Niewesoło jawi mi się ten świat, gdzie żołnierze sikają na siebie, prokurator grzebie w zębach pistoletem a poseł Suski urządza żarciki, z których tylko sam się śmieje. I to wszystko w imię miłości bliźniego, demokracji i nowej lepszej przyszłości, która podobno czeka ten świat. W tej sytuacji nie powinno budzić niczyjego zdziwienia to, że wyznawcy Mahometa nienawidzą katolików, katolicy porzucają własną wiarę, a problem wykluczenia z powodów orientacji seksualnej jest grzechem o takim samym ciężarze gatunkowym jak kiedyś niewolnictwo czy Holocaust.
A’propos Holocaustu… W XXI w. masowy bezmyślny mord, bezprzykładna okrutna eksterminacja, odbywa się dzień w dzień na masową skalę w rzeźniach na obu półkulach zglobalizowanego, świata. To dorobek cywilizacyjny kultury zachodniej, która jeszcze dziś uważa sama siebie za coś lepszego.
Nie lubimy rozmawiać, ani pamiętać o zabijaniu zwierząt. Sklepy pełne wyrobów wędliniarskich oferują nam przetworzone produkty, które w jak najmniejszym stopniu przypominają o swoim pochodzeniu. Parówka, mielone, tatar, nawet schab, czy żeberka to nie to samo co świnia, krowa, koń czy kurczak. Rzadko zdarzają się świńskie stópki, bo źle się kojarzą. A ryje, niemo patrzące na nas zza rzeźnickiej lady, budzą niepokój i odstraszają klientów. Gdyby jeszcze karkówkę dało się formować w talarki jak hamburgery… Obfitość ma nam rekompensować chude lata, a ceny skalkulowane są tak, że obejmują straty. Straty w tym przypadku oznaczają zepsute i wyrzucone mięso.
Z jednej strony zatraciliśmy instynkt łowiecki skoro myśliwi budzą w nas niechęć, a ich obyczaje napawają zgrozą. Jednym z takich obyczajów jest inicjacja nowego myśliwego polegająca na zatopieniu dłoni w ciepłych jeszcze wnętrznościach upolowanej zwierzyny. Z drugiej strony żądzę krwi podnieśliśmy do poziomu mordu przemysłowego. Zwierzęta zabija się dziś prądem. Do niedawna wykonywał to młotkowy wymierzający cios zwierzęciu między oczy. Kim jest człowiek dokonujący mordu na kilkudziesięciu a może kilkuset zwierzętach w ciągu ośmiogodzinne zmiany?
Osiem godzin pracy zapewnia mu Kodeks Pracy. Zwierze nie ma żadnego prawa. Umiera nierzadko po kilkudziesięciogodzinnych transportach w strachu i ściski. Ale zwierzęta podobno nie czują.
Za sprawą niewybrednego żarciku posła Suskiego ta niewygodna refleksja na temat zwierząt zestawiona została z inną równie niewygodną, zwłaszcza w historii XX w., sytuacją Innego. Wygląda, że wnioski z odrzucenia i nienawiści, których finałem były komory gazowe nie zostały wyciągnięte, a krok w stronę ochrony, a przynajmniej polepszenia jakości nomen omen życia zwierząt, nie tylko nie skłaniają do należnego namysłu ale wstrętnie się kojarzą posłowi Suskiemu.
Czarno więc widzę naszą przyszłość…


Komentarze
Pokaż komentarze (10)