poczwara poczwara
68
BLOG

Karafka la Fontaine'a

poczwara poczwara Polityka Obserwuj notkę 15
Czy osoba załgana, prezentująca rynsztokowe morale, może decydować o losach narodu i państwa, podejmując decyzje w Trybunale Konstytucyjnym? No może?

   Grzecznościowo, ale tylko grzecznościowo wypadałoby założyć, że większość czytelników zna anegdotę, jaka w historii określana jest mianem karafki la Fontaine’a. Niemniej mając na uwadze fakt, iż znaczna część współczesnej inteligencji cierpi na chorobę wieku dziecięcego, nazywaną po prostu niewiedzą, jaka w ramach działań ministry Nowackiej zataczać będzie coraz większe kręgi i za kilka, a może kilkanaście lat urośnie do miary narodowej pandemii, w kilku słowach rzecz przedstawię. Oto trzech jegomości siedzących przy stoliku, na którym stała karafka, spierało się kolor odbijającego się w niej światła, przy czym każdy widział je innym i bronił swojej tezy. Dopiero przechodzący la Fontaine, poproszony o rozsądzenie sporu, obszedł stół dookoła i uznał, że każdy z nich ma rację, bo oglądając karafkę z różnej perspektywy postrzega różną barwę przechodzącego przez kryształ światła.

   A zatem można to samo zjawisko postrzegać inaczej, a tym samym inaczej je określać i ze spostrzeżeń wyciągać różne wnioski. Ale czy rzeczywiście prawdziwe, jak uznał La Fontaine? Otóż nie do końca. Każdy z uczestników sporu miał tylko rację cząstkową i złudną na tyle, na ile patrząc z własnej perspektywy rozczepienie światła mu umożliwiało. To tak, jakby Marcin Gortat w towarzystwie aktora Petera Dinklage’a wchodził z plaży do wody – głębiej i głębiej. I gdy woda sięgałaby koszykarzowi powyżej kolan, ten twierdziłby, że jest płytko, natomiast zanurzony po brodę Dinklage uznałby, że nie, że właśnie jest głęboko. Natomiast gdyby Gortat zanurzył się po symboliczny duży palec, po Dinklage’u pozostałyby na powierzchni już tylko bąble. Było zatem płytko czy głęboko? Widzimy więc, że to zależy.

   Takie to refleksje snułem sobie, będąc zainspirowany ostatnimi wydarzeniami związanymi z Trybunałem Konstytucyjnym. Pierwszym była wizyta Macieja Berka w niegościnnych dla niego progach budynku przy alei Szucha, bo został stamtąd grzecznie wyproszony przez aktualnego prezesa Bogdana Święczkowskiego, przy czym ten ostatni nawet nie tknął palcem byłego tuskowego ministra. Gdyby tak się stało Berek mógłby co najmniej stracić ząb, mieć wybity bark albo zacząć mocno krwawić z nosa. Nie, nic z tych rzeczy – nagranie rejestrujące zdarzenie nie zanotowało jakiejkolwiek szamotaniny, co nie znaczy, że Godzilla, jak nazywają prezesa TK z uwagi na jego wzrost i masę, nie zachęcał intruza do wyjścia, być może zachowując przy tym grzecznościową formę: ,,Panie Macieju, proszę stąd wyp…lać!”. A zatem gdyby tak właśnie przebiegło spotkanie, to rzecz jasna pełna kultura.

   Oczywiście jak to w Polsce bywa, przegrany z kretesem Berek nie mógł uznać porażki, która kładłaby również cień na sprawczość człowieka jaki go tam posłał. Zatem chcąc coś propagandowo ugrać, poskarżył się na Święczkowskiego, że ten go przepychał, wypychał i poszturchiwał, aż ostatecznie, stosując siłę fizyczną, pogonił na zbity pysk, do czego notabene prezes TK miał święte prawo. Ba, nawet obowiązek. Prezesem zajmie się teraz minister Żurek, badając opisany przypadek jako naruszenie nietykalności intruza.

   I tu rodzi się pytanie: czy Maciej Berek może zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego, a nawet jego prezesem, do czego jest przymierzany? No nie, odpowiedzą wszyscy z prawej strony politycznej barykady, bo… W tym momencie przywołają znane fakty, to znaczy, że był upolitycznionym ministrem Tuska i że nie ma za sobą dziesięcioletniego stażu pracy na etacie radcy, co spowodowało, iż prezydent nie uznał jego kandydatury za prawidłową i nie przyjął od niego przysięgi. Ale to tylko formalnoprawne wymogi, które człowiek wymyślił dla konstytucyjnego porządku. O wiele gorsze jest to, że Berek publicznie łgał, opowiadając o użyciu przeciw niemu siły fizycznej, czemu przeczy zapis filmowy przebiegu wydarzenia. Mało tego, i on, i jego polityczni zleceniodawcy nadal podtrzymują wersję o szarpaninie w Trybunale. A zatem czy kłamca ma fundamentalne, czyli moralne prawo zajmowania stanowiska sędziego? No cóż, jestem osobą pryncypialną i powiem, że nie, przy czym względy formalnoprawne wydają się być w tym przypadku już bez znaczenia. Natomiast wyznawcy Tuska, widząc nawet nagranie, zobaczą zupełnie coś innego. Mianowicie to, że Berek nie łgał, tylko mówił prawdę, co dostrzegli na tym samym materiale filmowym. Widziane przez nich odbicie wydarzeń w karafce, którą stanowią w tym przypadku prorządowe media i ich komentarze – te z TVP czy TVN, upewni ich, że było jak mówią, i odwrotnie - że mówią jak było. Amen.

   Podobna sytuacja miała miejsce ostatnio, gdy prezydent Karol Nawrocki starał się dostać do budynku Trybunału. I niedługo potem dowiedzieliśmy się z TVN, że ,,starająca się zaprosić go do środka” samozwańcza prezes TK Anna Korwin-Piotrowska została fizycznie staranowana i poturbowana przez głowę państwa. Jednak z filmowego nagrania ponownie wynika zupełnie inny przebieg wydarzeń, jako że to Piotrowska zaciśniętymi pięściami starała się wypchnąć Karola Nawrockiego z drzwi. Jak więc widać stosowane formy zaproszeń mogą być kompletnie różne, podobnie jak towarzyszące im propagandowe narracje. I tu ponawiam pytanie: czy załgana osoba, prezentująca rynsztokowe morale, może decydować o losach narodu i państwa, podejmując decyzje w Trybunale Konstytucyjnym? No może?

    Hm, cóż, widzowie stacji TVN, zakupionej przez przyjaciół Donalda Trumpa, który z kolei jest przyjacielem wszystkich polskich prawicowców – przynajmniej w ich mniemaniu - oraz samego Karola Nawrockiego, a wciąż nadającej na tej samej od lat propagandowej fali po dzień obecny, będą twierdzić, że tak, oczywiście, Piotrowska może zostać sędzią, bo nie uwierzą w to, co zobaczyli na nagraniu. Albo skomentują to inaczej, to znaczy tak, by wypadło dla ich sposobu widzenia świata korzystnie i potwierdzająco. Natomiast widzowie TV Republika, stanowiący na Starym Kontynencie esencję esencji przyjaciół Donalda Trumpa, powiedzą, że absolutnie nie, to znaczy, że Piotrowska i Trybunał to dwa niepasujące do siebie byty. Czyli że przekaz płynący z tego samego nagrania będzie dla nich diametralnie różny niż w przypadku wyznawców premiera.

   No dobrze, a co ich dzieli w tak różnym oglądzie tych samych sytuacji? Czy choćby w jakieś mierze rzetelna wiedza o świecie, a przede wszystkim o polityce i jej przewrotności, w tym o zamieniających się chwiejnych interesach stron sporów i zawieranych ad hoc z reguły nierespektowanych porozumieniach, na których jest budowana? Nie, to tylko wynik postrzeganych odblasków i załamań światła faktów, widzianych jednostronnie i cząstkowo przez pryzmat nie tyle wiedzy, co wiary i chciejstwa, zniekształcających rzeczywistość. Czyli karafka la Fontaine’a cały czas zarządza świadomością mas i prawdami, które wyznają, dzieląc społeczeństwo na zwalczające się grupy, a tym samym osłabiając instynkt samozachowawczy Polaków. I o to właśnie komuś chodzi, o to chodzi.


poczwara
O mnie poczwara

co by tu?...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka