Marek Sawicki może nie zdążyć z zapowiadaną, za pół roku reformą KRUS, bo prawdopodobnie zostanie odwołany przez premiera.
Wizerunek koalicjanta został ostatnio poważnie nadszarpnięty za sprawą zarówno Waldemara Pawlaka jak i ministra Sawickiego, którzy wiedzieli o nieprawidłowościach finansowych w KRUS-ie i nepotyzmie przy obsadzaniu stanowisk.
Od momentu powstania Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, w 1990 roku, partie polityczne zapowiadały jej reformę. Niestety, bez podniesienia składek nie dałoby się jej przeprowadzić, a to zabieg niepopularny dla reformatora, który naraża się wielkiemu elektoratowi rolników, ich rodzin oraz tzw. rolników dwuzawodowych. Każda więc partia rządząca z wielka rezerwą odnosiła się do tej swoistej puszki Pandory, z obawy o utratę poparcia w kolejnych wyborach.
Przerzucano więc sobie latami ten gorący kartofel, aż wpadł w ręce mediów. Za ich sprawą odwołano dziś Romana Kwaśnickiego, szefa KRUS-u, co może spowodować efekt domina.
Po zdaje sobie doskonale sprawę, że byłoby to równoznaczne z końcem koalicji i całego rządu, więc stawia PSL-owi ultimatum. Albo poprą pakiet ustaw dotyczących zmian w prawie wyborczym i wprowadzenia okręgów jednomandatowych, albo to koniec koalicji. Tak zdecydował dziś zarząd PO.. Platforma domaga się też przeprowadzenia szybkiej reformy finansów publicznych, o której PSL również wypowiada się niechętnie.
Jasno postawiona sprawa przez Platformę może przekonać do ustępstw ludowców, którzy, jak zwykle, za cenę udziału w rządzie gotowi są do wszelkich wyrzeczeń.
Ciekawe tylko, jak wyborcy ocenia tę podwójną moralność działaczy spod znaku szczęśliwej, zielonej koniczyny.
Ja stawiam raczej na dymisję. Rozpad koalicji i nowe wybory, w których PO liczy na większość w parlamencie. Ma się tę kobiecą intuicję. Ale nie możemy zapominać, że owa puszka Pandory cały czas będzie otwarta.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)