Wgryzając się w kolejną polemikę Stefana Chwina z Rafałem Ziemkiewiczem, którą dokładnie już skonsumowali i przetrawili: FYM i toyah, przypomniały mi się budy z orientalnym jedzeniem, stojące kiedyś na Placu Konstytucji, które jako główne danie oferowały kurczaka w pięciu smakach. Propagując najwyższy szczyt unifikacji kulinarnej, próbowały zadowolić zarówno koneserów pikanterii, amatorów słodyczy, jak i zwolenników smaków pośrednich, czyli przeciwników wszelkiej skrajności.
„Zamazywanie” prawdy, podobnie jak smaków, jednakowo niestrawne, sprawiło, że Chwin nie tylko nie odróżnia prawdziwego antykomunisty („Towarzysz Rafał ma głos”) od prawdziwego komunisty, ale i koguta od kury.
Nazywając R.Ziemkiewicza „Rycerzem Prawdy” (co na to JKM i UPR?) proponuje, posiłkując się antycznymi tragikami, próbę wcielenia się w postać generała, jako wyraz naszej empatii do samej postaci i jego decyzji z 13 grudnia. Tym samym żąda od nas zbyt wiele. Nie będziemy uczestnikami tego dramatu, więc zakładany przez niego katharsis nie może nastąpić, bo i kategorie winy odmienne, i jednostki wybitnej brak.
Niemożność Chwina odróżnienia dobra od zła, jak wspomnianego koguta od kury, wynika nie z niewiedzy , ale ze sprawnej manipulacji i negacji historycznych faktów. Jest wszak reprezentantem tej grupy światłej, postępowej inteligencji, która brzydzi się ciemnogrodowym konserwatyzmem moralnym i rozumie „fatalną konieczność”, której nie potępił nawet kardynał J. Glemp. Również dzisiaj w Palmirach, stawiając pytanie: „Jak my ustosunkujemy się do krzywd zadanych?”.
Powoływanie się przez autora na Dekalog jest tak samo humorystyczne, jak stwierdzenie, że Jaruzelski jedynie ogłosił stan wojenny, a wprowadzili go szeregowi żołnierze. Którzy sami pewnie wydali sobie broń i wyprowadzili czołgi na ulicę. To jest ta prawda, którą Chwin próbuje nam ogłosić w znanej frazie „odp.” W duecie z redaktorem naczelnym III RP.
Wierząc święcie w „nieprzejrzystość historii” Chwin posuwa się jeszcze dalej. Sytuując się między Pytią a Nostradamusem proponuje Ziemkiewiczowi napisanie powieści fantastycznej „Co by było, gdyby…?” , sam snując przepowiednie bardziej rodem z Marsa niż z historii Węgier. Wierzę, że są one jedynie oszołomieniem, znanym również Pytii, która żuła liście laurowe, a upajające wyziewy z kadzideł i ziół, pomagały jej w snuciu wizji.
Wracając do kurczaka w pięciu smakach. Zadowoli się nim zapewne Stefan Chwin. Prawdziwy intelektualista wybierze Black or White.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)