25
BLOG
Tusk na strzelnicy
Paweł Graś, który w kancelarii D. Tuska ma odpowiadać za sprawy bezpieczeństwa ogłosił, że rodzina premiera nie będzie mieć ochrony BOR. Sam szef rządu również będzie miał mniejszą ochronę, niż jego poprzednik. P. Graś dodał, że nie będzie „Bizancjum”, jak za poprzedniego rządu. Tego typu zagranie trudno określić innym mianem niż zwykły populizm. Ni mniej, ni więcej każdy chętny terrorysta będzie mógł zrobić z rodziną Prezesa Rady Ministrów i nim samym, co mu się żywnie podoba. O ile można zrozumieć wykorzystywanie rodziny – matki, córek i wnuczków w kampanii wyborczej to pozbawianie jej ochrony po zwycięskich wyborach jest jak zabranie jej na spacer po polu minowym, zaproszenie do przechadzki przed tarczami strzelniczymi, gdy wokół trwa kanonada. Na wypadek, gdyby ktoś w sztabie PO zapomniał nasi żołnierze na misjach mniej lub bardziej pokojowych zabijają naprawdę, a nie na niby prawdziwych terrorystów, których kompanii mogą zechcieć szukać za to zemsty.
Ten populizm dotyczący spraw bezpieczeństwa nie jest jakąś szczególną cechą PO ale wszystkich polityków. Leciałem kiedyś helikopterem z L. Millerem i patrząc na gołe kable na ścianach kabiny (niektóre zwyczajnie pourywane) przez pół drogi zastanawiałem się, czy po katastrofie moja córeczka nie zejdzie na złą drogę, a żona odnajdzie wszystkie ubezpieczenia na wypadek śmierci. Kilka lat później nie byłem specjalnie zdziwiony przymusowym lądowaniem w lesie lidera SLD, po którym zamienił krawat na kołnierz ortopedyczny. Chyba rok wcześniej marszałek senatu A. Grześkowiek z ASW lądowała rządowym Tupolewem na afrykańskiej pustyni z powodu awarii.
O bezpieczeństwie budynków rządowych i parlamentarnych szkoda mówić. Każdy, kto ośmiela się proponować ogrodzenie sejmu od razu dowiaduje się, ile dzieci w Bieszczadach chodzi do szkoły bez drugiego śniadania i odpuszcza temat. Zapewne tych samych argumentów używali amerykańscy buchalterzy zanim w 1983 roku wypełniona dynamitem ciężarówka wjechała do koszar marines w Bejrucie przenosząc do lepszego ze światów 241 z nich. Po sieci krążył wprawdzie swego czasu przepis - żart na sałatkę z buraków związany z wysadzeniem w powietrze naszego parlamentu ale sprawa nie jest błaha.
Pan premierowi mogą przeszkadzać borowiki w jego otoczeniu ale są oni dla państwa jak polisy OC i AC – trzeba za nie płacić. Płacimy je nie dlatego, że lubimy ale po to, by uniknąć większego wydatku na kolejne wybory, gdyby jakiemuś terroryście lub wariatowi udało się dostać w pobliże premiera lub jego najbliższych.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)