Gazeta Wyborcza wchodzi (nie wiem, czy świadomie) w rolę największego krytyka nowego rządu. Ni mniej, ni więcej obwieściła dziś, tu cytat, że "dyplomaci, urzędnicy, byli dyrektorzy w MSZ spotykali się regularnie między sobą i z przedstawicielami opozycyjnej wówczas Platformy. Choć nie reprezentowali tej samej opcji politycznej, różnili się co do sposobu i głębokości zmian w MSZ, łączyło ich jedno - złość na to, co partia Kaczyńskich zrobiła z dyplomacją, i chęć jak najszybszego powrotu do normalności". Bezpartyjni fachowcy ustalili, kto powinien wylecieć, kto pójść w ambasadory, a kto wylądować w tamtejszym czyśćcu, czyli w archiwum. Jeden z tych anonimowych dyplomatów deklaruje tu znowu cytat:"nie chodzi o polityczną zemstę, ale posprzątanie gmachu po poprzedniej władzy, co jest normalne w demokracji - mówi nam członek tej nieformalnej grupy. Przyznaje, że przez ostatnie tygodnie w cieniu korytarzy szykowali plan odbudowy zrujnowanego ich zdaniem MSZ".
Nie cenię sobie wysoko minister A. Fotygi, ale kiedy czytam wynurzenia tych "dyplomatów" o spiskowaniu za plecami legalnie wybranych władz, przygotowywaniu dla nowej ekipy planu defotygizacji MSZ zaczynam zastanawiać się na poważnie w jakim kraju żyjemy. Ufam jednak w rozsądek nowego szefa resortu. Nie byłbym specjalnie zdziwiony, gdyby po otrzymaniu tego kuriozalnego planu defotygizacji resortu wydał dyspozycję - wszyscy opisani tu niekompetentni urzędnicy do archiwum, a ci którzy to napisali mają im pomagać przy xero.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)