Pojęcie inteligencji, które leży w obszarze poznawczym psychologii, było od początków XX wieku źródłem zainteresowania, przedmiotem sporów i powstania wielu koncepcji zmierzających do jego zdefiniowania.
Koncepcje te były ubocznym produktem pracy nad testami inteligencji, którą zrodziły potrzeby społeczne. Miało to miejsce we Francji, gdzie dynamiczny rozwój przemysłu wpłynął na przyspieszenie rozwoju szkolnictwa. Według jakich kryteriów przyjmować dzieci, co jest normą na określonym etapie rozwoju, a co nią nie jest?
Ówczesny minister oświaty zlecił A.Binetowi opracowanie testu wstępnego, który by kwalifikował ucznia. Binet wziął sobie do pomocy T. Simona i stworzyli razem pierwszą w historii skalę pomiaru inteligencji przy pomocy testów. Nie była to skala doskonała, ponieważ zadania skonstruowali intuicyjnie, aby zmierzyć sprawność umysłowego funkcjonowania dziecka w szkole. Różni twórcy testów, przekonani, że to, co mierzą, jest inteligencją, byli twórcami różnych w efekcie definicji inteligencji.
Jeszcze jednym przykładem rozbieżności była ankieta, którą rozpisało czasopismo "Journal of Education Psychology" w roku 1921. Wypowiedziało się w niej 17 psychologów. Wyniki nie były zadowalające. Każdy z nich sformułował własną definicję inteligencji, a to, co ich łączyło, to pojawienie się dwóch pojęć" "abstrakcyjne myślenie" i "funkcja przystosowawcza". Amerykański psycholog R.B.Cattell w 22 lata później nie był bliżej ani o krok. Pisał, że inteligencja jest abstrakcyjnym myśleniem, myśleniem konkretnym, werbalnym nawykiem, zdolnością manipulowania treściami poznawczymi. Jest wrodzona, ale i nabyta, jest czymś pojedynczym i zarazem zespołem.
Wobec trudności w sprecyzowaniu definicji inteligencji powstały dwa nurty. Pierwszy z nich nawiązywał do artystotelesowsko-tomasowskiego ujęcia inteligencji jako władzy duszy, przejawiającej się w aktach myślenia, drugi, przeciwstawny, wywodził się z empiryzmu francusko-angielskiego (pozytywizmu) i za punkt wyjścia przyjmował zdolności poznawcze człowieka.
Później ani D.Wechsler, ani W.Kohler (znany z ćwiczeń z małpami), ani J.Dewey, mimo bogatego materiału analitycznego, nie byli w stanie wypracować i zdefiniować ostatecznego terminu inteligencji. Ich podstawowym błędem był brak korelacji między myśleniem a inteligencją. Wynikało to z prostego wytłumaczenia: myślenie traktowano jako konsekwencję inteligencji, a więc czynność do niej wtórną.
Końcem sporów możemy nazwać przyjęcie definicji inteligencji jako sprawności myślenia. To stwarza nowe perspektywy badawcze i rozwojowe, ponieważ proces myślenia zróżnicowany jest w zależności od materiału treściowego (co znamy pod nazwą myślenia technicznego, historycznego, muzycznego czy literackiego).
Wielka popularność testów pomiaru wiedzy, na poszczególnych etapach kształcenia, wynika z szybkiej możliwości jej sprawdzenia i zdiagnozowania. Testy kończące edukację sprawdzają nabyte umiejętności i ich przydatność jest bezsporna. Czymś innym są natomiast testy inteligencji, które powstają z przemożnej chęci psychologów do zmierzenia jej poziomu.
Błędem tych testów jest ograniczenie czy wręcz rezygnacja z kontekstu kulturowego, społecznego czy społeczno-politycznego. Te "beztreściowe" testy są w stanie zmierzyć tylko tzw. inteligencję testową, a nie inteligencję w ogóle.
Tylko rozwój myślenia określa poziom inteligencji, więc "cogito ergo sum”, w kontekście wielu autorów S24, brzmi szczerze i dumnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)