O handlu detalicznym w trudnych czasach część pierwsza.
Tak, dokładnie to jeszcze pamiętam. Pamiętam, że zanim powstały w moim mieście sklepy komercyjne, a wszystko za sprawą jednego takiego generała było na kartki, to w sklepach mięsnych określanych mianem „u rzeźnika” były długie zawinięte jak świńskie ogony kolejki. Za czym kolejka ta stoi? Dziś niejedna kolej(ka) stoi, cała kolej prawie leży, a całość równie chora jak tamto.
Zanim otworzyli sklep, to na zapleczu świeża dostawa była skrupulatnie dzielona wg rozpiski, co, ile i dla kogo. W sprawie dostaw, to trzeba uczciwie z ręką na sercu przyznać: innych jak świeże nie było, bo co niby miało się zepsuć? Haki były ze stali nierdzewnej, podobnie siekiera, noże i tasak. Klocek był drewniany opasany stalowymi obręczami.
Bywałem w takich miejscach, u rzeźnika. Wpierw chodziłem z mamą na targ lub na zakupy: wystawaliśmy na chodniku przed sklepem z wielką szklaną witryną z napisem „Rzeźnik” Sklep PSS „SPOŁEM” Nr...i zastanawiałem się za każdym razem, czy po otwarciu magicznych drzwi zdołamy się jakoś wcisnąć do środka i choćby zerknąć, co pierwszym szczęśliwcom z kolejki udało się kupić, i co w ogóle tym razem rzucili na sklep.
Potem do tego samego rzeźnika, który był najbliżej mojego miejsca zamieszkania, chodziłem już sam. I to chodzenie <<sam>> nie miało wiele wspólnego z tym, czy się znałem, czy nie na gatunkach mięsa i wędlin. Przecież nawet dziecko wie jak wyglądają świńskie nogi, a ktoś nieco bardziej rozgarnięty potrafił odgadnąć czy są to przednie, czy tylne. Z praktycznych zajęć robienia zakupów w mięsnym najbardziej udawało się opanować sztukę rozpoznawania nóżek przednich. Długo dziwiłem się przewagą przednich na tylnymi.
Wtedy też poznałem kilku ludzi, których zawsze zauważałem tuż po otwarciu drzwi o dziesiątej rano. Stawali przed tymi, którzy do ich przyjścia byli pierwsi i okazywało się, że on, oni już byli wcześniej. A kiedy udało mi się kilka razy być pierwszym pod sklepem tuż po czwartej, to przy ladzie, ku memu wielkiemu zdumieniu, okazywało się, że wcześniej niż ja był on/oni, co zgodnie poświadczyli ci, którzy stali za mną. Przy wielkim szczęściu udawało mi się pozyskać drogą kupna kawałek biodrówki, łopatki, a nawet golonko.
Długo nie wiedziałem, że ta sama świnia, która z moich obliczeń ma więcej nóżek przednich niż tylnych jest wyposażona w schabowy, polędwicę, karkówkę i szynkę. Ale za to poznałem wiele ciekawych ludzi, w tym posiadaczy rozmaitych legitymacji: emerytów i rencistów wojennych, zbowidowców, honorowych krwiodawców, inwalidów pierwszego stopnia, towarzyszy i sekretarzy oraz kobiety ciężarne. Niektóre ciężarne bywały „od wczoraj”, o czym uczynnie informowali innych z kolejki ci lepiej zorientowani. No i też długo nie mogłem pojąć, skąd u licha sprzedawczyni zawsze wiedziała, co chce kupić pan pierwszy, który był już wcześniej, a czego potrzebują ci z rożnymi legitymacjami. Za każdym razem bezbłędnie podawała grubo owinięte w biały papier pakunki wymieniając porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechy.
Dopiero za jakiś czas jeśli się nie mylę było to otwarciu komercyjnych okazało się, że prawdą jest, że każda zwykła świnia, która idzie pod rzeźnicki nóż ma tylko dwie przednie i aż dwie tylne nóżki. Że ma schabowy, polędwicę karkówkę szynkę i jeszcze kilka innych równie dobrych części. Dowiedziałem się też, że ci sami, co u rzeźnika kiedyś byli zawsze pierwsi uprzejmie donosili, gdzie trzeba, nie tylko owinięte grubo w biały papier pakunki.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)