Byłem wczoraj na mityngu zamkniętym. Fizycznym. Różnił się od polskich mityngów. Ludzie ci widzieli mnie pierwszy raz.
Przyszedłem na mityng AA - powiedziałem do pierwszego spotkanego człowieka. - Czy to jest to miejsce?
- Tak - odpowiedział on. - Jesteś w odpowiednim miejscu.
I rzeczywiście byłem. Naturalnie usiadłem na wolnym krześle. Naturalnie zapytałem człowieka obok, czy nie chce się przesiąść, bo jadł ciastko. Naturalnie mi odpowiedział, że da sobie radę. Wszystko było bardzo naturalne, nawet to, że po mityngu zamieniliśmy kilka słów.
Spróbowałem powiedzieć kilka słów i przyjęli je tradycyjnym podziękowaniem. Czułem się, jakbym znał tę grupę od dawna, bo mówili o tym samym: wdzięczności, programie, radości trzeźwego życia.
Kiedyś bardzo nie podobaŁo mi się słowo: „Przyjaciel”, w kontekście AA kojarząc się z Facebookiem. Dziś piszę je z dużej litery.


Komentarze
Pokaż komentarze