126 obserwujących
610 notek
582k odsłony
  127   0

Kto się nie popisał? Polacy?

 

Jutrzejsze media zdominują pewnie socjologowie, politolodzy, politycy i znawcy zachowań wyborczych, którzy będą rozważać przyczyny niskiej frekwencji (ok. 18%) w dzisiejszych  wyborach do PE. Czynią to zresztą nieprzerwanie od 1989 roku z okazji wszystkich wyborów i jak dotąd udało im się wypracować wspólne stanowisko, że jest to wynik słabości polskiej demokracji.
Nawet w przełomowych wyborach w 1989 roku udział wzięło tylko 62% uprawnionych do głosowania, a do wyborów do PE w 2004 roku poszedł co piąty obywatel. Głosy obywatelskie postulujące wprowadzenie JOW-ów czy rządowe, proponujące obniżenie wieku czynnego prawa wyborczego do 16 lat, a także stworzenie kodeksu wyborczego, tego stanu rzeczy nie zmienią. Tak jak i niektóre poglądy, że musimy mieć wpływ na przyszłość Europy i nie możemy zamykać się tylko w swoim ogródku.
Dlaczego więc obywatele rezygnują z uczestnictwa w wyborach? Mieliśmy dziś do wykonania tylko dwie czynności. Zdecydować się na pójście i zdecydować o wyborze. Tłumaczenie niskiej frekwencji długim weekendem, złą lub dobrą pogoda jest tak samo niedorzeczne jak twierdzenie o niedosycie, w dobie Internetu, informacji na temat UE.
Czy jest to polityczna obojętność? Poczucie braku wpływu na życie polityczne, niechęć do sposobu i rezultatów uprawiania polityki, która nie jest transparentna, brak zaufania do rządzących?  Czy słabą frekwencję można usprawiedliwiać niskim odsetkiem Polaków z wyższym wykształceniem? Czy wpływa on na udział w wyborach, podobnie jak stopień zamożności, stan cywilny, religijność? Co jest przyczyną bierności społeczeństwa polskiego? Socjologowie zwracają także uwagę na  strukturę wiekową społeczeństwa: im społeczeństwo młodsze, tym niższa frekwencja. To twierdzenie błędne, ponieważ nasze społeczeństwo, czego przykładem  kłopoty z wypłatami zusowskich emerytur,  jest społeczeństwem ludzi w wieku średnim i starszym. Również przeświadczenie, że polityka nie ma wpływu na nasze życie, jest  tezą błędną, ponieważ w wielu dziedzinach na co dzień dotkliwie odczuwamy nieprzemyślane czy błędne decyzji rządu.  Nieprawdą jest też, że Polacy nie są zainteresowani polityką; wystarczy obserwować popularność wszelkich portali społeczno-politycznych, a także rozwój organizacji pozarządowych, stowarzyszeń obywatelskich i akcji. A więc i tutaj diagnoza jest nieprawidłowa. Kolejna teza o braku mobilizacji politycznej jest też błędna, wystarczy wejść na stronę internetową;:petycje.pl, aby przekonać się, że nie jest to prawda.
Udział w głosowaniu, w odróżnieniu od płacenia podatków, nie jest obywatelskim obowiązkiem, lecz prawem - wyboru przedstawicieli społeczeństwa. Prawem numer jeden w demokracji. Z prawa tego obywatele korzystają wówczas, gdy rządzący wywiązują się z obowiązków wobec nich; dotrzymują wyborczych obietnic, nie odrzucają projektów obywatelskich ustaw, nie lekceważą postulatów referendów w wielu ważnych sprawach. 
 I tu socjologowie mają rację. W bogatszych krajach, gdzie społeczeństwo widzi namacalnie dobra jakości rządzenia, frekwencja wyborcza jest wysoka.
Jak widać  wraz ze wzrostem świadomości na temat Unii Europejskiej  (również w wyborach w innych państwach), frekwencja nie wzrosła i zdecydowanie przejawia tendencję malejącą. Można nawet zaryzykować tezę, że decyzje UE w sprawach polskiej gospodarki, były powodem niechęci wyborców. Nie zawsze zgadzamy się z unijnym prawem, jesteśmy zawiedzeni nierównym traktowaniem Polski i innych państw-członków UE, nie zgadzamy się z lansowaną polityką  historyczną.
Kolejna przyczyna niskiej frekwencji tkwi w osobach samych kandydatów. Dziś już wyborcy nie wierzą jedynie medialnym „autorytetom”, mają szeroki dostęp do wiedzy o wszystkich kandydatach, ich życiu, drodze zawodowej, finansach, dokonaniach, potrafią skonfrontować kampanie wyborcze z rzeczywistymi osiągnięciami, które często wypadają słabiej od obietnic, a dotychczasowi posłowie Unii Europejskiej, zwani potocznie europosłami, nie potrafią obronić naszych spraw i reprezentować interesów obywateli Polski.
Czy zatem niskiej frekwencji, także w innych państwach unii, nie można łączyć ze  spadkiem akceptacji do tej instytucji?
Te pytania powinny być tematem jutrzejszych dyskusji.
 
 
 
 
Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale