Lalka | Oficjalny zwiastun | Netflix, fot. Netflix Polska/YouTube
Lalka | Oficjalny zwiastun | Netflix, fot. Netflix Polska/YouTube

"Lalka" Netflixa rozczarowuje. Rękę platformy widać niemal na każdym kroku

Redakcja Redakcja Film Obserwuj temat Obserwuj notkę 30
Netflix wziął na warsztat jedną z najważniejszych polskich powieści. Efekt? Nowa „Lalka” wygląda dobrze i ma mocną obsadę, ale z książką Bolesława Prusa momentami ma niewiele wspólnego. Twórcy mocno zmienili bohaterów, dodali współczesny język i tematy, które znamy z innych produkcji platformy. Rękę Netflixa widać tutaj niemal na każdym kroku. I właśnie to jest największym problemem serialu - pisze Mateusz Pacak

Netflix od początku nie ukrywał, że jego „Lalka” nie będzie wierną ekranizacją powieści Bolesława Prusa. Platforma mówiła o „współczesnej reinterpretacji”. I rzeczywiście – zmian jest tutaj bardzo dużo. Sama zmiana nie jest oczywiście czymś złym. Trudno oczekiwać, żeby serial z 2026 roku był kopią książki wydanej pod koniec XIX wieku. Problem zaczyna się wtedy, gdy tych zmian jest tak wiele, że chwilami trudno jeszcze mówić o „Lalce” Prusa.

Netflix zrobił „Lalkę” po swojemu

Najbardziej rzuca się w oczy sposób przedstawienia bohaterów. Szczególnie Izabeli Łęckiej. W książce jest ona próżną arystokratką, żyjącą w swoim świecie i patrzącą na Wokulskiego z góry. Serial mocno ją zmienia. Izabela grana przez Sandrę Drzymalską jest bardziej niezależna, zdecydowana i współczesna. Netflix już w oficjalnym opisie przedstawia ją jako „niezależną arystokratkę”. To pokazuje, w którą stronę poszli twórcy.

I właśnie tutaj zaczyna być widoczna ręka Netflixa. Twórcy wzięli XIX-wieczną historię i próbowali dopasować ją do współczesnego widza. Pojawiają się wulgaryzmy, seks, narkotyki, mocniej pokazana pozycja kobiet i nierówności społeczne. Niektóre postacie dostają też znacznie większą rolę niż w książce.

Sam Prus przecież pisał o biedzie, nierównościach czy fatalnej sytuacji części społeczeństwa. Nie trzeba było tego wymyślać. Tyle że robił to znacznie subtelniej. W serialu Netflixa wiele rzeczy zostaje pokazanych bardzo wprost. Widz nie musi się zastanawiać, co autor chciał powiedzieć. Twórcy właściwie mówią mu to sami.

Czy to jeszcze „Lalka” Bolesława Prusa?

I tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania. Ile można zmienić w książce, żeby jej ekranizacja nadal była tą samą historią? Filmweb w swojej recenzji zadaje podobne pytanie. Serial określa nawet mianem „historii alternatywnej”.

To dobre określenie.

Netflix zachował Wokulskiego, Łęcką, Rzeckiego i główny zarys historii. Mamy bogatego kupca zakochanego w arystokratce, podziały klasowe i XIX-wieczną Warszawę. Ale im dalej w serial, tym bardziej Prus schodzi na drugi plan. Zaczyna dominować pomysł samych twórców na to, jak „Lalka” powinna wyglądać w 2026 roku.

I nie wszystkie te pomysły działają.

Największy problem polega na tym, że część zmian wygląda tak, jakby została wprowadzona nie dlatego, że wymagała tego historia, ale dlatego, że tak dziś robi się seriale na Netflixie.

Aktorzy ratują „Lalkę”

Serial ma jednak swoje mocne strony. Przede wszystkim aktorów. Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski wypada dobrze. Potrafi pokazać zarówno jego siłę, jak i obsesję na punkcie Izabeli. To człowiek sukcesu, który w jednej sprawie kompletnie traci rozsądek.

Dobrze wypada również Sandra Drzymalska. Problem nie leży w jej grze, ale w tym, jak mocno scenarzyści zmienili samą Łęcką. Choć, jak na współczesną reinterpretację Netflixa, i tak można powiedzieć, że twórcy wykazali się pewną powściągliwością w przepisywaniu klasyki... 

Na drugim planie również jest kilka dobrych ról. Filmweb pozytywnie ocenia m.in. Jacka Braciaka jako Tomasza Łęckiego i Dariusza Chojnackiego jako Ignacego Rzeckiego.

Aktorsko trudno więc mówić o katastrofie. Wręcz przeciwnie. Momentami to właśnie obsada sprawia, że serial ogląda się znacznie lepiej, niż wynikałoby ze scenariusza.

Ładnie wygląda, ale gdzie jest Warszawa Prusa?

Netflix nie oszczędzał również na stronie wizualnej. Kostiumy, wnętrza i zdjęcia potrafią robić wrażenie. Tyle że „Lalka” to nie tylko piękne salony. Warszawa u Prusa była jednym z bohaterów książki. Z jednej strony bogata arystokracja, z drugiej bieda Powiśla. Sklepy, ulice, kamienice i ludzie z bardzo różnych warstw społecznych. Dzięki temu powieść pokazywała praktycznie całe ówczesne społeczeństwo.

W serialu tego klimatu brakuje. Warszawa często wygląda bardziej jak piękna scenografia niż prawdziwe, żyjące miasto. Jest efektownie, ale momentami sztucznie. Podobny problem zauważa recenzentka Filmwebu.

„Lalka” Netflixa. Czy warto oglądać?

Nowa „Lalka” nie jest serialem tragicznym. Jest dobrze zagrana, efektowna i ma kilka naprawdę udanych momentów. Ale jako ekranizacja Prusa rozczarowuje.

Twórcy tak mocno chcieli zrobić „Lalkę” po swojemu, że chwilami z oryginału zostały przede wszystkim nazwiska bohaterów i główny pomysł na historię. Najbardziej przeszkadza właśnie ręka Netflixa. Widać próbę dostosowania klasycznej polskiej powieści do schematów współczesnego serialu. Bohaterowie mają być bardziej współcześni, przekaz bardziej bezpośredni, a całość bardziej odważna. Tylko czy „Lalka” naprawdę tego potrzebowała?

Moim zdaniem nie. Prus napisał historię, która broni się również dzisiaj. Można było ją unowocześnić bez tak mocnego przepisywania bohaterów i świata przedstawionego. Dlatego nową „Lalkę” najlepiej traktować nie jako ekranizację książki, ale jako netflixową wariację na jej temat. A jeśli ktoś liczy, że obejrzenie serialu zastąpi przeczytanie lektury przed maturą, może się bardzo zdziwić.

Mateusz Pacak 

Lalka | Oficjalny zwiastun | Netflix, fot. Netflix Polska/YouTube

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj30 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Kultura