36 obserwujących
152 notki
261k odsłon
1548 odsłon

Krew na Saharze

Wykop Skomentuj

Rok przed obaleniem Traore, w Azawadzie Tuaregowie rozpoczęli kolejną rebelię. Równolegle rebelia wybuchła też w Airze, w Nigrze. Na czele tuareskich rebeliantów w Mali stanął Iyad ag Ghali. Po przejęciu władzy przez Konare doszło do negocjacji ale porozumienie między Bamako a rebeliantami okazało się nietrwałe. Wtedy to na arenie pojawiły się nowe podmioty: w Gao – bojówki ludu Songhai noszące nazwę Gandakoy, w Timbuktu – islamistyczna organizacja założona przez miejscowych Arabów o nazwie Arabski Front Islamski Azawadu (FIAA). Mali postanowiło stłumić bunt cudzymi rękami. Gandakoy rozpoczęło rzezie Tuaregów a także miejscowych Arabów. Z kolei FIAA ze swoją islamistyczną agendą musiała się źle kojarzyć – w 1992 r. w sąsiedniej Algierii wybuchła wojna między wojskowym reżimem a islamistami, dokonującymi zamachów terrorystycznych nie tylko w Algierii ale również we Francji. Sahara w tym czasie przestała być bezpiecznym miejscem, a pojawienie się islamistów w Azawadzie musiało zaniepokoić Francję. I skłonić europejską opinię publiczną do poparcia stłumienia tuareskiej rebelii. Bo cóż z tego, że Tuaregowie (Iyad ag Ghali wtedy jeszcze nie był salafitą i terrorystą) nigdy nie chcieli wprowadzać szariatu, podkładać bomb i zarzynać europejskich turystów, skoro percepcja europejskich mediów i opinii publicznej jest ograniczona. Przy libijskiej mediacji Kadafiego w końcu, w 1995 r. zawarto porozumienie, część tuareskich liderów, w tym Iyad ag Ghali, otrzymała lukratywne stanowiska, inni, w tym płk Mohamed ag Najim, musieli uciekać do Libii. Dziś wielu Malijczyków twierdzi, że rebelianci to Tuaregowie – Libijczycy i że trzeba ich wypędzić z powrotem do Libii (lub wymordować), lecz zapominają skąd się w tej Libii wzięli. Natomiast mediacja Kadafiego również nie była bezinteresowna. Z jednej strony chodziło o panafrykańskie ambicje libijskiego przywódcy, z drugiej płk Kadafi, nie ufający libijskim Arabom, postanowił oprzeć swoje siły zbrojne na elitarnych jednostkach bitnych Tuaregów. Jednym z głównych dowódców tych elitarnych jednostek został Najim.

Z obietnic Mali złożonych Tuaregom nic nie wyszło. Natomiast do Bamako zaczął płynąć szeroki strumień pieniędzy z Trypolisu. Dziś widać tego efekty – potężne libijskie inwestycje, hotele, banki, miasteczko administracyjne wybudowane dla rządu Amadou Toumani Toure. Prezydent Mali siedział w libijskiej kieszeni a sympatyków obalonego libijskiego przywódcy wciąż łatwo spotkać w malijskiej stolicy Bamako. Tylko Tuaregowie wciąż nic z tego nie mieli. Na terenie Azawadu nie budowano ani dróg, ani szkół ani szpitali. Nic więc dziwnego, że Tuaregowie, pod przywództwem Ibrahima ag Bahangi, zaczęli znów konspirować. I wtedy w Azawadzie pojawiła się Al Qaida Islamskiego Maghrebu (Aqmi).

W połowie pierwszej dekady tego stulecia w tzw. Taoudeni Basin obejmującym terytorium Mali (Azawadu), Mauretanii i Algierii odkryto bogate złoża ropy i gazu, jednocześnie odkryto też złoża uranu na terenach zamieszkanych przez Tuaregów (w Nigrze, na terenie tuareskiego Arlitu od dawna eksploatowany jest uran). Podobnie jak w Nigrze, tak i tu, nikt nie planował by Tuaregowie coś z tego mieli. Rządzący w Mali czarni Bambara wiedzieli jednak, że na pustyni „się zgubią” (jak to lapidarnie 6 lat temu powiedział mi jeden Tuareg-exrebeliant w Nigrze). Więc postanowili oddać eksploatację tych złóż Algierii, która nie mogła sobie pozwolić na to by ktoś inny tu wydobywał ropę bo ropa po jej stronie jest położona najwyżej (a zatem spłynęłaby na malijską lub mauretańską stronę w momencie eksploatacji). Umowa została podpisana w 2007 r. i w tym samym czasie Mokhtar Belmokhtar pojawia się w tym rejonie. Przy jego bazie Tuaregowie obserwują potem aktywność wojsk algierskich (ale nie w celu zniszczenia jego bazy). Lądują tu wojskowe samoloty algierskie, a w końcu stycznia 2012 r., tydzień po wybuchu tuareskiej rebelii, koło znajdującego się w regionie Kidal miasta Aguelhok przejeżdża silnie uzbrojony konwój algierskich służb specjalnych. Kilka dni później kilkudziesięciu żołnierzom malijskim w Aguelhok ktoś podrzyna gardło. Mali oskarża MNLA o tę zbrodnię licząc na wsparcie Francji i USA w swojej „wojnie z terroryzmem”. Ale Francuzi nie dają się nabrać – minister ds. kooperacji Henri de Raincourt oświadcza, iż nie ma żadnych dowodów na udział MNLA w tej zbrodni i jest to dzieło Aqmi. Podobnego zdania jest Mauretania, która pozwala na stworzenie w swojej stolicy biura politycznego skrzydła MNLA. W odpowiedzi Bamako rozpoczyna propagować kłamliwą tezę o współpracy MNLA z Aqmi i chęć wprowadzenia w Azawadzie szariatu przez MNLA. Co więcej, Malijczycy nieoficjalnie zaczynają oskarżać Francję o wspieranie MNLA. Niewykluczone zresztą, iż było w tym źdźbło prawdy i Sarkozy (a także Mauretania), zniecierpliwiony całkowitą bezczynnością Mali w wojnie z terroryzmem na Saharze, a także informacjami o ogromnej korupcji i współpracy polityków malijskich z przemytnikami narkotykowymi, postanowił postawić na bardziej wiarygodnego sojusznika w tej wojnie z narko-terrorystami, na sojusznika znającego Saharę (w przeciwieństwie do Bambara), na Tuaregów.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale