4 obserwujących
86 notek
73k odsłony
144 odsłony

Dziennikarz musi płacić za dostęp do informacji publicznej

Wykop Skomentuj1


Wszelkie władze proszone są o udzielenie okazicielowi niniejszej legitymacji pomocy w wykonywaniu obowiązków dziennikarskich.


Ta  prośba wynika wprost z  z art. 2 wspomnianej ustawy Prawo prasowe, który mówi:


Organy państwowe zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej stwarzają prasie warunki niezbędne do wykonywania jej funkcji i zadań, w tym również umożliwiające działalność redakcjom dzienników i czasopism zróżnicowanych pod względem programu, zakresu tematycznego i prezentowanych postaw.


W maju 2015 roku zwróciłem się do Burmistrza Bobowej z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej związanej przedstawieniem zestawienia wyjazdów służbowych pracowników UM w Bobowej. Przygotowanie takiego zestawienia burmistrz Wacław Ligęza i jego służby wyceniły na 2718 zł i 14 groszy. Historię tę opisałem z detalami w artykule http://gorliceiokolice.eu/2015/10/informacja-publiczna-za-2718-zl-i-14-groszy/. Sprawa toczyła się przez kilka miesięcy, oparła sie także o sąd administracyjny, i ostatecznie, nie tylko z uwagi na brak w moim portfelu żądanej przez burmistrza Ligęzę kwoty, wycofałem swój wniosek. Szczegóły wyjazdów służbowych pracowników UM w Bobowej pozostaną „słodką tajemnicą“ samorządowej władzy w Bobowej.

Kilka dni temu złożyłem inny wniosek, dotyczący dostępu do informacji publicznej. Tym razem wniosłem o przesłanie, na nośniku elektronicznym, wszystkich protokołów z posiedzeń komisji problemowych Rady Miejskiej w Bobowej z 2015 roku. Jak Czytelnicy mojego portalu wiedza, od kilku lat, bezskutecznie dopominam się o zamieszczanie tej dokumentacji na stronach Biuletynu Informacji Publicznej UM w Bobowej. Niestety bezskutecznie. Bobowscy samorządowcy konsekwentnie odmawiają nam prawa do lektury tych dokumentów na stronach BIP, chociaż w innych jednostkach samorządu terytorialnego, jak Polska długa i szeroka, nikt nie ukrywa zapisów z obrad takich kolegialnych organów gmin i miast. Odpowiedź na mój wniosek, sygnowana „z up. Burmistrza“ przez sekretarza Gminy Zdzisławę Iwaniec, nadeszła wczoraj, tj. 24 lutego 2016 roku – zob. abc1. Jak widać tym razem służby burmistrza Wacława Ligęzy wyceniły koszty udostępnienia tej informacji publicznej na 545 zł i 70 groszy. Nie zwlekając wycofałem swój wniosek. Nie stać mnie na ponoszenia takich kosztów, ale przede wszystkim uważam, że jeśli mam płacić urzędowi, na którego utrzymanie wszyscy łożymy niebagatelne środki,  za przygotowanie a następnie udostępnienie informacji związanej z działalnością organów władzy publicznej, to znaczy, że ustawę o dostępie do informacji publicznej, w jej obecnym kształcie trzeba wyrzucić do kosza. Już sam fakt podpisania z urzędnikiem dodatkowej umowy o dzieło, która ma być wykonana po godzinach (tzn. kiedy i gdzie) wydaje mi się naruszeniem obowiązującego prawa i wykorzystaniem stanowiska służbowego do celów prywatnych.

Nie wolno także lekceważyć faktu, że ja występuję z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej nie tylko jako obywatel, ale przede wszystkim jako dziennikarz. To dlatego pozwoliłem sobie na wstępie tego artykułu przypomnieć i Konstytucję RP, i ustawę Prawo prasowe.  Zadam zatem pytanie. Jak pogodzić konstytucyjny obowiązek do udzielania żądanych informacji przez JST z blokadą w postaci wyznaczenia zaporowej opłaty za przygotowanie i udostępnienie informacji publicznej? Burmistrz Wacław Ligęza i jego samorządowcy wydają bez zmrużenia powiek dziesiątki tysięcy złotych na zlecenia dla takich komercyjnych mediów jak Bobowa24, GorliceTV czy RTV Gorlice, ale niekomercyjny, obywatelski portal „Gorlice i Okolice“ za dostęp do informacji publicznej musi zapłacić organowi władzy publicznej. To jest rozbój w biały dzień i skuteczny sposób na zablokowanie społeczeństwu dostępu do wiedzy na temat działań samorządu terytorialnego. A jeśli tak, to z ideą samorządności i transparentności życia publicznego nie ma to nic wspólnego.

Ta historia ma jeszcze jedną puentę. Otóż, Szanowny Czytelniku, 15 stycznia 2015 roku wystąpiłem do burmistrza Wacława Ligęzy z wnioskiem o udostępnienie protokołów ze wszystkich posiedzeń komisji Rady Miejskiej w Bobowej z lat 2010-2014. A oto odpowiedź jaką otrzymałem 13 marca 2015 roku – zob. abc. Jak widać – wówczas – sekretarz UM w Bobowej Zdzisława Iwaniec nie wystawiła mi żadnego rachunku za dostęp do tej informacji a płytka CD z nagraniem znalazła się w moim redakcyjnym archiwum. Czy zatem wtedy złamano prawo, nie podpisując umowy o dzieło z pracownikiem na przygotowanie informacji publicznej, czy raczej teraz, podpisując taką umowę? Raz naliczamy opłatę, a raz nie. A więc jak to jest? Ciekawe także, czy urzędnik ślęczał nad przygotowaniem dla mnie odpowiedzi po godzinach, czy w czasie pracy, z umową o dzieło, czy bez umowy, ze szkodą dla interesu publicznego, czy z korzyścią?

Fakty pozostają jednak brutalne. Dostęp do informacji publicznej w Gminie Bobowa uległ poważnemu ograniczeniu a moja legitymacja prasowa to dla samorządowców i urzędników bezwartościowy dokument.  I jeśli rzeczywiście budujemy IV RP, to może warto się nad tym zastanowić a potem… znowelizować opisywaną ustawę i wprowadzić taryfikator opłat za dostęp do informacji publicznej. Burmistrzowi Bobowej spadnie wówczas ciężar z serca a pracownicy dorobią sobie po godzinach… by żyło się im dostatniej.

Burmistrzowi Wacławowi Ligęzie i sekretarz Zdzisławie Iwaniec składam podziękowanie za udzielenie mi wszechstronnej pomocy podczas wykonywania przeze mnie obowiązków dziennikarskich.


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka