Dopóki cyganeria nie ewakuowała się do piwnic, salon był miejscem nobilitującym.
Śmietanka społeczeństwa.
Nieformalne stowarzyszenie arystokracji, mieszczaństwa, literatów, poetów, ludzi pióra i sztuk wszelakich.
W Polsce, w pierwszej połowie XIX wieku gromadziły intelektualną elitę. Pierwsze salony powstały w Krakowie, w sprzyjającej, magicznej atmosferze miasta, kontynuując tradycję dawnych czasów, zamiłowanie do sztuki i potrzebę kultury wyższej. Czasem wynikały ze snobizmu, który z cyklicznych jour-fixów, czynił reklamę własnych utworów w oparach dyskusji na wysokim poziomie. Różnorodność salonów była odzwierciedleniem pozycji społecznej i zainteresowań. Salon Eleonory z Cerchów Gajzlerowej – był salonem mieszczańskim, Ludwika Dębickiego – arystokratycznym, a Karola Estreichera – inteligencko artystyczny.
Najbardziej znanym z warszawskich salonów był niewątpliwie salon Jadwigi Łuszczewskiej - Deotymy (czyli Bogobojnej). To cudowne dziecko o wielkim talencie poetyckim, zrealizowało swe literackie ambicje w latach 60. XIX wieku. Już jako młoda kobieta, obdarzona wielkim darem improwizacji, uważana była niemal za narodową świętość. W swoim salonie w Pałacu Saskim, ubrana w grecką szatę przyjmowała najznamienitszych gości z Polski, Litwy i Ukrainy. Po śmierci ojca przeniosła się z salonem do kamienicy przy ul. Królewskiej, pociągając za sobą modny i elegancki świat warszawskiej arystokracji, kultury i finansjery. I tak narodziły się sławne czwartki literackie. Kontynuacja obiadów czwartkowych ostatniego króla Stasia.
Warto też wspomnieć o warszawskim salonie Lewentalów, w kamienicy przy Nowym Świecie 41, który po śmierci właścicielaprzejęła wdowa po nim, Hortensja z Bersonów. Miała duże ambicje artystyczne. Ściągała do siebie pisarzy starszego pokolenia i młodych, m.in. skamandrytów: Lechonia czy Tuwima.
Można by rzec: gdzie ten salonów czar?
Dzisiejsze salony, osadzone w odmiennej rzeczywistości, chociażby z racji tego, są inne. Mamy salony różowe, liberalne, lewicowe, prawicowe, wyzwolonych komunistek, wojujących feministek czy samych swoich. Powstały z krytyki mieszczańskiej obyczajowości w imię europejskiego, wolnego ducha.
Co je odróżnia od tamtych salonów?
Przede wszystkim miejsce. Przeniosły się do siedzib partii, redakcji czy internetu.
Co je dzieli?
Wszystko.
Salonowa rewolucja bez barier pozwala dziś wejść na salon w ubłoconych buciorach, z brudną, pełną frazesów gęba. Pozwala sikać i rzygać na dywan. Obrażać, sypać bluźnierstwa, z których najbardziej obraźliwe nie są wcale te na ”k’ czy „ch”, ale popularne ostatnio: „jesteś talibem”.
Można wszystko w imię wszechtolerancji.
Kto zajął miejsce dawnej elity?
Wyznawcy moralnego relatywizmu, leseferyzmu „Róbta co chceta”, tolerancji obyczajowej, krytycy homofobów, erotomani-ekshibicjoniści i wyzwolone damy-flamy.Ton salonowi nadają samozwańcze autorytety z pierwszych stron gazet, ze zbrukaną aureolą, dziennikarze pseudoelitarnych dzienników, którzy posługując się koszarowym językiem tabloidów, naznaczeni przez salon stygmatem nieomylności i wybitności, głoszą prawdy oczywiste.
Wolność, jaką uzyskaliśmy po roku 89, została nieopatrznie wykorzystana przez niezrealizowanych zawodowo ćwierćinteligentów, domorosłych poetów, których wiersze czy fabularne obrazki bliskie są poziomowi przedszkolaka z grupy średniej.
To nie przeszkadza, aby w imię wolności mediów, propagować etyczne antywzory, czyniąc bohaterów oszołomami, gloryfikować libertynów, mieniących się arbitrami elegancji czy lewaków, którzy z bluźnierstwa, tandety i kiczu uczynili oręż walki, a „nadmierny patriotyzm uważają za moczopędny środek narodowy”.
Pod wybranym nickiem można ukryć swą prawdziwą twarz. Czego tam nie mamy? Cwałujący wojskowi, lwy salonowe, drapieżne owady, stare wygi, referenci, sklerotycy, rolnicy z Doliny Rospudy, uchodźcy, wychodźcy, spuitfajery, bajery, chupasy i ciupasy.
Z tła tej radosnej twórczości zdecydowanie wybieram owoce. Kokos - arbiter elegantiarum, pozostawia na długo po przeczytaniu wspaniały smak raju Bounty, a banan daje energię by to przetrwać.
To są perły prawdziwego salonu.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)