Moja ulubiona pani minister Ewa Kopacz oświadczyła dzisiaj ni mniej, ni więcej, że pielęgniarki maja rację grożąć strajkiem! Dyrektorzy szpitali wszystkie dodatkowe środki, które otrzymali od premiera D. Tuska dali lekarzom, a o pielęgniarkach i salowych zapomnieli. A, że z jej wypowiedzi wynika, że rządowi nic do tego, jak gospodarują sobie szpitale, więc i ewentualny strajk sióstr też nie będzie jego sprawą. Na miejscu sióstr zdenerwowałbym się ździebko, bo nie rozumiem logiki, która każe rządowi uznawać za swój problem zarobki lekarzy, a pielęgniarek i położnych już nie. Rozumiem też, że zdaniem pani minister Ewy Kopacz dyrektorzy szpitali powinni zerwać podpisane z lekarzami umowy oświadczając medykom, że trochę urwą im z pensji, by dać siostrom.
W nie mniejsze zdumienie wprawiła mnie druga pani minister Julia Pitera odmawiając rzecznikowi praw obywatelskich dostępu do swojego supertajnego raportu, który ma być podstawą do wylania z roboty Mariusza Kamińskiego. Rzecznik Praw Obywatelskich, jak wynika z jego wystąpień, wielkim admiratorem CBA nie jest ale powinien się zdenerwować uzasadnieniem odmowy. Pani Julia Pitera oświadczyła bowiem, że tajny dla niego raport zawiera... rzeczy powszechnie znane z prasy. Innymi słowy powiedziała, że premierowi robi zwykłą prasówkę urzędnik w randze ministra...
Ponieważ obie panie znalazły się w nowym rządzie na wyraźne życzenie premiera D. Tuska zaczynam podejrzewać go o jakąś formę kryptoantyfeminizmu. Jeszcze kilka takich wystąpień jego podopiecznych i naprawdę nikt nie będzie pamiętał o pomysłach zwiększenia liczby kobiet w polityce.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)