Urzekła mnie historia o Ho'oponopono. To polinezyjskie słowo, oznaczające (jak się domyślam, nie mówię płynnie w tym języku) „zrobić coś w bardzo właściwym porządku”. Jest to również praktyka wybaczania, chodzi o powtarzanie mantry: Przepraszam, proszę wybacz mi. Dziękuję, kocham cię.
Nie próbowałem.
Wiem jednak, jak trudno było mi wybaczyć sobie, odpuścić. Czułem się wściekle winny, za zmarnowane lata, a co więcej - miałem wrażenie, że zmarnowałem życie Synom i Żonie. Myślałem, że zabrałem Chłopakom dzieciństwo, zazdrościłem innym alkoholikom opowiadającym, że ich wnuki nie widziały nigdy pijanego dziadka. My, alkoholicy, mamy szczęście do wspaniałych kobiet - powiada mój znajomy, który ma dziś rocznicę. Dwudziestą dziewiątą. Powtarza też, że nie ma powodu, żeby zapić.
Trzymam się tego od momentu, gdy usłyszałem te słowa. Spowodowały we mnie jednak więcej. Zrozumiałem, że nie wiem kiedy i czy doczekam się wnuków. Wiem jednak, że moim Synom dałem to, czego nie miałem sam. Próbuję być tatą. Nie tylko ojcem.


Komentarze
Pokaż komentarze