mi obojętna ocena płka Kuklińskiego. Tym demonstrującym pod oknami generała również nie. Nie jest to obojętne wielu Polakom…

I nie bez satysfakcji zdaję sobie sprawę z siły słowa. Niektórzy nigdy nie pojmą pewnych rzeczy. Będą z uporem epatować pustymi i bezsilnymi przekleństwami, rzucanymi z powodu tego, czego nie da się już zmienić.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka