Już Milton Friedmantwierdził, że jeśli przez pierwszych dziewięć miesięcy od objęcia władzy rząd nie wprowadzi istotnych zmian w gospodarce, to później nie ma już takich szans, bo układy, które wokół niego się wytworzą, uniemożliwiają realizację poważnych reform.
Może miał i racje, choć w odniesieniu do PO nie tylko obietnice gospodarcze były chwytem wyborczym, a i układy dojrzały dużo wcześniej niż prorokował liberalny ekonomista.
O antyreformatorskiej platformie mówi też profesor Witold Kwaśnicki, ekonomista z Uniwersytetu Wrocławskiego, który uważa, że program PO, sprzyjający przedsiębiorczości, pozostał tylko w sferze deklaracji. I w tej kadencji zrealizowany nie będzie. Przykładem może być obecnie utrudniony dostęp do zawodów prawniczych, poprzez propozycję zmiany ustawy Prawo o adwokaturze, która, uchwalona w 2005 r. zniosła limity przyjęć na aplikacje prawnicze, dając możliwość zdobycia uprawnień do wykonywania tych zawodów.
Brak reform, na które liczyli Polacy, że wspomnę o reklamowanym 3 x 15 czy pakiecie Szejnfelda, ze znowelizowaną ustawą o swobodzie gospodarczej, wypływa z nieumiejętności rządzenia, ale też dyktowane jest perspektywiczną polityką wyborczą. Przykładem jest reforma KRUS-u resortu rolnictwa, która żadną reformą nie jest, a jedynie drobnym zabiegiem kosmetyczno-maskującym, w konsekwencji którego prawie półtora miliona rolników będzie nadal odprowadzać składkę w wysokości 64 złotych miesięcznie, a reszta Polaków zapłaci na swoje ubezpieczenie 10 razy więcej.Ta reszta, sterowana dotąd sondażami, to potencjalni wrogowie Platformy.
Również naukowe autorytety, widzące dotąd wielką nadzieję w rządach PO, wypowiadają dziś opinie druzgocące. Profesor Ireneusz Krzemiński, socjolog z UW mówi, że dziś mamy do czynienia z polityką całkowicie skundloną, polityką, której nie ma, partią rządzącą, która istnieje nie po to, by przeprowadzać jakiekolwiek reformy, ale trwa wyłącznie z jednego powodu: by nabijać sobie słupki w sondażach, platforma zmarnowała społeczną energię i zapał, a my, Polacy, daliśmy się złapać na lep pięknych słów i haseł bez pokrycia.
Do krytyki PO dołączył też politolog Aleksander Smolar, prezes Fundacji imienia Stefana Batorego. Wg niego szacunek dla jednostki, jako nadrzędne dobro platformy okazał się tylko złudzeniem, w które wierzy nie tylko rząd ale i społeczeństwo, stawiające na uśmiechy i święty spokój, a profesor Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dodaje, że premier chce pozyskać tych wyborców, którzy chcą zamordyzmu, marzą o tym, by otaczający ich świat znów stał się czarno-biały, odhumanizowany, za to prosty i zrozumiały i do których nie przemawiają ani wolnościowe postulaty, ani prawa innych ludzi, ale emocje oparte na najniższych instynktach.
Nie wytrzymuje też aktor Marek Kondrat, reklamowy apologeta PO, który dotąd stawiając na telewizory i tostery przekonał się, że obietnice tolerancyjnego i liberalnego państwa, wolnego od przymusów, zastąpiły zakazy i nakazy. Ma na myśli mającą wejść w życie ustawę, zgodnie z którą na każdej butelce wina ma być naklejona etykieta o szkodliwości picia alkoholu. Ma zajmować 20% powierzchni całej butelki, odmiennie niż na pudełku papierosów. Irytacja Kondrata, konesera win i właściciela winiarni, sięgnęła zenitu. Uważa on, że to kpina ze swobód obywatelskich i ewenement na skalę europejską i światową, świadcząca o obłudzie niecywilizowanej władzy, w imię której butelki wina zostaną oszpecone całkowicie.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)