Zostałem wykształcony i wychowany w typowej rodzinie rzymsko-katolickiej - w niedzielę msza, komunia, bierzmowanie, itp. Długo nie rozumiałem o co w tym wszystkim chodzi, aż nie zostałem ministrantem.
Wtedy zobaczyłem różne strony Kościoła. Dziś jest to instytucja, do której szacunku nie mam, a nawet darzę dużą niechęcią.
Czy wierzy Pan w jakąś wyzszą istotę? - zapytała mnie terapeutka podczas wywiadu.
Jestem zdeklarowanym ateistą - odpowiedziałem wtedy.
Zastanowiłem się nad tym, gdy usłyszałem swojego przyjaciela, który opowiadał na którymś mityngu, że już 10 lat trzeźwieje bez Boga. Zwróciłem uwagę na smutek w jego głosie.
Jestem człowiekiem książek. Lubię czytać i wierzę w to, że piszą je autorzy, którzy znają się na rzeczy. Przeczytałem Koran. Przeczytałem Bhagawag Gitę. Czytałem o medytacji, duchowości, próbowałem atmosfery świątyń. I wtedy trafiłem na informację o Kościele Jedi. I Latającym Potworze Spaghetti.
Pomyślałem, że nie chodzi tu o książki. Wiara nie jest w książkach tylko w ludziach.
Po dziesięciu latach szukania Boga i próbach zrozumienia o co tu chodzi - powiada mój Przyjaciel - zrozumiałem, że tu nie ma nic do rozumienia. To kwestia wiary, nie rozumu.
Widzenie Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję we wszystkim, co mnie otacza bardzo mi pomaga.


Komentarze
Pokaż komentarze