Notka bardzo osobista, napisana „na gorąco” przed 40 dniami:
Niepotrzebne wydało mi się pytanie czy przyjadę. Jakbym mógł nie pojechać na pogrzeb mojego najbliższego przyjaciela, który mnie również obdarzał tym nieprzypadkowym, wcale nie kurtuazyjnym mianem. Którego mamę oraz dziewczynę dobrze znam. Musiałem pojechać.
Wahałem się bardzo czy napisać o Nim na salonie, wszak to przeżycia osobiste i dosyć intymne, ale zachęcał mnie pewien bloger, którego zdanie i twórczość bardzo szanuję, abym pochwalił się jakiego Człowieka poszczęściło mi się poznać.
Przeważyła świadomość, pamięć, że bez Niego nie powstałoby w salonie kilka istotnych dla mnie tekstów – początek ważnego postu „Gdybym był Polakiem, też był został Powstańcem Warszawskim", reportaż pt. „Rosyjski Stary Nowy Rok. Со старым Новым Годом!” – On był „spiritus movens” tego wydarzenia i przeżycia. To Mihail zaraził mnie „kołczakowszczyzną” tj. szacunkiem i uznaniem dla Admirała Aleksandra Kołczaka „ostatniej szansy Rossiji przed czerwoną zarazą” w wyniku czego powstały takiego uznane artykuły jak „Przed śmiercią Admirał Kołczak długo patrzył na Gwiazdę Polarną”
i „Zawisza Czarny Białej Rosji – generał Kappel”
Ucieszył się bardzo jak mu ten ostatni tekst pokazałem (to był również Jego ulubiony bohater Rosyjski), odsłuchaliśmy tą piękną piosenkę w nim zamieszczoną (Biała gwardia „Generałom wojny domowej” ]. Miałem nadzieję, że zagra ją kiedyś na gitarze – grał w amatorskim zespole pewnej groźnej organizacji i przygrywał czasem przyjaciołom pod koniec „wieczerniki” [= imprezy]. Ale los miał inne plany, widziałem Go wtedy ostatni raz...
Anegdotycznych wspomnień związanych z nim mam w pamięci wiele. Jedno z nich:
W czasie jednej zimowej imprezy po ok.3-ej w nocy kilkoro najwytrwalszych uczestników przeniosło się do kuchni, gdzie przytulnie i ciepło. Miha bierze gitarę i zaczyna grać i nucić. Dołączamy. Ja proponuję oczywiście „Białą gwardię”. W międzyczasie rozpijamy wódkę pod nazwą „Tajga”. Jedna ze spragnionych pań przypomina: „Witek, Tajga”, więc polewam, toast lub bez i „pajom” [= śpiewamy] dalej. (Prawda, że podobne do „pijom”). Po jakiś 20 minutach oddaliłem się na moment i słyszę prośbę: „Miha, Tajga!”. Milknie melodia, Miha nalewa, towarzystwo wypija i gitara, śpiew idzie dalej. Po kilku, kilkunastu minutach z korytarza widzę, słyszę następującą scenę – Jedna z dam prosi znów: „Miha, Tajga!”. Na to przyjaciel odkłada gitarę, kiwa smutnie przecząco głową i mówi: „Nie, takiej piosenki to ja nie znam”. Większość obecnych dosłownie upadła na podłogę (ciepłą, podgrzewaną – sama przyjemność zimą). Do świtu co kilka chwil przypominaliśmy sobie tą „przytomną” odpowiedź i wybuchaliśmy śmiechem. Nawet gdy po „Tajdze” zostały tylko wspomnienia i na stół wkroczył srebrny „XXI wiek”…
W ogóle bardzo lubił Polskę. (Chociaż nie wszystkich Polaków, zwłaszcza polityków ;) Uwielbiał do niej przyjeżdżać. Pamiętam jak 2 kwietnia 2005 roku w ten cieply, jakże smutny dzień dostałem od niego sms-a: „Umer velikij chelovek. Skorbim vmeste” [= Umarł wielki człowiek. Cierpimy razem]. Akurat był na weekend w Ełku, wspominał potem przejmujący widok morza ogników i dywanu kwiatów przy pomniku Jana Pawła II. Mimo, że był - rzecz jasna - prawosławnym, bardzo ciepło wypowiadał się o naszym papieżu. Nie było to oczywistością w Rosji, bo papież rzymski od stuleci w tradycji rosyjskiej (prawosławnej) nie jest osobą zbyt życzliwie przedstawianą, najdelikatniej mówiąc. Podobało mu się szczególnie w Gdańsku, Krakowie i Zakopanem. Tam też miał jakiegoś górala zaprzyjaźnionego. Gdy narzekał, że nie wszyscy Polacy traktują Rosjan z sympatią, namówiłem go na wspólną (moją coroczną) wyprawę do Czech. Po powrocie (trafiliśmy kilkakrotnie na jakiś czeskich antyrusów pamiętających zapewnie Praską wiosną 1968) stwierdził, że faktycznie po Białorusinach najprzyjaźniej traktujemy Rosjan z wszystkich krajów soclagra (A nie był tylko w Bułgarii). Po powrocie z zachodniej Ukrainy ( Lwów, Rowne) jeszcze bardziej docenił polską (interesowną i nie) gościnność. Tam język rosyjski jest/ był wtedy tak niemile widziany, że wolał mówić po polsku w restauracjach i hotelach.
Komunistów nienawidził. Wyniósł z domu opowieści o strasznych latach 30-tych i II wojnie. Miał tak samo na imię jak Jego i mój ulubiony pisarz, a także jak i mój ulubiony poeta rosyjski = Jego przezwisko ze szkoły. Pamiętam po przeczytaniu „Doktora Żiwago” B. Pasternaka przysłał mi sms: „Komunistów nienawidzę coraz bardziej. To wrogowie ludzkości”. Cóż, cieszy jak przyjaciel ma takie same poglądy.
Gdy pisałem te wspomnienia natrafiłem na balladę wielkiej „Białej” rosyjskiej pieśniarki Żanny Biczewskiej [ Жанна Бичевская – „О Володе Высоцком”] , a w niej słowa odpowiadające jak ulał do mojego przyjaciela:
„Mówią , że grzeszył, że nie w porę świecę pogasił…
Jak umiał, tak żył,
A przecież bezgrzesznych nie zna przyroda”
Как умел, так и жил, а безгрешных не знает природа.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)