Za komuny to się chlało! Pijanych na ulicy można było sierpem ciąć. Albo i bez tego sami padali. Że co, mówi Pan, że inaczej nie dało się przeżyć? Skoro patologia - to i zachowania patologiczne?
A obecnie jak?
Polacy piją więcej droższych alkoholi, wina i lżejszych trunków. I mniej są widoczni, bo więcej samochodów, co przekłada się na wzrost wypadków po pijanemu. Czy ja wiem? Mówią, że np. taki hotel sejmowy to jedna wielka melina.
A jak rodzinka, ta dawna podstawowa komórka? Już nie w komórce, często we własnym M lub na własnym osiedlu strzeżonym? Czyli jest lepiej?
A patologie zabrał stary 1988 rok?
Czy aby całą?
A te wszystkie szybkie zmiany w środowisku naturalnym , społecznym, politycznym, wobec których człowiek jest bezsilny, nie skutkują żadnymi problemami? Naiwnie Pan sądzi, że patologia to tylko alkoholizm, względnie narkomania. A biurokracja, nepotyzm na każdym szczeblu władzy, bezkarne umarzane afery korupcyjne, służalczość mediów wobec polityków, wreszcie bezrobocie i ubóstwo to nie patologia?
Nie, Pan uważa, że to naturalny proces liberalizacji społeczeństwa. Bo każdy może żyć, jak chce. Może i tak, tylko że w takiej Ameryce, między bezdomnym a Rockefellerem jest jeszcze wielka klasa średnia. A u nas? Pustka. Granica. I odgórny zakaz wychodzenia z grupy. A czy i liczby nic Panu nie mówią? Ponad 10% Polaków żyje w ubóstwie, a ponad 20% na jej granicy. Czyli mniej niż minimum socjalne. A czy prześledził Pan, ile wynosi minimum socjalne u nas i w innych krajach unii? I nic Panu te liczby nie mówią? Dalej jest cacy, bo tak powiedziało Panu Ministerstwo Finansów? Które często o projektach rządu dowiaduje się z mediów?
A może lepiej wsłuchać się w życie, popytać, poobserwować, zamiast wierzyć w prawdy objawione?
Głosi Pan, że organizacja współczesnej edukacji to przeżytek. Że państwo powinno oddać ją w ręce rodziców, wszak oni najlepiej wiedzą, co jest dobre dla ich dzieci?
Kpi sobie Pan tym uogólnieniem? A pamięta Pan reklamę, na której posiniaczona twarz kobiety wołała do nas o pomoc? Bo źle się działo w jej rodzinie. Zrobił Pan coś w tej sprawie, bo jak widzę, pomoc nie nadeszła. Ani od rządu, ani od sejmowych ustaw, ani od policji, kościoła, instytucji samorządowych, Ośrodków Opieki Społecznej, szkół czy przychodni. Pan też woli nie wiedzieć? Bo to nie za pańską ścianą?
Cholernie mi Pana żal.
I Pana niewiedzy, że żyjemy w państwie chorego prawa, w którym matki z dziećmi muszą uciekać z domu przed tatusiem-tyranem. A fundusz alimentacyjny, mówi Pan? Te 170 złotych to kpina, świadcząca o niemocy państwa w ściąganiu pieniędzy. A ile Pan wydaje dziennie na swoje potrzeby? Czy aby nie tyle samo?A mamusie też są bez winy? Tylko same ofiary? Nie zauważa Pan, że liberalizm prawa i obyczajów a także głoszone zewsząd równouprawnienie kobiet, dotknęło też sfery zarezerwowanej dotąd tylko dla "głów rodziny"? Coraz częściej słyszy się o matkach zaniedbujących swoje dzieci, gubiących je na ulicy czy podrzucających przypadkowym opiekunom. W tym czasie, wyzwolone od uciążliwego obowiązku, oddają się rozrywkom zakrapianym tanim winem. Taką słabą, kobiecą głowę nie obejmą sądy 24-godzinne z prostej przyczyny: przez dobę nie są w stanie wytrzeźwieć. Gdzie się podziali mężowie, zastąpieni przez konkubentów? Czyli o dysfunkcji współczesnej rodziny też Pan nie słyszał. Słyszał Pan, aha, ale to mały odsetek i rząd z tym walczy. Jest pan pewien, że skutecznie?
Patologia rodziny, proszę Pana, stała się faktem. To nie tylko osłabienie funkcji wychowawczej rodziny, alkoholizm, narkomania, przemoc psychiczna i fizyczna, ale także coraz liczniejsze zbrodnie, które coraz częściej wychodzą na światło dzienne. Noworodki w beczkach po kapuście, palone w piecach, zamykane w szafach, lodówkach, okaleczane i mordowane w bestialski sposób lub, w najlepszym wypadku zhandlowane za 2 tysiące. Przemoc wobec dzieci, przestępstwa seksualne na nieletnich, przy cichym przyzwoleniu rodziny i otoczenia. To już fakt.
Też uważa Pan, że kastracja, taka czy owaka przyniesie pozytywny skutek? Że nieprzemyślanymi ustawami załatwi się sprawę?
Mówi Panu coś termin - patologia pracy? Marnotrawienie wiedzy i kwalifikacji, zaburzenia sfery wynagrodzenia, zaniedbania bezpieczeństwa i higieny pracy, alarmujący wzrost wypadków przy pracy? To dla Pana też normalność transformacji?
A co proponuje Pan zrobić z narkomanią i jej konsekwencjami: przestępczością, wzrostem zachorowalności i śmiertelności z powodu nadużywania narkotyków, z przemytem? Czy i na tym gruncie Pana liberalizm dopuszcza posiadanie narkotyków, upchanych po kieszeniach, dla celów osobistych?
A czy nie uważa Pan, że patologia objęła też stosunki międzyludzkie? I niebezpiecznie zahaczyła o polityków, wszelkiej maści VIP-ów i tzw. osób publicznych? Nieżyczliwość, nietolerancja, obojętność, egoizm, wulgaryzacja języka i zachowań, brak poszanowania dla porządku publicznego, kradzieże, wandalizm, nieprzestrzeganie przepisów prawa i obyczajów, urzeczowienie stosunków międzyludzkich? Wreszcie rozkwit pornografii, prosperity domów publicznych i handel żywym towarem?
Więc niech już mi Pan nie mówi, że to wszystko to koszt rozwijającego się kapitalizmu.
Nie chcę już tego słuchać.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)