Wiele rzeczy mi się wydawało. Na przykład to, że nie mam problemu z alkoholem.
Podczas pobytu w ośrodku odwykowym, każdy dostawał swój własny, Osobisty Plan Zdrowienia. Były to punkty do przepracowania w trakcie terapii, zorganizowane w większe działy zwane problemami.
Jednym z moich problemów było: Nie wyobrażam sobie, że można nie pić do końca życia. Coś w ten deseń. I rzeczywiście - ciężko mi było sobie to w głowie ułożyć: jak to, już nigdy, nic, z nikim?
Używałem tak zwanych kwantyfikatorów wielkich, a te są znanym szeroko sposobem manipulacji. Nie da się na przykład „nic nie robić”. Tak samo nie ma się co zarzekać, że nigdy.
Mieliśmy też planowanie dnia i rozliczanie dnia. Podczas tego pierwszego zaczynaliśmy swój plan od: Dziś nie napiję się alkoholu, a kończyliśmy: Dziś nie napiłem się alkoholu.
Zrozumiałem, że jeśli nie będę pić dziś i takie założenie sobie postawię - niepicie do końca życia jest możliwe.
Obiecałem sobie - powiedział kiedys kolega na mityngu - że napiję się dzień przed śmiercią. Problem tkwi w tym, że nie wiem, kiedy to będzie.
Ja wolę postanawiać, że dziś się nie napiję alkoholu. I wieczorem ucieszyć się, że się nie napiłem.


Komentarze
Pokaż komentarze