W samym sercu Unii Europejskiej rabuje się dzieci rodzicom - obcokrajowcom z użyciem politycznego urzędu: niemieckiego JUGENDAMTU.
Jugendamt powstał w ramach państwa nazistowskiego w 1939 roku w celu wprowadzenia ustawy dotyczącej opieki nad młodzieżą i dziećmi Rzeszy. Do dziś ma status „pierwszego rodzica”, co oznacza, że opinia urzędnika jest zawsze ważniejsza niż rodziców, w myśl specyficznego sposobu pojmowania dobra dziecka. Od końca wojny w działalności tego urzędu praktycznie nic się nie zmieniło, a Niemcy przemilczają, zatajają te praktyki przed europejskimi partnerami.
I żaden urząd nie ma nad nim kontroli.
Co może Jugendamt? Ma nieograniczoną władzę nad rodziną, może odebrać dzieci rodzicom bez wyroku sądu, może zabronić kontaktów z rodzicami, zakazać mówienia w ojczystym języku. Małżeństwa obcokrajowców, które z różnych przyczyn się rozpadły, głównie francusko-niemieckie i polsko-niemieckie zgłosiły ponad 400 pozwów do Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, w sprawie Jugendamtów. Również niemieccy rodzice protestują przeciwko Jugendamtom, które, jako urząd nadzorczy wprowadzają w niemieckich rodzinach urzędniczy porządek i nadzorują jego przestrzeganie, a wystąpienie przeciwko niemu grozi nawet odebraniem władzy rodzicielskiej.
Skargi wysyłane przez rodziców do Komisji Europejskiej spowodowały, że eurodeputowani zabrali się wreszcie za badanie niemieckich dyskryminacji. Nasz eurodeputowany, Marcin Libicki, przewodniczący Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego ma osobiście powołać zespół niezależnych ekspertów do zbadania skarg rodziców i przygotować raport na sesję parlamentu. Bowiem praktyki stosowane przez Jugendamt naruszają prawo wspólnotowo-unijne oraz Kartę Praw Podstawowych Unii.
Formy dyskryminacji społecznej, emocjonalnej czy dotyczącej języka, są hańbą dla współczesnej, wolnej i demokratycznej Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)