Przychodnia MP (Medycyny Politycznej) mieściła się na parterze jednorodzinnego domu na Ursynowie. Najprawdopodobniej jest agendą UE, bo na zaproszeniu, które znalazłam w swej euroskrzynce, logo firmy OBOP (Ośrodek Badania Opinii Politycznych), widnieje na niebieskim tle, otoczone żółtymi gwiazdami.
W ostatni poniedziałek września, o oznaczonej godzinie przekroczyłam próg, a właściwie kilka schodków przychodni. Różniła się od tych pod egidą NFZ przede wszystkim tym, że nie było miejsca na ścianach, na których cokolwiek by nie wisiało. Od razu rzucił mi się w oczy wielki plakat przedstawiający Arystotelesa i jego znaną frazę: Tabula rasa. Tutaj była dwukrotnie przekreślona na czerwono.
Sekta jakaś? - pomyślałam?
Po obu stronach plakatu olbrzymie zdjęcia statecznych, starszych panów. Pewnie naukowców. Pod jednym podpis: prof. Ligi Cavalli-Sforza , genetyk, z drugiej strony: John Hibbing, University of Nebrasca. Na węższej ścianie niewielkiej, podłużnej przychodni powieszono zdjęcia ludzkiego mózgu, z dokładnymi opisami w języku angielskim, a także plakat nieznanych mi urządzeń medycznych, które po licznych zwojach kolorowych przewodów, przypominały trochę znane EEG.
W przychodni były już dwie osoby. Kobieta w średnim wieku i młody mężczyzna. Gdy usiadłam na jednym z dwóch wolnych krzeseł, wszedł jeszcze jeden mężczyzna, około 60-tki.
W tym momencie, zjawił się młody człowiek i zaprosił całą naszą czwórkę do gabinetu.
Rozdał mam ankietę ( 6 kartek A4) do wypełnienia, zaznaczając, że jest ona anonimowa i dobrowolna. Z ciekawości zaczęłam czytać.
Test podzielony był na działy.
To, co zdążyłam zapisać:
Aborcja, Duma z polskości, Prawo karne, Kościół, Rodzina, Mniejszości, Pary homoseksualne, Eutanazja, Narkotyki, Źródła zła, Handel ziemią, Demonstracje, Cenzura, Płaca minimalna, Polityka monetarna, Podatki, Własność prywatna, Regulacje państwowe, Ubezpieczenia społeczne, Ochrona środowiska, Szkolnictwo, Imigracja, Podsłuchy.
W każdym dziale było ok. 4 pytań opisowych; cały test zajął mi ponad 30 minut.
Następnie wysłuchaliśmy krótkiej pogadanki, którą zarejestrowałam na mp3:
„Szanowni państwo. Dziękujemy za odpowiedź na nasze zaproszenie i przybycie, nasze badania nie mają na celu określanie preferencji światopoglądowych, politycznych czy wyborczych. Przeprowadzamy badani , zainicjowane 2 lata temu przez psychologów z University of California w Berkeley, które mają udowodnić związek między polityką a genami. Okazuje się, że poglądy polityczne, uważane dotychczas za całkowicie uzależnione od środowiska, w którym człowiek się wychował i żyje – w dużym stopniu są dziedziczne. Z badań przeprowadzonych w USA i Australii wynika, że u ludzi można wyróżnić dwa podstawowe zestawy dziedziczonych cech, odpowiadające dwóm najbardziej popularnym światopoglądom: konserwatywnemu i liberalnemu. Oznacza to, że Arystoteles nie miał racji, uważając nowo narodzonego człowieka za czystą tablicę, którą można dowolnie zapisać. Homo sapiens przychodzi na świat jako zwierzę z natury lewicowe lub prawicowe.
Udowadnia to Mariusz Biedrzycki, w książce „Genetyka kultury” , który zajmuje się memetyką. Ta dziedzina nauki zakłada, że kulturą, religią czy polityką rządzą takie same prawa ewolucji jak genami. Pakiety informacji kulturowej, czyli memy, mnożąc się, podlegają mutacjom i naturalnej selekcji, wskutek czego jedne poglądy zyskują popularność w społeczeństwie, a inne idą w zapomnienie. Poglądy na takie kwestie jak kara śmierci, podatki czy aborcja tylko w niewielkim stopniu podlegają wpływowo otoczenia, ponieważ zależą od różnic w funkcjonowaniu mózgu, a ściślej od poziomu neuroprzekaźników. Choć geny nie są stanie zmusić nas do głosowania na jakąś partie, to jednak coraz częściej politologia korzysta z dorobku nauk ścisłych. Choć preferencje polityczne są układem dość chaotycznym i niepozbawionym rozbieżności, to część jednak poglądów zapisanych jest w DNA. Te z kolei podlegają dziedziczeniu, ponieważ światopogląd partnera jest ważnym czynnikiem decydującym w zawieraniu i trwałości związku.
Następny punkt programu badań był testem praktycznym. Każdy z nas został zaproszony do komputera, gdzie zamiast klawiatury był joystick z dwoma przyciskami. Na ekranie wyświetlały się dwie litery M i W. W zależności od tego, jaką literę ujrzeliśmy, mieliśmy naciskać odpowiedni guzik.
W sumie badanie zajęło około 2 godzin.
Jakie będą wyniki? Jestem w stanie przewidzieć, znając swoje poglądy. Choć wyniki oparte na nauce, mogą być nieprzewidywalne.
Mają być znane za 2 tygodnie.
Tak sobie myślę: po co ten cały pijar, kampanie, wydawane pieniądze, skoro wybór zakodowany jest w naszym mózgu? Po co starania polityków, którym nigdy nie uda się zdobyć stuprocentowego poparcia? Z drugiej zaś strony, co można sądzić o mózgu tych polityków, którzy w ciągu swego życia kilka razy zmieniają poglądy?
Wobec nich nauka jest bezsilna.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)