I stało się. „Panna brzydka i nieposażna” stała się bogata, bo upiększona diamentem. Ten diament, to "mędrzec" Europy, lider ruchu Solidarności, który samodzielnie obalił komunizm, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, posiadacz wielu tytułów dr. honoris causa, były prezydent Polski, reprezentant Europy w czasie otwarcia Olimpiady w Salt Lake City, autor książki „Droga do prawdy”.
Donald Tusk:
- Nie możemy pozwolić sobie na marnotrawienie takich diamentów, jak Wałęsa. Moi poprzednicy, szczególnie w ostatnich dwóch latach, popełnili poważny błąd zaniechania, wynikający ze złych emocji i z braku wyczucia. Chcemy opracować projekt współpracy z Lechem Wałęsą, ale też z Władysławem Bartoszewskim, aby skutecznie wykorzystać ich autorytet dla Polski. To będzie jedno z pierwszych zadań dla Radka Sikorskiego.
Jarosław Wałęsa (PO) dodaje:
- Chodzi o stworzenie korpusu ambasadorów honorowych Polski, którzy będą pomagali np. podczas wizyt międzynarodowych. Jeśli będzie do załatwienia sprawa w USA, to polska delegacja będzie mogła pojechać z Lechem Wałęsą. Jeśli będzie coś do zrobienia w Niemczech, to z Władysławem Bartoszewskim, a jeśli w Rosji, to jeszcze z kimś innym.
GW. 08.11.2007 Wykorzystanie tego, nie do końca oszlifowanego diamentu („Gnojki z IPN-u”) powierzył Tusk Radkowi Sikorskiemu, który w 1990 roku w The Spectator" wyjaśniając zjawisko Wałęsy, określił go jako człowieka nieokrzesanego, nieobliczalnego, pustego w wypowiedziach, o zapędach dyktatorskich, skłonnego do manipulacji . Człowieka, dla którego posiadanie moralnego autorytetu to za mało, ponieważ dąży do fizycznego sprawowania władzy, chce wydawać dekrety, rządzić ludźmi, wyznaczać i obalać premierów według swego upodobania.
Dwa lata później, we wspomnianym Spektatorze, w artykule „Polacy na rozdrożu” z 27.06.1992 r. Sikorski pisze:
„Po upadku Jaruzelskiego WSI rozpoczęły poszukiwania za nowym patronem. Równolegle Lech Wałęsa, nowo wybrany prezydent Polski rozpoczął rozglądać się za nową silna bazą. Obecnie Wałęsa odsunął od siebie większość swych byłych kolegów – najpierw starych dysydentów, następnie nową Prawicę, która pomogła mu zdobyć fotel prezydenta. Ujrzał on, że parlament jest słaby, a administracja państwowa nieudolna. Zobaczył wreszcie skłóconych polityków i powstającą drobną burżuazję. Nikt według niego nie przedstawia realnej siły, za wyjątkiem starej gwardii. Zamiast prób budowania nowej zgody, Wałęsa wszedł na łatwiejszą drogę. Uważał, że ci ludzie mogliby mu pomóc w utrzymaniu władzy, dostarczając mu informacje o ministrach i potencjalnych przeciwnikach. Dlatego wolał nie naruszać ich struktur. Nie ma w tym wielkiej tajemnicy, wszystko jest zbyt oczywiste.Nawet dla mnie, obserwatora z bliska, wydawało się to nie do uwierzenia, że Wałęsa ten symbol antykomunistycznej rewolucji z 1980 i 1989 roku, wszedł ostatecznie na drogę współpracy z ludźmi, których obalał – i dlaczego nikt nie przewidział takiego rozwoju sytuacji; wymagać to będzie szerszego wyjaśnienia”.
Dzisiaj widać, że Radek Sikorski, metodą pewnie wyparcia psychologicznego, powierzone zadanie wypełnił. Nie tylko oszlifował diament, ale oprawił go w 12 złotych gwiazd, które świecą na niebieskim niebie ku chwale Polski i zjednoczonej Europy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)