Od jakiegoś czasu dość sceptycznie, i z wielką ostrożnością, podchodzę do wszystkich doniesień dotyczących zamachów terrorystycznych, w których giną niewinni, często przypadkowi ludzie.
Jeśli przyjrzeć się uważnie historii zamachów terrorystycznych, to nie sposób nie uznać za słuszną hipotezę, że za większością z nich stały służby Prezydenta USA.
Póki co nie wiem, jak jest w przypadku zamachu w Bostonie - wiem natomiast jak złowieszczo brzmią słowa prezydenta Baraka Obamy, i wiem, że Amerykanów czekają kolejne ograniczenia swobód obywatelskich, które drastycznie wzrosły po zamachu (celowo nie napiszę terrorystycznym) na World Trade Center.
Przypuszczam, że te działania rozleją się mniej lub bardziej na inne kraje, a być może staną się podłożem pod kolejną wojnę. Tyle nowoczesnego uzbrojenia bezużytecznie leży w magazynach, tyle gorących głów już zaciera ręce jak zarobić na największym z biznesów - wojnie.
Po 11 września, niejako z automatu przyjęto poprawkę do konstytucji Stanów Zjednoczonych Ameryki (ponoć najlepszej na świecie), która ogranicza prawa Amerykanów do tego stopnia, że w każdej chwili bez ostrzeżenia i bez dowodów służby mogą zatrzymać na czas nieokreślony osoby podejrzane i je przesłuchiwać z wykorzystaniem tortur włącznie.
Jak daleko tym razem posunie się amerykańska demokracja?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)