Kiedy kilkanaście lat temu poznałem w sejmie Barbarę Blidę nie miała chyba z węglem nic wspólnego. Zgrabna, atrakcyjna kobieta, nigdy nie „drobiła” jak posłanki z prowincji, zawsze idąc mocnym, zdecydowanym krokiem. Miała w sobie to „coś”, co odróżniało ją od kilkuset innych posłów, których nazwisk za kilka lat nikt nie będzie pamiętał. Wielu się z niej śmiało, kiedy wypłakała u premiera dodatkowe miliony dla resortu budownictwa ale dla mnie nie było to oznaką słabości, a wręcz przeciwnie siły i pasji z jaką pracowała. Miałem przyjemność wrzucić w jej towarzystwie kilka obiadów, w czasie których zrozumiałem, że nie grała, że naprawdę jej o coś chodziło. Była technokratą. Mało kto pamięta, że to właśnie ona tak znowelizowała prawo, że po raz pierwszy od półwiecza nie płacących rachunków lumpów można było eksmitować na bruk, że gminy zaczęły dofinansowywać ubogim czynsze, by nie wpadli w pułapkę zadłużenia. Za jej sprawą runął jeden z ostatnich reliktów komunizmu. To właśnie jej zawdzięczamy, że kamienicznicy, którym komuniści odebrali domy dostali nadzieję, że w nieodległej przyszłości nawet jeśli nie otrzymają ich z powrotem, to przynajmniej czynsze zaczną pokrywać koszty remontu. W całej historii III RP nie było ministra, któremu udałoby się do tego stopnia zliberalizować kwestie związane z nieruchomościami. Niestety, rok później rzekomo prawicowy rząd AWS Jerzego Buzka wycofał się z wszystkiego rakiem. Koledzy z SLD nawet nie protestowali, bo mieli świadomość, że jej działalność nijak się miała do lewicowych deklaracji postkomunistów. Populiści z lewa i prawa zachodzili raczej w głowę, jakim cudem ministrowi z SLD udało się zrealizować program, którym poszczyciłaby się Janusz Korwin Mikke. Była jak Jarosław Kaczyński, który dzierżąc sztandar walki z liberalizmem obniżał podatki i składkę rentową w istocie liberalizaując gospodarkę.
Gdyby ten ostatni próbował być urzędnikiem państwowym, a nie gentelmanem proszącym o nie zakuwanie kobiety - zapewne żyłaby do dzisiaj. Gdyby nie traktowała wszystkiego tak poważnie - żyłaby. Stało się inaczej. Być może wyświadczyła komu przysługę, a może to tylko tak wyglądało. Ponieważ lubiłem ją jako człowieka nie znajduję w sobie siły by ją potępiać. Szkoda, że jej koledzy kombinując jak przywalić PiS-owi zapominają o tym kim naprawdę była i jaką rolę odegrała w historii Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze