W starych dobrych/niedobrych czasach (do wybory, do koloru) opowiadano pewien dowcip. Oto w garnizonie radzieckiej armii prowadzono zajęcia chemiczne. Na placu apelowym stoją w dwuszeregach plutony i ćwiczą zakładanie masek przeciwgazowych. Przed jednym z nich przechadza się znudzony, zapatrzony w beton sierżant powtarzający na okrągło te same komendy: Maski włóż!, Maski zdejm! W pewnej chwili spogląda na szeregi i zaczyna kipieć ze złości:
- Ej, wy tam, na końcu, nie słyszeliście komendy Maski zdejm?
- No przecież zdjąłem, towarzyszu sierżancie – usprawiedliwia się żołnierz.
- Co wy mi tu …..! – wścieka się instruktor, szybkim krokiem zbliżając się do wystraszonego sołdata. - Podchodzi na odległość kroku, przygląda mu się bacznie, po czym odwraca i kręcąc z niedowierzania głową mruczy pod nosem: - Ech, morda, morda….
Hm, no tak, taka komiczna sytuacja. Bo i przecież nie wszyscy dwudziestoletni zaraz bywają piękni. A jeśli nawet do brzydali nie należą, to coś w ich wyglądzie, mówiąc ogólnie, czasami nie porywa. Ewentualnie swoim jestestwem wypisanym na licach nie pasują do miejsca, czasu i sytuacji, w których się znaleźli. Może powodem jest przeciętność rysów, może wypisany na twarzy kod intelektualny niezachęcający do nawiązania znajomości, może przebijający z fizjonomii charakter, jak na przykład nadmierna pewność siebie, ewentualnie coś, jakiś antropologiczny szczegół, na który zwróciłby uwagę dociekliwy Lombroso.
Ale jest jeszcze coś, coś co niektórzy nazywają szlachetnością rysów. Ewentualnie, na odwrót – ich prostactwem. I te dwa cosie w pewnych sytuacjach, jak na przykład w aktorstwie, mogą decydować o przydziale ról. No żeby nie być gołosłownym zapytam: czy wyobrażał ktoś sobie Zdzisława Mrożewskiego w roli stangreta czy Igora Śmiałowskiego grającego mieszkańca czworaków? Ewentualnie Emunda Fettinga odtwarzającego postać Kuby z ,,Chłopów’? Albo Beatę Tyszkiewicz w roli Jagny? Zdecydowanie nie, prawda? Tak samo jak trudno byłoby Romanowi Kłosowskiemu wiarygodnie dla widzów zagrać księcia Hamleta.
No właśnie, a tym czymś jest aparycja, a w zasadzie głównie rysy twarzy i niekiedy sylwetka aktora, niepasujące do odtwarzanej roli. I teraz doszedłem do serialowej ,,Lalki”, w reżyserii Pawła Maślony. O filmie powiedziano już wszystko, no niemal wszystko, dobrze i źle, ale pominięto jeden ważny szczegół. Szczegół, na który nie tylko ja, ale i rosyjski sierżant na pewno zwróciłby uwagę. No więc rzecz w tym, że pan Jacek Braciak może grać szeroki wachlarz ról, jednak z wyłączeniem postaci reprezentujących arystokrację, a więc i zubożałego Łęckiego. Może natomiast przebywać w kręgu arystokracji, powożąc bryczką ewentualnie sprawując funkcję odźwiernego. Choć może… No nie, na odźwiernego też prezencji nie ma. Chyba że z uwagi na wzrost – tylko w niskich progach. Oczywiście nie zmienia to mojej opinii, że jest aktorem wysokich lotów, choć człowiekiem już nie za bardzo, ale to temat na inną notkę.
Podobnie rzecz ma się z Sandrą Drzymalską, którą trudno sobie wyobrazić w roli damy z arystokratycznego światka. Jej pospolita, typowo plebejska uroda absolutnie nie uwiarygodnia uroku, jakiemu uległ Wokulski, zaś bluzgi, którymi obrzuca kogoś na ulicy, sugerują wychowanie rzekomej panci z towarzystwa raczej w dorożkarskiej rodzinie. Takiej, której członków – już bez zastrzeżeń z mojej strony - mogliby na pewno przekonująco zagrać pan Jacek z Panią Sandrą , tym bardziej że Braciak dał niegdyś całkiem niezły popis fumańskiej łaciny. Gdyby ktoś nie dowierzał, to zapraszam tu, choć mniemam, że patriotycznej prawicy na pewno się spodoba:
https://www.facebook.com/Tusk.Vision.Network/videos/jacek-braciak-o-ofe-i-tusku/1371570146763602/
I to w zasadzie wszystko, co mam do dodania w sprawie ,,Lalki” Pawła Maślony. Bo przecież nie Bolesława Prusa, na Boga! I na szczęście też.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)