Żył sobie raz kamieniarz, któremu sprzykrzyła się żmudna praca przy wycinaniu bloków skalnych z granitowej góry. Pracował ciężko w bezlitosnych, palących promieniach słońca.- Jakie to męczące ciąć kamień, a do tego jeszcze ten palący żar! Jakbym chciał się znaleźć na miejscu Słońca, być władcą wysoko na niebie – mówił do siebie kamieniarz.Za sprawą cudu jego prośba została spełniona. Kamieniarz pewnego dnia zamienił się w Słońce. Zadowolony posyłał na ziemię promienie, szybko jednak spostrzegł, że odbijają się one od chmur.- Cóż z tego, że jestem wszechmocnym słońcem, skoro chmury przesłaniają moje promienie? – żalił się. – Gdybym był chmurą, mógłbym odsłaniać słońce tam, gdzie chcę, mógłbym ofiarowywać deszcz tym, których wybiorę.I znów cudownym zrządzeniem, przemienił się w chmurę. Teraz płynął swobodnie po niebie, zsyłał deszcze, rozdzielał promienie. W końcu jednak rozwiał go wiatr.- Więc wiatr potrafi rozpędzić chmury – zauważył mężczyzna. – Znaczy to, że wiatr musi być najsilniejszy. W takim razie, skoro chcę być największym mocarzem, muszę zamienić się w wiatr – postanowił.
I za chwilę rzeczywiście stał się wiatrem. Od tej pory bez ustanku wiał, dął i szalał.
W końcu pewnego dnia wysoka i mocna ściana stanęła mu na drodze. Nie dał jej rady. Okazało się, że to góra.- Po co być wiatrem, jeśli góra może mnie powstrzymać? – zasmucił się.Zamienił się więc w górę. Poczuł jednak, że ktoś uderza w niego kilofem i jakiś siłacz drąży w nim korytarz.Odwrócił się.Był to kamieniarz.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)