Erynia Erynia
68
BLOG

O Marku Kondracie, zeszpeconych butelkach i gospodarce

Erynia Erynia Polityka Obserwuj notkę 31

 

 Już  Milton Friedmantwierdził, że jeśli  przez  pierwszych dziewięć miesięcy od objęcia władzy rząd nie wprowadzi istotnych zmian w gospodarce, to  później nie ma już takich szans, bo układy, które wokół niego się wytworzą, uniemożliwiają realizację poważnych reform.

Może miał i racje, choć w odniesieniu do PO nie tylko obietnice gospodarcze były chwytem wyborczym, a i  układy dojrzały dużo wcześniej niż prorokował  liberalny ekonomista.

 

O antyreformatorskiej platformie mówi też   profesor Witold Kwaśnicki, ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego,  który  uważa, że  program PO, sprzyjający przedsiębiorczości, pozostał tylko w sferze  deklaracji. I w tej kadencji zrealizowany nie będzie. Przykładem może być  obecnie utrudniony dostęp do zawodów prawniczych, poprzez propozycję zmiany ustawy Prawo o adwokaturze, która, uchwalona w 2005 r. zniosła limity przyjęć na aplikacje prawnicze, dając  możliwość zdobycia uprawnień do wykonywania tych zawodów. 

  Brak reform, na które liczyli Polacy, że wspomnę o reklamowanym  3 x 15 czy pakiecie Szejnfelda,  ze znowelizowaną ustawą o swobodzie gospodarczej, wypływa z nieumiejętności rządzenia, ale też dyktowane jest perspektywiczną polityką wyborczą. Przykładem jest reforma KRUS-u resortu rolnictwa, która żadną reformą nie jest, a jedynie drobnym zabiegiem kosmetyczno-maskującym,  w konsekwencji którego prawie półtora miliona rolników będzie nadal odprowadzać składkę w wysokości 64 złotych miesięcznie, a reszta Polaków zapłaci na swoje ubezpieczenie 10 razy więcej.

Ta reszta, sterowana dotąd sondażami,  to potencjalni wrogowie Platformy.

 

Również  naukowe autorytety, widzące dotąd wielką nadzieję w rządach PO, wypowiadają dziś opinie druzgocące. Profesor Ireneusz Krzemiński, socjolog z UW mówi, że  dziś mamy do czynienia z polityką całkowicie skundloną, polityką, której nie ma, partią rządzącą, która istnieje nie po to, by przeprowadzać jakiekolwiek reformy, ale trwa wyłącznie z jednego powodu: by nabijać sobie słupki w sondażach,  platforma zmarnowała społeczną energię i zapał, a my, Polacy,  daliśmy się złapać na lep pięknych słów i haseł bez pokrycia.

 

Do krytyki PO dołączył też politolog Aleksander Smolar, prezes Fundacji imienia Stefana Batorego. Wg niego szacunek dla jednostki, jako nadrzędne dobro platformy okazał się tylko złudzeniem, w które wierzy nie tylko rząd ale i społeczeństwo, stawiające na uśmiechy i święty spokój,  a profesor Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dodaje, że premier chce pozyskać tych wyborców, którzy chcą zamordyzmu, marzą o tym, by otaczający ich świat znów stał się czarno-biały, odhumanizowany, za to prosty i zrozumiały  i do których nie przemawiają ani wolnościowe postulaty, ani prawa innych ludzi, ale emocje oparte na najniższych instynktach.

 Nie wytrzymuje też  aktor Marek Kondrat, reklamowy apologeta PO, który dotąd stawiając na telewizory i tostery przekonał się, że obietnice tolerancyjnego i liberalnego państwa, wolnego od przymusów, zastąpiły  zakazy i nakazy.  Ma na myśli  mającą wejść w życie ustawę, zgodnie z którą na każdej butelce  wina  ma być naklejona  etykieta  o szkodliwości  picia alkoholu.  Ma zajmować 20% powierzchni całej  butelki, odmiennie niż na pudełku papierosów.  Irytacja  Kondrata,   konesera  win i właściciela  winiarni, sięgnęła zenitu. Uważa on, że to kpina ze swobód obywatelskich i  ewenement na skalę europejską i światową,  świadcząca  o obłudzie niecywilizowanej władzy, w imię której   butelki wina zostaną  oszpecone całkowicie.

Erynia
O mnie Erynia

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Polityka