XXX lat PRL. Pamiętam. To było wydarzenie. Zwłaszcza propagandowe. Tak jak XXX lat grudnia ’81 w wykonaniu PiS. Mocne przemówienia a’la Błaszczak, zapewnienia, że sojusz ze Związkiem Radzieckim jest nierozerwalny, i obietnice lepszego jutra. Sojuszu już nie ma, bo Związku Radzieckiego nie ma. Retoryka jednak ta sama. Nawet jeśli generał Jaruzelski zejdzie wreszcie z tego łez padołu, to PiS-owscy działacze i tak będą się domagali zaorania ziemi po której chodził, a miejsca, gdzie został pochowany, to już na pewno. Woda święcona będzie tam lana hektolitrami.
Generał popełnił błąd. Nie sądzę aby w jakiś celowy, cyniczny sposób starał się działać na szkodę narodu. W 1981 r. trudno było sobie wyobrazić, że za 30 lat nie będzie Układu Warszawskiego, a doktryna Breżniewa stanie się reliktem totalitaryzmów XX w. Generał starał się przewidywać bieg wydarzeń i to w perspektywie dalekosiężnej. Pomylił się. Przegrzał. Wydał wojnę własnemu narodowi. Czy można mieć do niego żal, że się pomylił?
Oczywiście można. Nie tylko żal. Śmieszą tylko te teatralne gesty Błaszczaka. Te egzaltowane wystąpienia jakby świat się miał się zaraz skończyć. Świat nie to już widział i jeszcze nie to zobaczy. To nie znaczy, że jest się tam, gdzie kiedyś stało ZOMO. Chodzi raczej o bezstronną, a może bardzie o pozbawioną złych emocji, historyczną ocenę. Ale tym rozważaniom towarzyszy głos dobrze znany badaczom przeszłości. To chichot historii, wybrzmiewający nie tylko nad generałem Jaruzelskim, ale także nad bardzo łatwo potępiającym go, współczesnym nam politykom, gotowym ciągłe zarzynać bliźnich w imię nikomu niepotrzebnej prawdy(?).


Komentarze
Pokaż komentarze