Erynia Erynia
31
BLOG

Euro-wydmuszka

Erynia Erynia Polityka Obserwuj notkę 3

 

300 dni rządów PO-PSL.  300 dni „nicnierobienia” i niekonstytucyjnych ustaw, które musiały być zawetowane, rządzenia za  pomocą sms-owych instrukcji z Ministerstwa Propagandy,  300 dni pijaru i polityki miłości, medialnych fajerwerków, ale i mokrych kapiszonów.  W momencie, gdy z dnia na dzień odsłania się korupcja , prezydenci kolejnych miast aresztowani są za łapówkarstwo,  a  raporty NIK-u odsłaniają kolejne nieprawidłowości (dziś w służbie zdrowia),  premier zaskakuje nas stoickim spokojem i kolejną wydmuszką.

 

Tym razem zaskoczył nie tylko opozycję.  Na Forum Ekonomicznym w Krynicy zapowiedział, że rok 2011 będzie rokiem wejścia Polski do strefy euro. Jaki doradca marketingowy  kryje się za tą bzdurną obietnicą, bo nie Chlebowski, który sam jest zaskoczony, ale, jak mówi,  pozytywnie. Nieco innego zdania jest minister Rostowski, który ustami  jednego z doradców mówi: "Nikt z nami nie konsultował tej wypowiedzi".  Również NBP podał wczoraj,  że data przyjęcia nie była z nim konsultowana.

 

 

 

Polski złoty jest jednym z elementów naszej narodowej tożsamości, daje poczucie przynależności i jest elementem budowy  wspólnoty. Dlatego ewentualne wejście Polski do strefy euro powinno być poprzedzone ogólnopolskim referendum.

W okresie PRL-u, w ramach integracji RWPG, rozważana była koncepcja jednolitej  strefy walutowej, która jednak, z powodu niestabilnej i niezrównoważonej gospodarki, nie doszła do skutku.

Niemniej jednak istniała  wspólna waluta. Był nią  rubel transferowy, służący do rozliczeń międzynarodowych. Z pewnością  Polacy, pamiętni historii, na propozycję wprowadzenia rubla jako środka płatniczego, odpowiedzieliby  kategorycznym sprzeciwem.

 

 

Czy podobnie będzie z przystąpieniem Polski do strefy euro? Korzyści z tego powodu, jak zapewniają ekonomiści, wcale nie muszą wystąpić.

 

 

Pamiętam jak Ryszard Petru, główny ekonomista w artykule „Jak najszybciej do euro”, wyliczał  zalety tej operacji. Będzie ona korzystna dla gospodarki i wszystkich tych, którzy narzekają na mocną złotówkę. Nie jest też ważne, że Polska jest krajem biedniejszym (niższe PKB na 1 mieszkańca), ważna jest zbieżność koniunktury gospodarki europejskiej z polską. Nie udowodnił  jednak, na czym ta zbieżność, o ile w ogóle istnieje, polega. Na kolejny dowód za euro podaje fakt, a właściwie subiektywną opinię,  że biedne kraje, po przyjęciu euro, nie zahamowały swego rozwoju, co nie jest dla nas  żadną motywacją i  pocieszeniem. Wszak miało chodzić o rozwój. W dalszej części autor  pisze, że zamknięcie kosztów wymiany walut i zwiększenie własnej marży będzie plusem w rozwoju przedsiębiorstw, a także  zlikwiduje barierę niechęci inwestowania obcych kapitałów w polski rynek.

 

Postaram się odnieść do tez Ryszarda Petru, udowadniając, że argumentacja ta, choć łatwo wpadająca w ucho, jest jedynie reklamowym chwytem.

 

Sprawa pierwsza, to warunki konwergencji nominalnej, która Polska musi spełnić: niska inflacja, niski deficyt budżetowy, niskie zadłużenie sektora publicznego i niskie długoterminowe stopy procentowe, co autor lekceważy.  Istnieje jeszcze problem konwergencji realnej, bowiem polska gospodarka, pod względem wydajności, poziomu produkcji, a także technologii i innowacyjności, jest daleko w tyle za gospodarką państw Starej Unii, różną ma  także  strukturę.  Ekonomista pomijając te warunki, powołuje się jedynie na zbieżność koniunktury, co jest oczywista nieprawdą, lub przynajmniej sporym naciągnięciem.

 

Jednakowe instrumenty polityki pieniężnej i jednakowy pozom stopy procentowej dla krajów o różnej możliwości i aktywności gospodarczej, mogą być dla nich szkodliwe. Dla wspomnianych wyżej argumentów, również NAFTA, stowarzyszenie czysto handlowe, nie zamierza korzystać ze wspólnej waluty. Również Włosi rozważają wyjście ze strefy euro, ponieważ nie widzą żadnych nadzwyczajnych efektów w rozwoju gospodarczym i wpływu unijnej waluty na kreację handlu. I choć ów „cud gospodarczy”, który miało sprawić euro, był  nagłaśniany przed samym wejściem, ekonomista R.Petru nie odważył się o tym wspomnieć, podkreślając jedynie brak oznak zahamowania. Natomiast w krajach, które nie należą do strefy euro, w Danii i Szwecji, konkurencyjność gospodarki i jej tempo wzrostu, przewyższa Francję i Niemcy.

 

Nieprawdą jest również fakt, że po wprowadzeniu euro nastąpi wzrost inwestycji zagranicznych i ściągnięcie obcego kapitału. W żadnym stopniu nie jest to zależne od waluty, ale od wielu innych czynników, że wymienię tylko politykę fiskalną czy koszty siły roboczej.

 

Podsumowując więc należy stwierdzić, że wspólna waluta nie jest remedium na wyrównanie różnic gospodarczych, które wymagają  różnych instrumentów oraz reakcji państwa w sytuacjach ewentualnych załamań.

 

 Dlatego decyzja rządu Tuska o jak najszybszym wejściu do strefy euro jest zabiegiem czysto politycznym, a skala „urobienia” społeczeństwa, jak widzimy, jest ogromna.

 

Erynia
O mnie Erynia

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka